*

Konstal N - c.d.

Dodane 2011-07-19 12.14, komentarzy 1 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: konstal n mpk kraków

Miałem napisać drugą część o tramwajach mojego dzieciństwa i młodości. Chodzi
o konstale N. Dziś mniej o samym modelu, ale też o tramwajach.
Konstrukcja Kostalu była na tyle prosta, że oba koła były sztywno umocowane
do osi, przez co przy zakrętach z reguły wydawały wyższy lub niższy pisk. Po
prostu koło, które miało mniejszy promień skrętu tarło mocno o szynę.
Przez to torowisko szybko ulegało zużyciu.
Poprzednio nie wspomniałem, że podstawowymi „narzędziami” pracy motorniczego
były dwie korby. Korba lewa służyła do rozpędzania tramwaju i zwalniania, a lewa to hamulec. Nie raz byłem świadkiem, jak motorniczy tak zaciągnął hamulec, że z trudem udawało mu się jeszcze dopchnąć korbę dalej, aby usunąć zapadkę, którą miał pod nogą.
Takie dziwne manewry motorniczowie wykonywali przy pierwszych egzemplarzach automatycznych zwrotnic. Tramwaj zwalniał do prędkości 5 km/h, motorniczy zaciskał hamulec i usiłował ruszać. Czasem udawało się i zwrotnica przeskakiwała, ale często zostawała niewzruszona i biedak musiał drałować z wajchą ją przekładać, po czym ruszał a ona „myk” i się przestawiała nie tak jak trzeba.
Konstale były pojemnymi tramwajami, zwłaszcza te bez automatycznych drzwi. W latach sześćdziesiątych często pasażerowie jeździli jako „winogrona” i nikogo to nie dziwiło ani nie przeszkadzało. A „winogrona” to po prostu ludzie uczepienie tramwaju i stojący np. jedną nogą na stopniu albo na zderzaku, albo na obudowie od koła tramwaju. Trzymano się czego się dało, nierzadko pasażera stojącego wcześniej.
Gdy „winogrona” zniknęły i tak Konstal N wydawał się jak z gumy. Nieraz pasażerów było tyle, że zewnętrzne resory były wygięte w drugą stronę , czyli w kierunku jezdni. A jednak Konstal jechał.
Najbardziej obleganymi liniami była „4” i „8”. Tu każdy skład miał wóz motorowy i po
dwie przyczepy. Inne linie były mniej obciążone, ale też bywało tłoczno, zwłaszcza, jak trafiło się w wyrwę. A można było trafić, bo kiedyś tramwaje miały duże trudności z punktualnym jeżdżeniem i albo jechały dwa tej samej linii tuż za sobą albo trzeba było czekać pół godziny.
Pisząc o „4” i „8” jako najbardziej obciążonych liniach miałem na myśli późne lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Wcześniej, gdy Rondo Mogilskie było przystankiem przesiadkowym to do huty jeździły tylko dwie linie „5” i „15”. Obie z Ronda i obie ul. Mogilską (Al. Pokoju nie istniała). One wtedy brały na siebie cały ciężar ruchu do Nowej Huty i one były obciążone i one miały po dwie przyczepy w składzie.
W sumie trzeba przyznać, że Konstale N były raczej niezawodnymi modelami. Gorzej było z pokonywaniem zwrotnic, zwłaszcza tych automatycznych. Dość często zwłaszcza przyczepy jechały nie tam, gdzie by należało.
Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, żę pierwsze modele Konstali N były dwukierunkowe, a dopiero potem stały się jednokierunkowe, a wtedy z tyłu pojazdu pojawiła się szafka – półka, na której można było usiąść.
Dodam jeszcze, że Konstale N miały ciekawy wygląd. Miały długie pomosty, przedni i tylni, a stosunkowo krótki środek. To czasem powodowało śmieszny widok, gdy tramwaj miał „nos” albo opuszczony(dużo ludzi na przodzie wozu), albo zadarty(obciążony tył).
Czy wiecie jakie było największe święto MPK? Ja pamiętam, to 1 listopada. MPK
przygotowywało się do tego wydarzenia, jak do III wojny. Przy ul. Rakowickiej
tworzono tzw. perony, osobny dla każdej linii, przez ulicę nie można było przejść
aż mniej więcej do wysokości wejścia do jednostek wojskowych.
Z megafonów zawieszonych na słupach ryczały komunikaty, który tramwaj podjeżdża i jakich linii należy szukać na jakich peronach. Bilety były już „kasowane” (przedzierane) na przystanku dla wsiadających, aby ułatwić życie pasażerom. Tabuny odzianych w mundury pracowników MPK dyrygowało ruchem tramwajowym i ludzkim. To było chyba największe wydarzenie w życiu MPK Kraków w roku.
Poprzednio nie wspomniałem też, że Konstale miały kierunkowskazy. Miały…ale wieczne nieczynne. A miały je z boku wozu silnikowego umocowane na wysokości ok. 1.80cm. Motorniczy przekręcał kontakt i …czasem się zaświecił kierunkowskaz, na który i tak nikt nie zwracał uwagi. A że konstrukcja tramwaju była solidna, niczym T34, to lepiej było jednak wiedzieć, gdzie tramwaj ma ochotę jechać.
I na koniec ciekawostka, którą niestety zlikwidowano, przy remontach, a można było zostawić na „pamiątkę” i jako ciekawostkę. Mam na myśli budkę sterowniczą na skrzyżowaniu Dominikańskiej i Gertrudy. Na tej kurzej stopce siedział sobie Pan w mundurze tramwajarza i przestawiał elektrycznie zwrotnice na tym skrzyżowaniu i w dodatku kierował ruchem zapalając zieloną lub czerwoną lampkę. To był ewenement na skalę światową!
I takie coś zlikwidowano!
A teraz obiecane odpowiedzi Wojtkowi i Adamowi, którzy zamieścili komentarze
pod pierwszą częścią wspomnień.
Zacznę od tego co napisał Wojtek o producentach. Według Wikipedii były one
produkowane przez zakłady Konstal w Chorzowie oraz Stocznię Gdańską nr 3
i Sanocką Fabrykę Wagonów "Sanowag". Osobiście byłem przekonany, że robił je
tylko „Chorzów”, bo widywałem tabliczki znamionowe z napisem „Konstal Chorzów”
i to zarówno w wozach motorowych, jak i przyczepach. Wygląda na to, że Wojtek
ma rację, bo były produkowane w trzech miejscach. Najbardziej mnie zaskoczyła „Stocznia Gdańska”, ale komuna znała nie takie numery.
Jeżeli chodzi o ogrzewanie, to gdy napisałeś o ogrzewaniu to przypomniało mi się, że ten tramwaj opisany przeze mnie poprzednio (z łamanymi drzwiami) miał taki pionowy grzejnik ustawiony tak nieszczęśliwie przy motorniczym, że parzył albo jego, albo pasażerów a wyłączyć się go nie dało.
Z innych „prototypów” pamiętam taki, w którym drzwi łamane w pojeździe silnikowym zamykał motorniczy długą wajchą. Był to system drążków biegnących pod wagonem.
To cholerstwo nie chciało działać latem, a co dopiero gdyby nastała zima. A siły do zamknięcia drzwi trzeba by mieć jak Pudzian.Kiedyś jechałem przy motorniczym
takiego "cuda" i wiem co myślał o wynalazcy takiego sposobu zamykania drzwi
i jego rodzicach, ale nie będę tego cytował.
SN o których wspomina Wojtek to tramwaje zupełnie inne, niż Konstale N. Po „dwójkach”były jeszcze SN3 i te pamiętam wraz z przyczepami. Jeździły na „3” i na „9”.
Teraz Adam. Mogę się mylić, ale te kasowniki o których piszesz(z boczną wajchą) i
szeregiem cyfr(chyba daty urodzin motorniczego i jego żony) pojawiły się po tych z z „języczkiem”. Te z języczkiem jedynie dziurkowały bilety, nie nabijały cyfr. Ale pamięć ludzka jest zawodna i nie będę się upierał.

Koledzy, ja będę chwilę teraz w Krakowie, to może siądziemy na kawie i pogadamy
o tramwajach i starych czasach? Moje gg to 2479193. Jak reflektujecie na spotkanie, to zostawcie wiadomość.

Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Wikipedii

zgłoś nadużycie
Komentarze
Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Pisz dalej... Dodane

Jedyna uwaga do tekstu to, że coś z korbami się koledze "przekręciło":
"Korba lewa służyła do rozpędzania tramwaju i zwalniania, a lewa to hamulec."

Wydaje mi się że dwukierunkowe to były te starsze modele, jeszcze z z Sanoka... ale nie jestem specjalistą w tej branży i mogę się mylić. Długi czas na niektórych trasach był to pojazd niezastąpiony, bo brak było pętli. Motorniczy blokował drzwi z jednej strony, odblokowywał przeciwne i przechodził z korbą na tył pojazdu... który stawał się przodem.

Co do "budek na kurzej nóżce" to było ich więcej. Tą na rogu ulic św. Gertrudy (dawniej Ludwika Waryńskiego) i Dominikańskiej dobre pamiętam. Najpierw była na cienkiej nóżce drewniana budka. Potem zmieniono ją na nowocześniejszą (noga była pod kątem) i taka stała jeszcze stosunkowo niedawno (chyba zlikwidowano ja jakieś 10 lat temu). Wydaje mi się że taka budka w tej nowocześniejszej formie była też, przez krótki czas, na skrzyżowaniu ulic Lubicz z Westerplatte i Basztową. Ktoś to też kiedyś napisał że była taka też na rondzie Mogilskim... ale jej nie pamiętam.

Co do SN i N (w Krakowie SN5) to większych różnic nie było. Właściwie w wyglądzie zewnętrznym różnicę widać było w podziale boków karoserii. SN miały cztery okna w środkowej części a za to węższe drzwi i okienko ostatnie i pierwsze. Natomiast N miały trzy okna środkowej części ale za to szersze drzwi (z jednoskrzydłowych) i okna pierwsze i ostatnie. Potem w N nastąpiła zmiana i po zastosowaniu drzwi rozsuwających się na dwie strony (dwuskrzydłowych) był układ następujący: wąskie okienko, drzwi, wąskie okienko.
Co innego N3 te były zupełnie innej urody miały wiele detali przypominające dawne tramwaje. Wiele elementów było z niezamaskowanego blachą drewna a największą różnicę było widać w przekroju pudła, które było na dawną modłę wyprofilowane (węziej przy kołach, szerzej w linii okien).

Co do jego konstrukcji porównanej do T34... To wiem, że wielu kierowców o tramwajach mówiło "żelazko". Bo po ewentualnym zderzeniu auto było pięknie wyprasowane.

Co do kasowników. To nie pamiętam co robiły te wielkie z wajchą... czy też dziurkowały czy nabijały jakieś liczby. Ale jednego jestem pewien te z języczkiem niepozornej wielkości były znacznie później. Pamiętam też kolory biletów. Szare z nadrukowaną czerwoną strzałką były po 1,50 zł były do autobusów, natomiast całe zielone były po 1 zł i były do tramwaju. Bo nie zawsze cena biletu tramwajowego i autobusowego była taka sama.

Przyznam że pamięć swą wspomagam książką Jacka Kołodzieja "Krakowskie Tramwaje". Niestety jako osoba nie związana z branżą nie jestem w stanie wypowiadać się nad merytoryczną zawartością... ale jako poligraf i specjalista od łamania i redaktor techniczny wielu publikacji to niestety muszę przyznać że poziom edycyjny jest na poziomie, który nawet określając słowem "niski" bym zawyżył. Jest tam tak wiele błędów edycyjnych i sporo korektorskich że wygląda jakby to wydały osoby zupełnie przypadkowe.

Dodaj swój komentarz: