Najbliższy ENEMEF, czyli Noc Najlepszych Polskich Filmów 2011 to dowód na to, że z roku na rok z polskim kinem jest coraz lepiej.
W repertuarze znalazły się trzy filmy, wobec których nie można pozostać obojętnym.
ul. Dobrego Pasterza 128,
27 stycznia (piątek),
początek o 22:00, przewidywany koniec przed 5 rano.
Zobacz repertuar Nocy Najlepszych Polskich Filmów 2011
Mamy dla Was 5 POJEDYNCZYCH biletów na ten maraton!
Aby wygrać jeden z nich, trzeba w komentarzu pod tym tekstem odpowiedzieć na pytanie:
Gdybyś przez jeden dzień mógł być bohaterem z jakiegoś filmu, to kim być chciał być?
Na Wasze odpowiedzi (z ciekawym uzasadnieniem;) czekamy do poniedziałku, 23 stycznia, do godz. 20.00.
Spośród Waszych odpowiedzi wybierzemy 5. zwycięzców, których o wygranej powiadomimy mailem, a ich nicki będą widoczne w tym tekście.
Przypominamy, że udział w konkursie mogą brać TYLKO ZALOGOWANI użytkownicy serwisu MMKraków.pl.
Pojedyncze bilety otrzymują:


Pingwinkiem Pingu, bo wtedy miałabym 100% pewność, że moje dziecko nie widzi poza mną świata :-)
Proszę czytać dokładnie! Warunek konkursu: "Przypominamy, że udział w konkursie mogą brać TYLKO ZALOGOWANI użytkownicy serwisu MMKraków.pl".
Odpowiedzi osób niezalogowanych nie będą brane pod uwagę!
Chciałabym być jak Trevor McKinney, mały wielki bohater filmu PODAJ DALEJ i sprawić, by jakieś małe dobro rozprzestrzeniało się wśród ludzi i rosło na coraz większą skalę. Chciałabym, by każdy otworzył w swoim sercu szufladkę z napisem: "Pomagam bezinteresownie i z radością". Ileż wtedy moglibyśmy zrobić pięknych rzeczy!
Ja natomiast chciałabym, przez jeden dzień i w sumie noc;), stać się Owenem Wilsonem z filmu "O północy w Paryżu" W. Allena i móc przenieść się do Paryża lat 20 i spotkać się z Dalim, Picassem czy Fitzgeraldem, zapewne byłoby to ciekawe i niezapomniane doświadczenie;)
Jeden dzień to trochę mało, ale wiem, że chciałbym należeć do hippisowskiej paczki Bergera z musicalu wszechczasów pt. "Hair". Ten zew wolności, kąpanie się nago w jeziorze i spontaniczne decyzje o podróżach to dopiero jest coś. Mrrr.
Ja najchętniej zostałbym Supermanem z jednego prostego powodu- w jeden dzień mógłbym oblecieć i zwiedzić wszystkie najciekawsze miejsca na ziemi które zawsze chciałem zobaczyć.
Chciałbym być V, z V for Vendetta. Chciałbym choćby prze ten jeden dzień wierzyć w ideały i zaszczepić je w sercach tysięcy ludzi na świecie, żeby przez to uczynić go odrobinę lepszym. Chciałbym wierzyć w coś tak mocno, że byłbym w stanie oddać za to życie z uśmiechem na ustach. Chciałbym zmazać kłamstwo w ekranów telewizorów, wypalić oszczerstwa ze stron gazet i skłonić ludzi chociażby do zastanowienia się nad tym czy są oszukiwani. To byłby sukces.
Ja bym chciała być Królem Julianem z Madagaskaru xD Mieć wokół siebie grono poddanych i uważać się za pępek świata :D
Gdybym mogła, chętnie stałabym się (niekoniecznie tylko na jeden dzień) Christopherem McCandlessem z "Into the wild". Dlaczego? Miał odwagę, by uciec od codzienności, nie zważał na to, czy coś lub ktoś go trzyma na miejscu, czy nie, poznał smak wolności i przeżył coś niesamowitego, odkrył sens życia. Też chciałabym móc wyjechać na Alaskę, zamieszkać w opuszczonym autobusie i polować na łosie. Z tą różnicą, żebym na końcu tej eskapady nie zginęła, jak on ;>
Ratować ludzi przed bandziorami, latać jak ptak, być silnym jak lew, zwinnym jak kot, przebiegłym jak lis...i zawsze być niepokonanym:)
"Pewnego dnia, Toto - pies Dorotki gryzie w nogę podłą panią Gulch." Historia jak każda inna? Nie! To co mogłoby przydarzyć się każdemu z nas, przerodziło się w niesamowitą przygodę, która pomaga nam i naszym bliskim odkryć siebie. Dlaczego chciałabym być Dorotką? Z prostych względów. Oderwała się od przykrej rzeczywistości, znalazła wartościowych przyjaciół, którzy nigdy jej nie opuszczą, odnalazła wewnętrzną siłę i zmierzyła się ze swoimi największymi lękami. Być może niektórzy z Was powiedzą , że to infantylna bajka dla dzieci pokroju Alicji, jednak ta opowieść ma głębszy przekaz, który trafia zarówno do dzieci, jak i dorosłych. W obecnej chwili, gdy przechodzę trudne chwile, wyobrażam sobie, ze jestem Dorotką. Mam przy sobie prawdziwych przyjaciół, jestem silna, odnajduję siebie, a złe wspomnienia odchodzą ;)
Chciałbym być Eddiem Morra i w jeden dzień znaleźć przepis na cudowną pastyleczkę dzięki czemu i po tym jednym dniu miałbym nieźle. :)
Shrekiem chciałbym być...Shrekiem! Po pierwsze byłbym zielony a to mój ulubiony kolor i mógłbym przez cały dzień porozmawiać filozoficznie z osłem np na temat cebuli i ile warstw ma człowiek itd.
Obecnie marzy mi się być królewną, ale tylko i wyłącznie tą śpiącą;) gdyby tak móc położyć się chociaż przez jeden dzień i spać, spać, ciągle spać.. to byłoby cudowne! a co lepsze, pod koniec dnia mógłby obudzić mnie jakiś cudowny książę z bajki wspaniałym pocałunkiem;) ahh.. marzenia.. :)
Gdyby tak jeden dzień... chciałabym być mężczyzną i to nie byle jakim: Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem czyli genialnym i szalonym Amadeuszem z filmu Milosa Formana. Jeden dzień na wiedeńskim dworze lub w apartamencie przy Katedrze św. Szczepana, dzień kiedy w Wiedeńskiej operze premierowo wystawiono "Wesele Figara"... Zasiąść przy fortepianie i zagrać jeden z koncertów a może słuchać wykonania "Symfonii Jowiszowej" albo mniej poważnie tak jak Amadeusz Formana bawić się i korzystać z uroków Wiednia. To byłoby coś, poczuć się przez chwilę jak geniusz, patrzeć na premierę wielkiego dzieła, zobaczyć Wiedeń XVIII wieku...
Proste pytanie- Bondem bo kto by nim nie chciał być przez chociaż jeden dzień. Przygody, akcja i szybkie samochody. Fajnie by było oderwać się w ten sposób od codzienności i naszego szarego życia.
być Wróżką z Pinokia :) Bo to świetna sprawa jak się obserwuje jak z sympatycznego kłamczucha robi się super gość...
Chciałabym stać się na ten jeden dzień Butterfly z filmu "Grindhouse: Death Proof" by z moimi kumpelami wyskoczyć się zabwić do meksykańskiego baru Chili Parlor... Tam wypiłabym Chartreuse z samym Tarantino ..."liker tak dobry, że jego nazwe nosi kolor".
Następnie odstawiłabym najbardziej zmysłowy lap dance ever przy "Down in mexico" dla Kaskadera Mike z blizną na pół twarzy "jakby wykoczył z wehikułu czasu"..ubranego w okropną, srebrzystą, ortalionowa kurtkę ICY HOT i w przydługawych włosach;]
Oczywiście taniec przeszedłby do historii a ja stałabym się dożywtonim symbolem pożądania :)
W drodze powrotnej, ten sam Mike Kaskader urządziłby "ludowbóstwo na kółkach" roztrzaskując nasz wóz. Zginęłabym siedząc na tylnym siedzeniu przy
piosence "Hold tight", zespołu o nazwie Dave Dee Dozy Beaky Mick & Tich :>
No ale skoro raz się żyję...to czemu by nie umrzeć w filmie Tarantino ;)
A ja chciałbym być politykiem. Robił bym sobie jaja z wyborców, nie ponosiłbym żadnej odpowiedzialności i jeszcze na tym bym "kasiorkę trzepał". Nie wiem z jakiego to filmu, ale to musi być fajna bajka.
A ja chciałbym zostać ZOMO-wcem w Rozmowach kontrolowanych. Siedział bym sobie cały dzień elegancko w budce telefonicznej. Ciepełko jest, kanapeczki. Tylko od czasu do czasu zabierał bym dzwoniącym słuchawkę, by mówić: "Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana". Taka rola to ja rozumiem ;)
0 strona