*

Profil użytkownika: Lechu

zgłoś nadużycie

Znajomi

Na razie brak.

Subskrypcje (0)

Brak subskrypcji blogów.

Brak ostatnio dodanych zdjeć

Mój blog "Blog Lecha"

Komentarze

Lechu Lechu
Przepraszam za pomyłkę... 2009-08-30 14.57

Autorem wypowiedzi na łamach "Gazety Krakowskiej" jest oczywiście bp Tadeusz Pieronek, a nie jak błędnie podałem imię Stanisław. Tak jakoś Kraków kojarzy mi się z Katedrą na Wawelu i bp. św. Stanisławem, gdzie znajduje się jego sarkofag. komentowany materiał »

Lechu Lechu
Jak to działa? 2009-08-30 14.38

Ano przykład typowych takich dzialań przedstawiały to dość szeroko media, np. "Dziennik Polski" w artykule pt. "Znajomym Krakowa pokazać nie wolno". Oto link => http://www.dziennikpolski24.pl/Artykul.100+M5f88888b121.0.html
albo bp. Stanisław Pieronek w "Gazecie Krakowskiej" pt. "Mus-przewodnik", link => http://polskatimes.pl/gazetakrakowska/opinie/154847,mus-przewodnik,id,t.html#material_2

komentowany materiał »

Lechu Lechu
We Wrocławiu też szykanują grupy zwiedzające miasto 2009-08-27 21.15

W wywiadzie usłyszałem, że we Wrocławiu takie sytuacje się nie zdarzają. Jest to nieprawda. Moja znajoma nauczycielka - była mieszkanka Wrocławia - zorganizowała kiedyś wycieczkę z uczniami swojej klasy aby pokazać im swoje miasto. Niestety została zatrzymana przez strażników miejskich w towarzystwie jakiegoś cywila, który zażądał od niej uprawnień przewodnika miejskiego na Wrocław. Cała historia, którą mi opowiedziała, zakończyła się przerwaniem wycieczki i wręczeniem jej mandatu. Nieświadoma łamania prawa przez tych nagabujących ją funkcjonariuszy, przyjęła mandat, choć powinna odmówić mandatu i wnieść skargę na nich. Ale nic dziwnego, że takie rzeczy się tam dzieją, skoro przykładowo na komercyjnej stronie internetowej Blanki Myszkowskiej - przewodnika PTTK z Wrocławia, można znaleźć takie oto pouczenie:

Cytat:
"Ani strażnik ani policjant spostrzegając grupę nie wie, czy ta grupa na wrocławskim czy krakowskim Rynku jest wycieczką przedmiotową na "żywej " lekcji historii ze swoim własnym nauczycielem, czy komercyjną imprezą z biura turystycznego z "przewodnikiem-piratem". Jeśli legitymowana osoba, czyli np nauczyciel, nie ma legitymacji przewodnickiej ani identyfikatora, czyli nie ma uprawnień przewodnika turystycznego, Straż Miejska, Straż Parku lub Policja może dosłownie zastosować przepis Kodeksu Wykroczeń i ukarać np nauczyciela grzywną (500zł - Artykuł 1 §1 Kodeksu wykroczeń). W takim przypadku jedną pomocą może być oddanie sprawy do sądu i indywidualne rozpatrzenie sprawy przez sędziego, gdzie trzeba będzie udowodnić swoje racje (np. że nie wzięło się od uczniów dodatkowych pieniędzy za prowadzenie lekcji - uczniowie będą musieli zaświadczyć)."

Czy ludzie, którzy rozgłaszają publicznie tego rodzaju głupoty, nie powinni być natychmiast pozbawieni licencji przewodnickich? Wszakże o fachowość, a nie o nieznajomość przepisów i mylenie pojęć, faktów itp., chodzi rzecznikom utrzymania regulacji zawodu przewodnika turystycznego. Od kiedy bowiem w Polsce to oskarżony o wykroczenie musi udowodnić niewinność, a nie oskarżyciel ma udowodnić mu winę? Czy ta pani aby nie przespała jakieś 20 lat temu transformacji ustrojowej lub jest na tyle zindoktrynowana przez własne środowisko przewodnickie, że nie jest w stanie zrozumieć, iż to nie nauczyciel ma cokolwiek udowadniać, tylko jest obowiązkiem funkcjonariuszy publicznych uzasadnienie swoich bezpodstawnych oskarżeń.

Ustawa o usługach turystycznych reguluje tylko i wyłącznie działalność komercyjnych biur podróży, a nie ogół obywatelskiej działalności w zakresie organizowania i oprowadzania wycieczek! Jeśli wycieczkę organizuje jakiekolwiek np. stowarzyszenie, parafia, szkoła, zakład pracy, klub, grupa znajomych, osoba prywatna itp. - nie ma absolutnie żadnego obowiązku wykupienia usług miejscowego przewodnika i spowiadania się przed patrolami przewodnicko-policyjnymi z tego, o czym się mówi do grupy, nawet jeśli są to rozmowy o zabytkach i historii. Czasy ingerowania funkcjonariuszy publicznych w przekazywanie informacji krajoznawczych już minęły, co znalazło wyraz w konstytucyjnym zakazie cenzury. A to, że przewodnicko-policyjne patrole żądają uprawnień od każdego, kto pokazuje zabytki i opowiada o nich, np. grupie znajomych, to już jest po prostu zwyczajne bezprawie! Przy czym szczytem tego bezprawia jest fakt, że przedstawiciele prywatnego stowarzyszenia będący stroną w sprawie śledzą, podsłuchują co kto mówi na ulicy i zastępują funkcjonariuszy publicznych w czynnościach urzędowych, którymi powinny zajmować się wyłącznie osoby do tego powołane, i to wyłącznie za zgodą odpowiednich organów prokuratury.

Lech z Poznania komentowany materiał »

Tagi