*

Dziewczyny z agencji

Dodane 2011-11-25 15.24, komentarzy 11 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: urząd biurokracja kobieta akcyza

Tak, skorzystałem z ich usług. W zasadzie chodzi o jedną dziewczynę, która przebiegając błyskawicznie palcami robiła z niezrównaną sprawnością to, co trzeba. Choć broniłem się i na początku zupełnie nie mieściło mi się to w głowie. Ba! Nawet wpadłem w panikę, gdy obskoczyły mój samochód. Ledwie skończyły dwadzieścia, może, lat. A chyba i nie wszystkie.

To było tam, gdzie asfaltowa droga przechodzi w żwirową, kończy się po prostu, z dołami, takimi jakie powstają po niezliczonych przejazdach ciężarówek. Po jednej stronie - trawy, które nigdy nie zaznały koszenia, wyniosłe, wolne, twarde, wysokie jak człowiek. I krzaki, i te drzewa rosnące samowolnie, prawdziwie, bez pielęgnacji, troski, przycinania. Po drugiej stronie - baraczki-kontenery, nie najstarsze, skromne, niewielkie, prostopadłościenne, o cienkich ścianach, dwóch oknach i drzwiach pośrodku. Za baraczkiem majaczył plac, jak manewrowy, z wysoką konstrukcją, galerią. Za galerią - hala jak budynek fabryczny, szeroki, niewysoki. Tam prowadziła brama z podnoszonym szlabanem, pod którym stawały ciężarówki, ich naczepy błyskały pomarańczowymi światłami. Ktoś wychodził z kabiny, podchodził do małego pawilonu przy szlabanie, o coś pytał, wracał z powrotem.

Tak więc przegoniwszy dziewczyny, które po mej słownej tyradzie zaczęły we mnie dostrzegać Marsjanina, zaparkowałem samochód z dala od baraczków. Człowiek pilnujący szlabanu powiedział, że mam iść na piętro i potem na prawo. Poszedłem, nieświadomy, wystraszony owym babskim nalotem i dziwnym wzrokiem mężczyzny, który, jak zapamiętałem, przyglądał mi się stojąc w drzwiach jednego z kontenerów z napisem "Agencja". Na piętrze, po prawej stronie, w sali, były chyba cztery stanowiska z ludźmi ubranymi na zielono, zaś przy wejściu - na grubej szybie napis "kasa", gdzie siedziała kobieta w mundurze. Na jego pagonach prężyły się znaki, zbyt skomplikowane, bym, zatrwożony, zdołał je zapamiętać.

Poprosiłem o formularze. Zakład ten bowiem nazywał się Urzędem Celnym, a ja przyszedłem zapłacić tak zwaną akcyzę za nasz nowy, piętnastoletni samochód, sprowadzony z zagranicy.

Zestaw dokumentów wyciągnąłem i jąłem się zadania. Na początku było nieźle, co prawda zastanawiałem się chwilę, czy jestem osobą fizyczną. Jeszcze na tyle naiwny by sądzić, że to jedyna spotykająca mnie trudność, przebrnąłem przez daty, numery i typ nadwozia, adresy, znów numery... Dotarłem do oświadczenia, że "stawkę wyliczyłem na podstawie tabeli......... kursu NBP z dnia........." A potem zaczynał się - rząd pustych pól z instrukcjami po polsku, a jednak jakby w innym języku... Tak! Mam sobie sam wyznaczyć akcyzę! I wpisać tajemnicze kody, których nazw nawet nie rozumiem...

Zacząłem rozglądać się po sali. Zauważyłem, że do owych stanowisk podchodzą najczęściej dziewczyny, podobne do tych (a może i te same) które napadły na mnie przed szlabanem. Dziwne. Rozważając, czy samych urzędników nie zapytać o owe kursy, tabele NBP i kody zacząłem się przyglądać ich twarzom. Nie wyrażały nic, patrzyły w dal, a potem w monitory komputerów. I tak w kółko. Czasem ktoś podniósł się, wziął, albo odłożył segregator, którymi obłożona była ściana z tyłu. Wszystko to w jakimś bezimiennym transie, jak część bezludzkiego mechanizmu, działającego tu od siódmej do piętnastej. A może jednak zapytać? Przypomniało mi się zdanie z formularza: oświadczam, że jestem świadomy odpowiedzialności karnej z ustawy, ustępu, paragrafu.... Więc jeśli powiem coś źle, albo już coś źle napisałem? Bezimienne twarze wyglądały jak bezlitosne.

Obok usiadł brunet w wytartym jeansie. Miał wypełnione pola, które u mnie były puste.
- Pan zdaje się wie jak to wypełnić?
- Wiem.
- A mógłby mi pan pomóc?
- Niech pan idzie do agencji.
- Agencji?
- Tam panu wszystko zrobią. Tam na dole, tam pisze, oni są wszędzie.

Zrozumiałem. Nadszedł czas by przeżuć i przełknąć. Pogodzić się z dziewczynami, przyznać do winy i prosić o pomoc. Ciężko zwinąwszy papiery, bez pośpiechu, skoro i tak straciłem już mnóstwo czasu, podniosłem się do wyjścia, układając twarz w wyraz obojętności, tak na wszelki wypadek. Tuż, na ławce w korytarzu, siedziała wysoka dziewczyna o wyrazistej twarzy, delikatnych kilku piegach, zgrabnym nosie, długich, farbowanych jasno, falujących, spiętych w jednym miejscu włosach. Była w jeansie. Zrozumiałem - tak ubierali się przychodzący tu faceci.
- Może pomóc panu?
- No.... raczej tak.
- To chodźmy.

W baraczku, przy biurku, moje papiery przepływały przez jej ręce jak piłeczki u sprawnego cyrkowego żonglera. Bezbłędnie, błyskawicznie odnajdywała potrzebne rubryki, tłumaczenie niemieckich zaświadczeń było jej zbędne. Na ścianie wisiała tabela NBP... Moje dokumenty uformowała w trzy kupki - jedna - do zaniesienia od razu tam, na piętro, druga i trzecia - na później, do kolejnych "urzędów". Ile jestem winien? Ależ to śmiesznie mało, taka pani miła...

Do obojętnych twarzy na piętrze poszedłem teraz już na pewniaka, jednakowoż w pokorze. Gdy stałem przy okienku kolejne dwie dziewczyny przyniosły następne papiery. Zdziwiony i zszokowany, jak niesamowicie milcząca jest ta symbioza urzędu z agencją, w której ja funkcjonuję tylko jako dyskretny dodatek, zauważyłem na ścianie plakat. Jak pamiętam: Nasza wizja - być bliżej obywatela... Chwilę zastanawiałem się, czy nie poprosić o zgodę na sfotografowanie go, ale ostatecznie... brakło mi odwagi...

zgłoś nadużycie
Komentarze
Milk Milk
... Dodane

Już dawno nie przeczytałem tutaj tak dobrego tekstu ... Brawo!

Piotr Kubic Piotr Kubic
emocje Dodane

Dziękuję Milk. Tekst powstał pod wpływem emocji, z jakimi chodziłem jeszcze kilka dni po tej "wizycie"...

Nie doświadczyłem na swojej skórze bezwzględnej, milczącej potęgi biurokracji. Znam ją z opowiadań. Teraz coś z tego rozumiem... Pozdrawiam! :-)

www.kubic.info

witold brzyski witold brzyski
dobre Dodane

Wielu przez to przechodziło:-) Człowiek się wyczeka tam nieźle i podenerwuje jak przyjedzie zupełnie nie przygotowany psychicznie i bez wiedzy jak to zrobić. U mnie z rok temu skończyło się na drugim podejściu tego samego dnia (ale obyło się bez agencji). Pół dnia za to zmarnowane.

krzych67 krzych67
jestem pod wrażeniem Dodane

Zaskakujesz mnie brateńku ciągle ;)

tea tea
dobry, Dodane

bardzo dobry tekst. I tak smutnie prawdziwy :-(

Piotr Kubic Piotr Kubic
dziękuję Dodane

Krzychu, zaskakuję również sam siebie... ;-)
Nie zawsze są to miłe zaskoczenia, ale tymi gorszymi tak się nie chwalę :-)))))

www.kubic.info

szut szut
Świetne Dodane

Świetny tekst!
Pokazuje tę dziwną symbiozę urzędów, aparatu państwa oraz grupy legalnych firm doradczych (a może tak naprawdę "kombinatorów"?) specjalizujących się w tym, aby jak najszybciej rozwikłać zawiłości owego nieludzkiego tworu jakim jest urząd i państwo jako takie...
Człowiek-petent w trybach potężnej machiny urzędniczej, taśmociąg kwitów, pieczęci (zwanych czasem z warszawska "stemplami", żeby brzmiało dostojniej), pouczenia formalne, groźby paragrafów... Hehe, zapachniało mi Kafką :D

Adam Adam
Świetny tekst, Dodane

tym bardziej szkoda że tak rzadko ostatnio publikujesz na MM.

niemotorniczy niemotorniczy
trochę inaczej Dodane

Fajny tekst, lecz pozwolę sobie podejść do niego bardziej praktycznie.

Skoro ściągasz samochód, to raczej nie piszesz o naszej wschodniej granicy, zatem stawiam na Niemcy. Jeśli tak, to procedura, jak i wszelkie koszty (w tym akcyzy) są podane w pierwszym lepszym linku w necie http://www.v10.pl/prawo/Sprowadzanie,samochodu,z,Niemiec,-,procedura,200.html (należy wpisać "sprowadzanie samochodu z niemiec").

Tekst świetnie opisuje czołobitność Polaków wobec wszelkich urzędów i strach, bo nie jest to szacunek, przed mundurem. Niestety lata powojenne wywarły ogromne piętno na ludziach, którzy nawet nie pamiętają okresu stalinowskiego w Polsce.

Czy to źle, że ludzie chcą dorobić pomocą przy wypełnianiu dokumentów? Skoro ta usługa niewiele kosztowała, chyba nic w tym złego, zwłaszcza że ludzie mieszkający na obszarze przygranicznym do najbogatszych nie należą. Nie wspomniałeś też nigdzie, abyś starał się uzyskać informację od urzędników, więc w czym problem?

Przykro mi, że nie wpisuję się w powyższe komentarze, ale brakuje mi w tym wszystkim praktycznego i zdroworozsądkowego podejścia do sprawy, szczególnie że przywiezienie samochodu do Polski było planowane wcześniej.

Kiedy zaczniesz na nowo wrzucać zdjęcia?

Piotr Kubic Piotr Kubic
niemotorniczy :-) Dodane

1) Bardzo dobrze opisujesz zjawiska. To jest fakt - czołobitność, strach wynikający z tego, że kiedyś petent nie miał szansy w zetknięciu z nieprzyjaznym lub wręcz wrogim urzędnikiem.

2) tekst nie miał być poradnikiem, lecz jest to po prostu reportaż. Nie gloryfikuję w nim bohatera. Opisuję jak było, włącznie z tym, że się po prostu przestraszył, co oczywiście nie przemawia na jego korzyść.

3) Nie masz racji, że w podanym przez Ciebie poradniku jest wszystko, co trzeba. Najważniejsza różnica to (pkt. 2b w poradniku) "składa się tam dowód wpłaty wyliczonej przez urząd akcyzy". W rzeczywistości, w formularzu jest: "akcyzę WYLICZYŁEM na podstawie..." - czyli, absurdalnie, podatnik ma sam sobie wyliczyć podatek. A dalej następuję tabela, gdzie trzeba wpisać zupełnie niewiadome kody, których nie ma szans znać bez konsultacji z kimś wtajemniczonym. Zaś atmosfera urzędu z pewnością odstrasza potencjalnych chętnych do zapytania.

4) Nie mam nic przeciwko temu, by ktoś mi za 20 zł wypełnił mi formularz. Natomiast zżymam się na to, że oficjalnie zasady są jedne, a życie jest ZUPEŁNIE czymś innym. Że czytając przepisy, ustawy itp. i wierząc, że tak to funkcjonuje w rzeczywistości - wykazujemy przeogromną naiwność.

Jestem przekonany, że w Polsce JEST schizofrenia teoretyczno-praktyczna. Oczywiście sami jesteśmy jej powodem, bo sami ją tworzymy. Nie umiemy inaczej, bo, jak to zostało już napisane, odbijają się w nas echa poprzedniego systemu. Wystarczy posłuchać opowiadań w poczekalni do lekarza, u fryzjera, na przyjęciu u znajomych - prawo i zasady są w większości przypadków fikcją. Działają zasady niepisane, kto ich nie zna, za pierwszym razem musi polec :-)

Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za komentarz!
Piotr

Piotr Kubic Piotr Kubic
Dlaczego rzadko publikuję na MM Dodane

Powiem wprost i szczerze - zbyt wieloma rzeczami się zajmowałem, które nie przynosiły dochodu. Mój stan zdrowia i samopoczucia stawia mi limity, których żadną miarą nie nie przeskoczę.

Dla mnie każde przygotowanie tekstu lub zdjęć wiąże się z dużym wysiłkiem, który zostawia po sobie ślady. Jest to mechanizm, zacząłem już go odczuwać z bezlitosną konsekwencją. Dlatego segreguję zajęcia. W niedzielę wybieram się na spotkanie mikołajowe Stowarzyszenia Pomocy Niepełnosprawnym "Bądźcie z nami", żeby fotografować. Może wrzucę zdjęcia.

Pozdrawiam Was serdecznie, trzymajcie się! :-)
Piotr

Dodaj swój komentarz:

Piotr Kubic

Piotr Kubic

7 Miejsce w rankingu

Fotograf, reporter, społecznik. Fascynacja - emocje i relacje międzyludzkie chwytane na gorąco. Na stałe współpracuje jako fotograf z Teatrem Bagatela i Teatrem Słowackiego w Krakowie. Zajmuje się grafiką, montażem wideo, jest realizatorem dźwięku, pisze opowiadania i felietony. Zainteresowania - psychologia i socjologia, fizyka i astronomia, improwizacja jazzowa na fortepianie. To, czym akurat żyje, można znaleźć na www.patrz.kubic.info.