Kasia Skrzynecka pasztet i zupę pomidorową, Joasia Brodzik, Edyta Górniak i Kayah krem, Justyna Steczkowska rajstopy, Judyta Jungowska odświeżacz powietrza, Krystyna Janda z Wojciechem Mannem i Anitą Lipnicką herbatę, Kasia Cichopek bieliznę, Doda lody, a Małgorzata Socha dezodorant.
Nie śledzę badań skuteczności takich reklam, ale chyba są ludzie, którzy wierzą, że skoro Foremniak poleca, to to jest dobre, skoro Skrzynecka w sexi kiecuni reklamuje pasztet, to jak go sobie kupię, to też będę taka sexi...
Schemat reklam z celebrytami jest prosty: celebryta+ produkt+ podpis celebryty. I wystarczy. Zdjęcia, jakie zebrałam w tym wpisie są fatalne, bo robiłam je sama, ale tylko w ten sposób idealnie można oddać "piękno" tych wewnątrz-gazetowych arcydzieł polskiej sztuki reklamy.
Nie będę tu pisała o sumach, jakie wpłynęły na konta celebrytów z tych kontraktów, bo nie chcę Wam i sobie psuć nastroju świątecznego ;)



Widzę, że skupiłaś się na periodykach. Wkurzające jest to, że coraz częściej ponad połowę objętości danego wydania stanowią właśnie reklamy... dalej idą teksty sponsorowane (czyli reklama)... potem parę ciekawostek ze sklepów (czyli również reklama)... i na gazetę która ma powiedzmy 100 stron czytelnicy otrzymują 20 z rzeczywistymi tekstami.
A co do pasztetu, próbowałem, nie działa...
Najciekawsze jest to, że przeglądając takie gazety, nawet pełne reklam, w ogóle nie zwracam uwagi na te reklamy, przerzucam kartkę, nawet się nie skupiam na "wartości" tej reklamy, estetyce, a nawet produkcie. Pieniądze rzucone w błoto? ;)
Ludzie,jutro zakładam prezerwatywę na łeb i na rynek! Może ktoś mnie doceni i stanę się sławny? Skoro,niektórzy projektanci mody zarabiają na kieckach ze srajrolki to dlaczego nie ja ?Przemysł gumowy się rozwija a ja mam zamiar wraz z nim :)))
Zgadza się, albowiem wszelki przesyt, w tym także reklam, powoduje że odbiorca przestaje na nie zwracać uwagi.
Natomiast co do "pieniędzy wyrzuconych w błoto"... to zwróciłbym uwagę na to czyje jest błoto... siedzę w wydawniczym biznesie ponad 25 lat... i mogę stwierdzić że przeciętnie w podobnych magazynach trzy reklamy zwracają koszty produkcji wydawniczej, następne trzy do pięciu potrafią utrzymać redakcję (pensje, lokal), kolejna zwraca koszty autoreklamy... pozostałe 30 czyściutki zysk.
Moim zdaniem powinna się znaleźć jakaś poprawka ustalająca jaki procent wydawnictwa może być zajęty na powierzchnię reklamową... i przy przekroczeniu tegoż progu, wydawnictwo powinno być darmowe. Wydaje mi się że nie było by przesadą gdyby taki próg wynosił 10 proc... a teraz często 70 proc. powierzchni przeznaczonej na reklamę nie jest rzadkością.