*

22.06.2011 r. V liga (Kraków): Bronowianka Kraków – Spójnia Osiek-Zimnodół 1:3 (1:2)

To były futbolowe ostatki w Krakowie. Sezon ogórkowy zbliżał się nie uchronnie. Niemal wszystkie ligi zakończyły już rozgrywki. Wybór meczu był bardzo ubogi, a w zasadzie nie było go wcale. Rozpoczynał się długi weekend i zarazem wakacje, więc dlaczego nie skorzystać i zamknąć sezon meczem.
Wizytę na Bronowiance planowałem od dawna, ale jakoś zawsze było nie po drodze. Teraz innego wyboru nie było więc, od razu nastawiłem się, że w końcu czas odwiedzić Bronowice. Pogoda była typowo wakacyjna, gorąco i duszno. Już w czasie drogi, mogłem zauważyć że przed chwilą zaczął sezon urlopowy. W autobusie nietypowo pusto jak na dzień roboczy. Ogólnie dojazd całkiem przyzwoity. Wystarczy kierować się w kierunku osiedla Widok, a konkretnie na przystanek Zarzecze. Co prawda ja akurat musiałem się przesiadać, ale zazwyczaj nie ma problemu aby tu dojechać, gdyż kursuje kilka linii z różnych części Krakowa. Kolejnym krokiem był kilkuset metrowy spacer alejką wzdłuż ulicy Zarzecze. Miałem w zapasie kilkanaście minut więc usiadłem na chwile na ławce w cieniu, podziwiając okolice. Popołudnie było upalne, ale przyjemne. W normalnych warunkach pewnie bym tam posiedział dłużej, ale nieuchronnie zbliżała się godzina meczu więc trzeba było się zbierać. Skok na lewą stronę ulicy i już byłem pod obiektem Bronowianki. Szybko zauważyłem wejście na stadion, ale wydało mi się dość nieoficjalne. Przypominało raczej jakąś boczną bramkę. Do meczu wciąż pozostawało kilka minut, więc postanowiłem jeszcze trochę pozwiedzać. Nie znalazłem niczego ciekawszego więc wróciłem i dostałem się na stadion przez wejście które zauważyłem wcześniej. Biletów i bileterów brak. Nie wiem czy jest tak zawsze, czy może już to znak że zaczęły się wakacje?
Obiekt Bronowianki jest bardzo estetyczny. Widać że niedawno przechodził remont. Główna trybuna z krzesełkami opiera się na dużym budynku który mieści hale sportową, basen, hotel itd. Na środku trybuny znajduję się taras restauracji. Tak więc można oglądać mecz siedząc przy stoliku i konsumując miejscowe specjały. Po przeciwległej stronie znajduje się boisko treningowe. Natomiast za bramkami dwie ulice. Teren jest ogrodzony i zadbany. Tak w skrócie można opisać infrastrukturę klubu z Bronowic, którego historia sięga 1935 r.
Na trybunach może z kilkadziesiąt osób, ale w porywach co najwyżej połowa była zainteresowana meczem (z czego część to kibice gości). Reszta publiki to klienci restauracji zapatrzeni we własne talerze oraz rozwrzeszczana grupa dzieciaków (chyba młodzi piłkarze) którym rodzice urządzili na trybunie coś w stylu grilla. Jednak całą imprezą bardziej zainteresowani wydawali się być rodzice niż ich pociechy. Miejscowych oglądaczy futbolu co najwyżej kilkanaście osób w wieku mocno średnim. Prym wiodła pewna nie młoda już pani, która dość żywiołowo starała się dopingować Bronowianke. Niestety w dopingu nie pomogło dwóch jegomości którzy siedzieli w otoczeniu tej kobiety. Oni byli bardziej zainteresowani degustacją i inhalacją ;) Intuicja mi podpowiadała, że dopingująca kobieta, również miała podobne hobby. I to w zasadzie tyle co można powiedzieć na temat trybun i ich klimatu.
Była to ostatnia kolejka sezonu. Dla gospodarzy właściwie bez znaczenia. Od dawna okupowali doły tabeli i wynik spotkania nie mógł tego zmienić. Bronowianka miała fatalną rundę wiosenną. W przerwie zimowej odeszło z klubu wielu doświadczonych zawodników. Kadrę trzeba było uzupełnić młodzieżą. Takim składem nie można było wiele ugrać, więc drużyna na wiosnę przegrywała niemal wszystko. O Spójni wiedziałem niewiele. Najistotniejszy był fakt, że oni akurat o coś grali. Dzięki przyszłorocznej reorganizacji lig, mieli szanse załapać się do IV ligi. Jednak balansowali na granicy miejsca które premiowało do awansu. Aby uniknąć kalkulacji, musieli wygrać. W świetle tych faktów, goście byli zdecydowanymi faworytami meczu.
Zaraz przed meczem miała miejsce mała uroczystość. Trener gospodarzy otrzymał statuetkę oraz podziękowania za pracę. Pierwsze minuty gry były raczej mało ciekawe. Żadna z drużyn nie wypracowała sobie przewagi. Można powiedzieć że było nawet nudno. Ciekawie zrobiło się w 35 minucie kiedy gospodarze, skazywani na porażkę, zdobyli prowadzenie. Gol padł po akcji prawą stroną boiska. Piłka została podana w okolice pola karnego i zawodnik Bronowianki wykorzystał szansę. Jednak goście zachowali zimną krew. Zaledwie po kilku minutach, znów był remis. Spójnia wykorzystała ewidentne błędy w obronie rywala. Nie minęły 3 minuty, a sędzia podyktował jedenastkę dla gości, za faul w polu karnym. Pewny strzał i Spójnia schodziła na przerwę z prowadzeniem. Druga połowa również nie powalała pięknem gry. Nudę na boisku rekompensowałem sobie podpatrywaniem przez szybę trenujących siatkarek :) Należy też wspomnieć o niecodziennej sytuacji. W czasie drugiej połowy urwała się częściowo siatka z bramki Bronowianki. Mecz został na chwilę przerwany, ale w parę minut prowizorycznie naprawiono bramkę. W końcówce meczu koszmarny błąd popełnił bramkarz gospodarzy. Po strzale wypuścił z rąk piłkę wprost pod nogi zawodnika Spójni, który wykorzystał szanse i zdobył dla gości trzeciego gola. Niedługo po tym sędzia odgwizdał mecz i tym samym sezon 2010/2011 na krakowskich boiskach piłkarskich przeszedł do historii. Drużyna Spójni fetowała jeszcze po meczu awans do IV ligi. Natomiast gospodarzy czeka w nowym sezonie gra w okręgówce.
Dosyć szybko zebrałem się ze stadionu w drogę powrotną. Ten sam spacer, tyle że w odwrotnym kierunku. Będąc już w autobusie postanowiłem, że zaliczę jeszcze mały spacer po centrum miasta i dość okrężną drogą docieram do domu.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował
Dodaj swój komentarz:

krakowski_sport

krakowski_sport

X Miejsce w rankingu

Interesuje się krakowskim sportem. Zwłaszcza tym z niższych lig, który zazwyczaj nie gości na czołówkach gazet, nie interesują się nim kamery ani błyskające flesze. Dzięki temu jest bardziej prawdziwy, nie zepsuty przez komercje i pieniądze. Prawdziwy sport.