*

Wiankowe wspomniena

Dodane 2011-06-30 09.08, komentarzy 1 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: wianki widowisko pod wa... gazeta krakowska

Jestem Krakusem, trochę lat mi upłynęło na tym świecie, więc co nieco pamiętam.
Dziś chcę nawiązać do niedawnych wydarzeń dla gawiedzi, czyli do wianków i
Jarmarku Świętojańskiego.
Pierwsze wianki, które pamiętam, miały miejsce około połowy lat sześćdziesiątych.
Zapraszano mieszkańców głównie na pokaz sztucznych ogni, ale obiecywano też
puszczanie wianków.
Moi rodzice wraz ze mną rozłożyli się na skarpie gdzieś na wysokości gdzie dziś stoi smok. Ognie sztuczne nie były u nas rozpowszechnione i nie wiadomo dokładnie, czy ich rozżarzone resztki nie spadną na ziemię. Słyszałem, jak tata umawiał się z mamą: „jakby co, to ja podrywam Bogdana(mnie) a ty zbieraj płaszcze. A było co chronić, bo siedzieliśmy na krzyku ówczesnej mody, czyli wiecznie pomiętych trenczach. Z tej imprezy pamiętam jeszcze, że naprzeciw miejsca, gdzie siedzieliśmy była plaża, która potem zniknęła i pojawiła się znów w zeszłym roku.
Pokaz się odbył. tłumów nie było, potrzeby ucieczki przed ogniami też nie było.
Na kolejne wianki poszedłem z dziadkiem – krakusem ze Zwierzyńca. Tym razem
byliśmy na prawym brzegu. Wianki mi bardziej utkwiły w pamięci, bo płynęły po Wiśleze świeczkami w środku i były przez to widoczne. Wtedy też widziałem, jak most Dębniki „płonie”. Tą część wianków gazety szczególnie reklamowały. Polegało to na „rzece” czy ścianie” sztucznych ogni która „lała” się od powierzchni mostu do
poziomu wody. Efekt wyśmienity i nigdy potem takiego czegoś nie oglądałem.
W latach późniejszych chyba nie było wianków, do których wrócono w latach
siedemdziesiątych. Patronowała temu widowisku „Gazeta Krakowska”, czyli organ
KW (komitetu wojewódzkiego) PZPR. Rok później były to już nie wianki a „święto”
„Gazety Krakowskiej”. Gazetę przemianowano na „Południową”, ale święto zostało.
Z roku na rok była to impreza coraz bardziej rozdmuchana. Najpierw zapraszano
nad Wisłę (na oba brzegi), aby obserwować widowiska plenerowe ze smokiem, z postaciami na baszcie zamkowej. Były fajerwerki świetlne ze Wzgórzem Wawelskim i zamkiem w roli głównej. Pamiętam raz, jak któregoś roku chcąc „ugasić” smoka ruszyły na sygnałach i z migającymi kogutami wozy strażackie. Z uwagi na wielkość wzgórza i całego pleneru - biedni strażacy „zniknęli” i efekt tego był mizerny.
Od pewnego razu po widowisku plenerowym zapraszano gawiedź(czli np. mnie) na Błonia, gdzie były 1-2 sceny z muzyką nażywo, przy której można było szaleć do rana. Był też oczywiście wyszynk i kiełbaski z rożna.
Widowiska odbywały się w soboty, natomiast w niedzielę na Błoniach odbywał się w ramach gazetowego święta jarmark. I na tą „imprezę” Krakowianie tłumnie przybywali, bo wtedy jarmark, zwłaszcza pod patronatem władz partyjnych, gwarantował możliwość dostania dóbr na co dzień niedostępnych.
No, a potem nastała wojna Jaruzelskiego i z oszczędności wianki zlikwidowano na pewien czas.
Teraz znowu są. I dobrze. Tyle, że organizatorem chyba brakło konceptu i powielają corocznie to samo widowisko. Od czasu do czasu tylko zmieniają widzom brzeg Wisły. Raz każą przychodzić na prawy brzeg, raz na lewy.
A może by tak połączyć dwa widowiska w jedno? Mam na myśli paradę smoków i wianki. Trochę smoków, trochę artystów, trochę fajerwerków i szlus. Jak coś organizatorzy nie zmienią to w końcu usłyszą „idze, idze bajtloku”

zgłoś nadużycie
Komentarze
Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Bardzo sympatyczne wspomnienia Dodane

Ja na wianki chodziłem z rodzicami mniej więcej od 1976 roku. Miałem zaszczyt siadać na trybunie honorowej umieszczonej na dębickim brzegu, mniej więcej na przeciw smoka. Wejście na trybunę było możliwe dzięki ojcu, który był wieloletnim pracownikiem głównego organizatora wianków czyli "Gazety Południowej".Wspominam te widowiska jako dużo ciekawsze niż obecne.
Pamiętam ogromne wianki o kilkunastometrowej średnicy, rzęsiście oświetlone pochodniami. Widowiska były wielkimi przedstawieniami których sceną był Wawel, okolice smoka, najniższy pas bulwarów oraz sama Wisła. Mimo uboższej techniki całość była sporym wydarzeniem w szarym życiu Krakowa.
Całość była w prasie promowana nie jako "Wianki" tylko "Święto Gazety Południowej" którego jedną z atrakcji były "Wianki".
Większość, wykorzystywanych w tych festynach, elementów technicznych, dekoracji, konstrukcji scen było przez całe lata zmagazynowanych w ogromnej zabytkowej stodole. Obiekt ten znajdował się na terenie Ośrodka Wczasowego Krakowskiego Wydawnictwa Prasowego RSW Prasa - Książka - Ruch w Winiarach pod Gdowem. Jako dziecko spędzałem w tym ośrodku dość często wakacje i dla wielu dzieci w moim wieku, główną atrakcją ośrodka była "stodoła" a zwłaszcza te wszystkie, niszczejące tam, wiankowe rekwizyty. Jeszcze pod koniec lat 90 wszystko tam dalej się marnowało.
Co do "lejącego się ognia z mostu do rzeki" to około lat 90 i zrealizowano ten pomysł chyba ze dwa razy.
Dzisiejsze wianki są w kółko takie same, właściwie różnią się tylko koncertującymi wykonawcami. Jedyne co dziś jest niezaprzeczalnie lepsze, to pokaz sztucznych ogni.

Dodaj swój komentarz: