Wiem, jestem marudą. Chyba zawsze byłam. Mało tego, to co napiszę, nie jest ani odkrywcze, ani specjalnie świeże (zwłaszcza ta świeżość to dość przewrotne słowo w tym kontekście). Jednak, jak rzecze klasyk "czasami człowiek musi, inaczej się udusi", dlatego poruszam temat chyba tak stary, jak historia komunikacji miejskiej. Żule w MPK. Celowo posługuję się wyrażeniem slangowym. Bo i jak poprawnie nazwać osobę podróżującą bez biletu, pijaną, i delikatnie rzecz ujmując... psującą powietrze. Bezdomny? A może ma gdzie mieszkać. Alkoholik? Też nie zawsze.
Wczoraj w godzinach popołudniowych kolejny raz trafiłam na delikwenta, którego obecność sprawiła, że tylna część tramwaju pozostała pusta, ludzie zaś tłoczyli się w przedniej. Delikwent ów oprócz rozsiewania aromatów raczył zupełnie gratis zwymiotować.
Natomiast w innym środku miejskiej komunikacji, zaopatrzonym w ekrany, wyświetlane są "filmy propagandowe". A to ślimak Tosiek wścieka się, bo ktoś nie wyrzucił butelki do kosza, a to jakaś panna przypadkiem wpycha swojego towarzysza pod nadjeżdżający tramwaj... Jeden z nich jest naprawdę interesujący, oto strażnicy miejscy wchodzą do tramwaju czy autobusu i zakładając gumowe rękawiczki "wypraszają" śpiącego jegomościa. I znów sprawiedliwość zatriumfowała, powonienie pasażerów zostało uratowane. Podobno ktoś kiedyś był świadkiem podobnej interwencji. Podobno ten sam ktoś spotkał też ślimaka Tośka.


Powiadasz "pawia puścił", znaczy się, program się rozkręca i są jednak nowe atrakcje... a niewdzięczni pasażerowie wciąż tyko narzekają... narzekają... narzekają...
MPK to bardzo poważna firma i na swą maskotkę wybrała postać idealnie odzwierciedlającą szybkość reakcji i wrodzoną inteligencję... choć może jednak byłby lepszy żuczek gnojarz?
Na kilometr trąca snobizmem. Ludzie! Na zewnątrz jest -20 stopni. Taki "żul" to człowiek uzależniony, nieszczęśliwy, często bez dachu nad głową. Podróż z nim do przyjemnych nie należy, ale bez przesady! Te 20 minut w tramwaju można i w największym smrodzie wytrzymać. Wystarczy tylko przez chwilę się zastanowić. Ty - wsiądziesz, wysiądziesz, wrócisz do swojego pachnącego i CIEPŁEGO mieszkania - a on? Wówczas gdy Ty po upływie godziny już nie będziesz pamiętać o dyskomforcie jazdy, ten człowiek będzie zamarzał gdzieś na ławce. Dla niektórych tramwaje są jedynymi ciepłymi miejscami, w których mogą na moment odreagować mróz. Czy wiecie ile osób zamarzło już tej zimy? Zresztą... jeśli ktoś płacąc 2 złote za bilet tramwajowy spodziewa się luksusów rodem z limuzyny to radzę tej osobie udać się na leczenie, długie i daj Bóg skuteczne... ewentualnie przerzucić się na taksówki, jeśli dla kogoś jego wrażliwy nosek jest ważniejszy od zdrowia/życia innego człowieka.
ale Ci "pachnący" jegomoście podróżują tramwajami nie tylko w zimie ale i w lecie. Wtedy tez przychodzi się ogrzać??
Dla ludzi w dramatycznej sytuacji życiowej mamy instytucje typu ogrzewalnie, wystarczy tam być tylko trzeźwym i można się ogrzać. Pojazd mpk nie jest noclegownią i służy z założenia tym, którzy mają na niego bilet.
Latem można z nimi walczyć. Ale zimą proponuję wyluzować i odpuścić. Taka przejażdżka tramwajem nierzadko może oznaczać dla kogoś być albo nie być...
A czy autorka zgłosiła fakt przebywania "żula" do motorniczego? Czy i jak motorniczy zareagował? Jeżeli nie podjął by żadnych kroków wystarczy zadzwonić na numer informacji i zgłosić taki fakt, oni wezwą straż miejską a motorniczy będzie miał ciepło. Sam kilkakrotnie dzwoniłem w podobnej sprawie i zawsze żul by usuwany. Ale najlepiej żalić się w internecie zamiast zareagować na bieżąco.
P.S
Ślimak Tosiek jest maskotką ZIKiT-u nie MPK.
Ci ludzie są życiowo nieporadni. Gdyby nie byli, to nie skończyliby jako alkoholicy lub bezdomni. Po prostu im nie wyszło. Często są niedoinformowani, nie wiedzą, gdzie iść, co robić. A nawet jak ktoś jest alkoholikiem to co...? To od razu zostaje okrzyknięty kimś gorszej kategorii, tak? Może umrzeć gdzieś na mrozie, bo przecież jest pijakiem, sam tego chciał sięgając po kieliszek. Powiedzcie... naprawdę AŻ TAK ciężko jest wam wytrzymać chwilę w tramwaju z kimś takim? Owszem, komunikacja miejska to nie noclegownia. Ale zasady zasadami a życie i tak wszystko weryfikuje po swojemu. Naprawdę nie macie problemu z tym aby pozwolić komuś marznąć na dworze tylko dlatego, że wam "śmierdzi"?
Wkurza mnie taka moralność Kalego. Jak w wiadomościach mówią o kolejnym zamarzniętym tej zimy człowieku, to większość sobie myśli "biedni ludzie, gdyby tylko można im jakoś pomóc", a jak coś dzieje się na waszych oczach... może stosowniej - pod waszym nosem - to jesteście w stanie wypchnąć tego kogoś z tramwaju tylko dlatego, że wam "śmierdzi". Polska hipokryzja.
Nie powinni ich wyrzucać na mróz, ale wywozić w jakieś ciepłe miejsce gdzie mogliby do woli śmierdziec. Nie ma znaczenia czy płace 1 zł za bilet czy 2 zł, standardy powinny chyba jakieś obowiązywać. Siądz sobie później na takim siedzeniu...
Czyli niektórzy z Was uważają, że jest OK... należy zatkać nos i udawać że wszystko jest w porządku. Moim zdaniem są miejsca zarówno prowadzone przez państwo jak i różne społeczne a nawet kościelne organizacje, które zawsze pomagają takim "nieporadnym życiowo".
Natomiast ktoś kto pije, i stać go na to, na pewno nie jest "nieporadny życiowo" tylko permanentnie ma "poniżej pleców" pozostałych. Takiego delikwenta odpowiednie służby powinny zawieźć na "wytrzeźwiałkę" a potem najnormalniej wyegzekwować koszty owego "leczenia". W przypadku niewypłacalności skazać na prace publiczne np. sprzątanie przystanków lub wagonów MPK.
Tak się składa że tramwaj to nie miejska ogrzewalnia dla pijanych żuli. Słusznie też ktoś tu zauważył, że latem gdy zimna brak też się tacy "nieporadni życiowo" zdarzają.
Natomiast osobie która uważa, moim zdaniem słuszne, oburzenie autorki za "moralność Kalego" proponuję pokazać szlachetne uczucia i w podobnym przypadku zaprosić "nieporadnego" do swego domu i celebrować z nim w smrodzie i wymiocinach, myśl piękną że się nie jest "polskim hipokrytą"... nawet jeśli się nie wie co to znaczy.
Przepraszam, fakt pomyliłem się. Ślimak jest faktycznie maskotką ZIKiT-u... co nie zmienia faktu o perfekcyjnym doborze postaci.
Nie tylko żul śmierdzi w autobusie. Abnegatów jest wielu. Nie jedna pięknie wyglądająca panienka/kawaler "kopci" niczym krakowska elektrociepłownia. Zimą, to zjawisko jest zdecydowanie mniej wyczuwalne. Zapachy skrywane są pod warstwami odzienia - "na cebulkę". Za to wiosną i latem...
Trudno winić MPK, że Naród nie używa mydła, albo nadużywa perfum. Problem tytułowego żula najlepiej zgłaszać prowadzącym. Delikwentem zajmą się odpowiednie służby, a zabrudzony pojazd zjedzie do zajezdni, gdzie zostanie umyty
Cytat; Wystarczy tylko przez chwilę się zastanowić. Ty - wsiądziesz, wysiądziesz, wrócisz do swojego pachnącego i CIEPŁEGO mieszkania - a on? Koniec cytatu. A on wsiądzie, wysiądzie i wróci do swojej cuchnącej nory, zostawiając w tramwaju smród za sobą i tysiące wszy. Tak, wszy, których gołym okiem nie widać. Pracowałem kiedyś w takim ośrodku dla żuli, to wiem o czym piszę. Ubrania się paliło i dawało czyste, bo same chodziły po podłodze, a wszy zgarniało się szczotką i dezynfekowało podłogę wrzątkiem i detergentami.
Czy tramwaj, to jest pojazd do ogrzewania żuli? Niech idzie na piechotę, to będzie mu ciepło, a i smród wywietrzeje, lub przynajmniej przymarznie. Zresztą jak już ktoś zauważył, w lecie też podróżują MPK. Gdyby był trzeźwy, mieszkałby w noclegowni. Na wódę się ma, a na bilet już nie? Jak się chce podróżować komunikacją miejską, to należy skasować bilet. My płacimy za ogrzewanie, to mamy ciepło, a oni nie. Jeżeli ktoś woli wódę od ciepłego lokum, to jego sprawa. Dla takich, to powinny jeździć tramwaje bez dachu, żeby ten smród gdzieś uchodził. W przyrodzie występuje selekcja naturalna. Zamarznie, to zamarznie. Jednego żula mniej. Wielu z nich jest kowalami własnego losu i oni po prostu kochają taki styl życia. Dla chcących żyć normalnie, jest w mieście wiele punktów opieki. Warunek, trzeba być trzeźwym.