W życiu tak bywa, że czasami ciąg pewnych zdarzeń niespodziewanie przybierze korzystny obrót. W przypadku krakowskiej Garbarni, zbiegi okoliczności kojarzyły się przeważnie źle lub bardzo źle. Tym razem miało być inaczej, choć pewnie mało kto liczył, że już po tym meczu „brązowi” wywalczą upragniony awans do II ligi.
Upalne środowe popołudnie i zbliżające się chmury burzowe były niemal kopią aury, która wystąpiła parę lat temu, podczas meczu barażowego z Kolejarzem Stróże. Nie był to dobry znak, gdyż wówczas awansowali rywale. Tym razem zbliżające się spotkanie, wcale nie musiało decydować o czymkolwiek. Pomimo iż Garbarnia od wielu kolejek liderowała w tabeli, to ewentualna wygrana była jedynie pierwszym krokiem. Należało również liczyć, że rewelacyjna na wiosnę Unia Tarnów, straci u siebie punkty z Janiną Libiąż. Dopiero wtedy, na 3 kolejki przed końcem sezonu, awans byłby pewny.
Nic nie wskazywało na to, iż nawet wygrana przyjdzie łatwo. Szreniawa to drużyna z górnej części tabeli. Choć nie walczyli już o awans, to skład mógł robić wrażenie. Wielu solidnych zawodników z doświadczeniem w wyższych ligach plus dobry trener. Ten sezon jest dla gości najlepszy w ich historii i pomimo, że są beniaminkiem, to przed sezonem byli wymieniani jako jedni z kandydatów do awansu.
Mimo wszystko z niewielką nadzieją, że to spotkanie może przynieść jakieś rozstrzygnięcia, postanowiłem wybrać się na stadion przy ul. Rydlówka. Przy okazji relacji z meczu rezerw opisywałem już drogę na obiekt oraz jego wygląd. Tym razem było niemal tak samo. Jedyna różnica tkwiła w wejściu na stadion. Z okazji meczów III ligi, niemożliwe jest wejście przez bramę główną koło budynku klubowego. Nie chce wnikać dlaczego jest tak absurdalnie, a nie inaczej, ale poniekąd wynika to ze specyfiki obiektu. Zamiast tego kibice muszą korzystać z tzw. „wejścia dla wtajemniczonych”, na lewo od bramy głównej. Aby dotrzeć do kasy, należy najpierw pokonać slalom pomiędzy jakimiś magazynami. Wejście jest słabo oznakowane więc po reakcji kibiców od razu widać kto jest stałym bywalcem tego obiektu, a kto bywa tu tylko od wielkiego dzwonu.
Pomimo iż było środowe popołudnie, to kolejka do kasy była znacznie dłuższa niż zwykle. Oznaczało to większą frekwencje. W końcu nie tylko ja zauważyłem, że ten mecz może zdecydować o awansie. Cena biletu to 7 zł, czyli w granicach przyzwoitości. Od tego sezonu, blankiety biletów są znacznie ładniejsze. Estetyczne, kolorowe i wydane na śliskim papierze. Stare bilety na pożółkłym i wytartym papierze pamiętały chyba jeszcze czasy dawnego stadionu.
Na stadion przybyło około 500 – 600 widzów co jak na Garbarnie jest wynikiem dobrym. Zazwyczaj na mecze chodzi o połowę mniej osób. Znaczna część kibiców to ludzie w wieku średnim i starszym, ale było też trochę młodzieży. Na lewo od budki spikera, tradycyjnie umiejscowił się tzw. „młyn” który dopingował piłkarzy w sile kilkunastu/kilkudziesięciu osób. Chociaż ciężko go porównać z „młynami” znanymi z innych piłkarskich stadionów. Ten w wykonaniu Garbarni różnił się od innych średnią wieku, wyglądem, wokalem i mentalnością. Bardziej przypominał kibicowanie na meczach siatkówki niż piłki nożnej. Choć można się spierać który model kibicowania jest lepszy, to trzeba przyznać gospodarzom plusa już sam fakt, że próbują kibicowsko ożywić ten smutny obiekt. Dopingowali przez większą część spotkania wspierając się bębnem. Z aspektów kibicowskich należy wspomnieć jeszcze o kilku flagach które tradycyjnie przyozdobiły płot. Fani gości również przybyli na mecz, ale ich liczbę ciężko oszacować gdyż skutecznie wtopili się w otoczenie między miejscowymi.
Na meczu obecne były co najmniej dwie ekipy różnych telewizji internetowych, z czego jedna prowadziła relacje live! Tak więc spotkanie miało dodatkowe audytorium w postaci internetowych kibiców w kapciach :) Atmosfera na stadionie jak sprzed lat. Z głośników wybrzmiewało „Ludwinowskie Tango” oraz oldschoolowy hymn Garbarni. Tradycyjnie część publiki raczyła się różnymi trunkami. Nie zabrakło również gratisowej loży za płotem w krzakach nad Wilgą, gdzie jak zwykle umiejscowiło się kilka osób pragnących obejrzeć mecz za friko.
Gospodarze rozpoczęli mecz dość spokojnie. Nie wiem czy taki był plan, czy może stawka paraliżowała. Goście pierwsi wypracowali sobie sytuacje. Jednak daleki strzał z rzutu wolnego został wybity na korner, swoją szanse miała też Garbarnia, ale początek meczu nie mógł zachwycać. Sytuacja uległa zmianie po kwadransie gry. Podanie przed polem karnym na granicy spalonego i napastnik gospodarzy znalazł się przed bramkarzem. Wykorzystał szanse i gospodarze prowadzili. Radość nie trwała długo, bo 10 minut później goście wyrównali. Obrońcy Gabarni nie upilnowali gracza Szreniawy, który znalazł się w polu karnym i doprowadził do remisu. Do przerwy gra i wynik nie uległ już zmianie. Po pauzie również niewiele się działo. Co prawda drużyny miały swoje sytuacje, ale gra raczej nie mogła się podobać, gdyż dużo w tym było kopaniny gdzieś w środku pola. Goście grali swoje, a gospodarze dość asekuracyjnie starali się atakować, tak aby przede wszystkim nie stracić bramki. Wszystko się zmieniło w 80 minucie. Zawodnik Garbarni został sfaulowany w polu karnym. Początkowo arbiter podyktował rzut wolny zaraz przed szesnastką, ale po konsultacji z liniowym wskazał jedenastkę. Goście wpadli w dziką furię, posypało się kilka żółtych kartek. Rzut karny został pewnie wykonany i szczęśliwy strzelec wykonał taniec radości wokół chorągiewki w rogu. Końcówka meczu była bardzo ostra i nerwowa, gdyż Szreniawa do końca nie mogła się pogodzić ze stratą gola. Trochę ten fakt dziwi, gdyż dla nich był to mecz „o pietruszkę”, ale widocznie mieli duże ambicje. Oczywiście w tym momencie sporo osób chwyciło za telefony i w podnieceniu wysłuchiwało wieści z Tarnowa, gdzie o dziwo Unia przegrywała 0:1. Taka sytuacja dawała awans Garbarni już teraz! W końcu zabrzmiał ostatni gwizdek. W Tarnowie bez zmian, więc w Krakowie na boisku i trybunach zapanował szaf radości. Po wielu latach, Garbarnia wraca na szczebel centralnych rozgrywek.
Mecz był słaby, a wygrana dosyć szczęśliwa, ale chyba nikt nie ma wątpliwości że Garbarnia w przekroju całego sezonu zasłużyła na awans do II ligi. Choć w klubowej kasie biednie to cieszy fakt, że tak zasłużony klub powoli pnie się w górę. Podstawowym problemem jest miejsce gry w nadchodzącym sezonie. Obecny obiekt Garbarni nie ma szans na dostanie licencji jeśli nie zainwestuje się w niego. O remoncie póki co nikt nie mówi, więc niestety „brązowi” będą musieli grać swoje mecze na innym stadionie. A jak uczy historia, taka sytuacja nie wróży nic dobrego. No ale z drugiej strony, cytując hymn Garbarni: „... nic się nie martw, że forsy nie mamy, chłopcy z Ludwinowa lubią w piłkę grać …”
08.06.2011 r. III liga: Garbarnia Kraków – Szreniawa Nowy Wiśnicz 2:1 (1:1)
- Nikt jeszcze nie skomentował

