*

Konstal N

Dodane 2011-07-18 17.11, komentarzy 8 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: konstal n mpk kraków

Dziś wspomnieniowych słów kilkoro na temat tramwajów na których się wychowałem, a raczej wyjeździłem w dzieciństwie i młodości.
Mowa oczywiście o modelu rodem z Chorzowa: Konstal N. Był to model, który długo
i dzielnie znosił trudy przaśnej rzeczywistości gomułkowsko – wczesno gierkowskiej.
Był to przez długi okres czasu podstawowy model tramwaju w Krakowie, choć pamiętam też Zeppeliny na linii nr 18 i S3 bodajże na linii 3 i 9.
Wróćmy do naszego „bohatera”. W Muzeum Inżynierii” na ul. Dajwór stoją chyba 2 egzemplarze tychże modeli, ale stłoczone, i bez możliwości wstępu do środka.
A Konstale różniły się od siebie, co zapewne skutkowało odpowiednią literowo – cyfrową nomenklaturą, którą nie znam. Wszystkie natomaist miały na przodzie jedną lampę-reflektor.
Wycieraczka szyby była ręczna, także motorniczy miał do obsługi dwoma rękami dwie korby, hamulec, posypywacz piasku i wycieraczkę szyby. Jakoś chłopcy sobie radzili i tramwaj ten żwawo mknął po szynach. Na przodzie szyby były trzy:dwie, po bokach wąziutkie – środkowa szeroka. Nad wąskimi szybami były wywietrzniki. I tu się tramwaje różniły, bo czasem (w większości) wywietrzniki były po obu stronach, a czasem po jednej. Nad szybą szeroką był pojemnik na tablicę z nazwą pętli do której tramwaj zmierzał. Tablicę tą motorniczy na pętli odwracał aby pojawiła się nazwa pętli przeciwpołożnej. Czasem odwracał tablicę do „góry nogami”, a czasem zapominał o tej czynności w ogóle.
Przed przednimi kołami Konstal miał ukośną rurkę przez którą powinien sypać się piasek w czasie poślizgu kół. Posypywanie uruchamiał wajchą motorniczy. Zbiornik piasku znajdował się pod uchylnym, pojedynczym siedzeniem przeznaczonym dla staruszków lub matek z dziećmi, które znajdowało się zaraz za przednimi drzwiami.
Apropos drzwi. poszczególne Konstale różniły się rodzajami drzwi. Jedne miały drzwi dwuskrzydłowe, inne jednoskrzydłowe. Oczywiście zamykane ręcznie.
Pomiędzy kołami na początku nic nie było, a potem pojawiły się hamulce elektromagnetyczne. Wewnątrz pojazdu znajdowały się siedzenia drewniane, czasem podwójne, co powodowało niewygodę w przesuwaniu się pasażerów. Trzeba, zwłaszcza młodszym czytelnikom wiedzieć, że kiedyś wsiadało się tylko drzwiami tylnymi, a wysiadało przednimi, dlatego „wędrówka ludów” wewnątrz pojazdu trwała cały czas.
Za tylnym wejściem, po prawej stronie mniej więcej do połowy lat 60-tych było siedzisko konduktora ustawione bokiem do kierunku jazdy. Wsiadał człowiek i od razu słyszał „jaki bilecik?” I nie było zmiłuj. Normalny kosztował 50 gr a ulgowy 20 gr. I mowy nie było, aby nie zapłacić, bo człowiek wycofać się nie mógł, bo ludzie z tyłu napierali z przodu hamowali.
Nie było dokąd uciekać. Taka możliwość pojawiła się, gdy zlikwidowano konduktora w tramwajach i nie było jeszcze zamykanych automatycznie drzwi.
Przyznam się z rumieńcem wstydu na twarzy, że do perfekcji opanowałem sztukę wskakiwania i wyskakiwania do tylnych drzwi tramwaju lub przyczepy. Przez to wsiadałem i wysiadałem gdzie chciałem i rzadko kiedy kasowałem bilety. Możę nie jest to powód do dumy, ale nie złapano mnie ani razu.
Po pewnym czasie technika poszła na przód i Konstale zaczęły się pojawiać z automatycznie zamykanymi drzwiami dwuskrzydłowymi. Nie wiem kto skonstruował urządzenie zamykające, ale miało ono taką siłę, że jak ręka znalazła się pomiędzy domykającymi się drzwiami, to kończyło się to złamaniem.
Nie znam kulis polityki MPK, ale zauważyłem, że jak jechał wagon motorowy i przyczepa, to z reguły automatyczne drzwi miał wóz motorowy. Gdy jechał wóz motorowy i dwie przyczepy, to z reguły automatyczne drzwi posiadała środkowa przyczepa. Nie wiem do dziś czym to było podyktowane.
Pomiędzy wozem motorowym, a przyczepą była zawsze siatka, która chroniła przed wpadnięciem pomiędzy pojazdy.
MPK Kraków próbowało na własną rękę ulepszać Konstale. Przez pewien czas jeździł np.taki wóz motorowy z łamanymi drzwiami automatycznymi, jak potem 102-jki. W dodatku miał ochraniacze na koła. Pamiętam go na linii 10 do Łagiewnik, ale na 12 też jeździł.
Nie wspomniałem jeszcze o najważniejszym człowieku w Konstalu, czyli motorniczym. Otóż był on odgrodzony od pasażerów dwoma poprzecznymi rurami na pomoście, także miał dużo miejsca dla siebie. Wyposażono go nawet w coś w
rodzaju siedziska, które nadawało się do wielu rzeczy, ale najmniej do siedzenia.
Oparcia nie miało, więc motorniczy albo się nie opierał, albo opierał się o pionową rurę podtrzymujące te wspomniane wcześniej poprzeczne. Motorniczego wypo-
sażono także w wynalazek na skalę światową!Osłonę przeciw świetlną. Otóż
wieczorem wewnątrz pojazdu motorniczy zapalał lampy i aby dobrze widzieć drogę
rozwijał kawał dermy(jak dziś rozwija się ekreny do rzutników)i w ten sposób
odgradzał się od pasażerów.
Na koniec dodam, że Kontal nie miał na początku dzwonka a dzwonek w podłodze,
który się po prostu naciskało nogą.
To byłoby tyle wspomnień o Konstalu N. Szkoda, że nie mogę go oglądnąć z bliska i
wewnątrz. Tak z sentymentu.

p.s. zdjęcie tramwaju pochodzi z Wikipedii i przedstawia Konstal N z Elbląga

zgłoś nadużycie
Komentarze
Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
To także tramwaje mego dzieciństwa Dodane

Wydaje mi się że przyczepy do "enek" pochodziły z Sanoka... skąd też pochodziły najstarsze "enki" oznakowane jako SN2. W Sanoku działała dość prężnie firma "Zjednoczona Fabryka Wagonów i Maszyn - Zieleniewski, Fitzner i Gamper w Sanoku". Oprócz różnych wagonów produkowała też tramwaje.
Po wojnie ustalono centralnie, że w Polsce ma być produkowany jeden wzór tramwaju. Jako wzór wzięto "enki" jeżdżace w Katowicach i Gdańsku. Tak oto powstały N i ND (doczepny) w Krakowie nazwane odpowiednio SN5 (S - silnikowy) i PN5 (P - przyczepa). Na skutek wprowadzenia najróżniejszych zmian i oszczędności w produkcji oraz przeróbek w warsztatach MPK poszczególne egzemplarze różniły się od siebie.

Natomiast takich specjalnie przerobionych i unowocześnionych "enek", o których wspominasz, było kilka różnych. Oprócz fartucha zasłaniającego koła oraz innych drzwi miały też zmienione przody karoserii (zwłaszcza okna motorniczego). Była wersja z przodem zaoblonym i kanciastym.

Tramwaje te miały też inaczej niż dzisiejsze rozwiązany system ogrzewania. Do ogrzania wnętrz służyły (chyba dwa) pionowe grzejniki na przeciw wejść i ze cztery pod ławkami. Te pionowe, gdy grzały dość mocno stopiły nie jednej osobie modne w latach 60 płaszcze ze stylonu. Ponieważ grzejnik był od góry prawie płaski często też gdy ktoś położył na nim reklamówkę (były modne ale dostępne jedynie w Pewexach za 5 centów... lub równowartość od bab na Kleparzu)... to już jej zdjąć nie mógł bo potrafiła przygrzać się na stałe.

Mnie się wydaje że najdłużej "enki" jeździły na trasie "ósemki". A charakterystyczny zgrzyt "enki" na węższych zakrętach mam po dziś dzień w pamięci.
Z tego typu tramwajami mam jeszcze takie wspomnienie, że ich dzwonek przypominał dźwięk szkolnego dzwonka. Gdy "enka" ruszała na Podwalu z pod szkoły poligraficznej... podrywaliśmy się w klasie informując nauczyciela: "że przecież był dzwonek".

Adam Adam
Ech, Dodane

a pamiętacie kasowniki ? Takie wielkie,z wajchą po prawej stronie,wkładało się w otwór bilet i ciap,jak w "jednorękim bandycie".Później je zastąpiono małymi i zgrabnymi kasowniczkami o wymiarach 6/6 cm.Na specjalnym języczku kładło się bilet i ciap...Kasownik ten,dziurkował bilet a dostęp do ustawień wybijanego kodu znajdował się pod klapką u góry kasownika z czego ludzie często korzystali zmieniając kod ustawiając go wg posiadanego,starego biletu co prowadziło do śmiesznych sytuacji w trakcie kontroli.
W latach siedemdziesiątych,zainstalowano również w krakowskich tramwajach pierwsze automaty biletowe,które z niewiadomych przyczyn później zniknęły z krakowskich tramwajów.

bd bd
@Wojtek i Adam Dodane

Pozwolicie koledzy, że do Waszych cennych uwag odniosę się w następnym tekście, który zamieszczę wkrótce

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
AD: Adam Dodane

Miałem taki kasowniczek z języczkiem zamontowany dla hecy w volkswagenie T3 na słupku drzwiowym. Ktoś mi to podarował trochę "złośliwie", po tym jak odwożąc grupę znajomych z imprezy, zatrzymałem auto i przeprowadziłem kontrolę biletów... szkoda że wraz z autem sprzedałem.

Natomiast co do tych większych, z wajchą... to słabiej je pamiętam. Czy one miały taką kulkę na końcu wajchy? Te kulki chyba często "ginęły" i zostawał kijaszek zakończony gwintem.

Adam Adam
Wojtku, Dodane

dokładnie ! Czarna kulka z gwintem,ginęła tak często jak obecnie młoteczki do tłuczenia szybek w razie awarii.
Z niecierpliwością czekam na następne wspomnienia autora -miło tak czasem powspominać .
Bogdanie,nie odkładaj tematu "na jutro",to bardzo interesujące .

Adam Adam
Zapomniałem, Dodane

pamiętacie te blaszane tablice z trasą przejazdu,zawieszane po prawej stronie pojazdu ? Mój kolega ma taką do dziś-Bronowice-Borek Fałęcki.
Ja miałem 4-kę Bronowice-Walcownia/HIL ale gdzieś przy przeprowadzce zaginęła.

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
AD: Adam Dodane

Ponoć najczęściej ginęły tablice z 18. Chyba było bardzo modne otrzymać taką na "osiemnastkę". Ja nie dostałem...

Co do blaszanych tablic, wkładanych w prowadnice przy oknie, to pamiętam że "wesoła młodzież" lubiła zmieniać np. w autobusach tablicę z tylnej szyby na jedną z wielu dość często beztrosko przez kierowców wkładanych w okolicach ostatnich siedzeń. Nie jedna osoba która dogoniła autobus na przystanku (widząc go tylko z tyłu) była zdziwiona że "zmienia on trasę" i jedzie niezgodnie ze swym numerem.

Miodek Miodek
Adaś Dodane

Brawo Panie dziennikarzu! Czyli kradło się za młodu? A wiadomo, czym skorupka nasiąknie za młodu itd. ...

Dodaj swój komentarz: