W losowaniu porazek krakowskiej komunikacji w środę padł numer 74. Doczłapałam na przystanek, oczy staneły mi w słup. Komitet kolejkowy niczym za Złotego PRL. Spóźniony o ponad 20 minut tramwaj przyjechał... zepsuty. Motorniczy obwieścił ten wielce radosny fakt i tyle w kwestii jakichkolwiek informacji. Krakowscy urzędnicy najwyraźniej posługują się maksymą "szczęśliwi czasu nie liczą". I było by to nawet fajne, gdyby nie chcieli na siłę przekonywać do tego mieszkańców. Ale koniec dygresji. Wsiadłam do tramwaju, jako jedna z ostatnich "wątpliwych szczęśliwców". Przejechałam 3 przystanki, żeby się dowiedzieć, że dalej nie pojedziemy bo był wypadek. Ale na miłość boską po drugiej stronie jezdni, i dalsza jazda pechowego kursu była nie tylko możliwa co BARDZO WSKAZANA!. Na szczęście jestem młoda, podeszwy butów nie są zdarte. Dalszą trasę kontynuowałam "butobusem". Przerażenie ogarnia na myśl jak muszą się czuć w takich sytuacjach kobiety w ciąży, osoby starsze i rodzice z wózkami. P.S miło zobaczyć się na zdjęciu, aż byłam ciekawa gdzie się ukażą :) komentowany materiał »
Koleś rozmawia przez telefon:
- Jest tu taki ścisk, że gdyby nie laska stojąca obok, to nie miałbym gdzie palca wsadzić.
: )
komentowany materiał »
Ciekawe, czy ktoś wymyślił już piosenkę o refrenie "Proszę odsunąć się od drzwi". Jestem pewna, że taki kawałek robiłby furorę na imprezach!
Ps. Podróż z Batorego pod Bagatelę, to jeszcze nic. Najlepsze jest to, że wszyscy stoją przy drzwiach, bo wysiadają przecież już na następnym Przystanku!
komentowany materiał »