*

22.05.2011 r. A Klasa (Kraków II): Nadwiślan Kraków – Armatura Kraków 0:3 (0:3)

W tym miejscu miała znajdować się relacja z zupełnie innego meczu, ale sobotnia burza skutecznie przekonała mnie do tego, aby zostać w domu. Nie znaczy to wcale, że tego meczu miałem nie odwiedzić, bo i tak był w planie na niedziele. Po prostu takie małe przetasowanie. Już wcześniej szukałem jakiegoś spotkania na niedziele w godzinach około południowych. Wybór był ubogi więc padło na mecz Nadwiślanu z Armaturą. Wielokrotnie mijałem obiekt gospodarzy, ale jakoś nigdy wcześniej moja noga tam nie stanęła. Jakoś tak to jest, że niemal zawsze odkładamy na później te miejsca, które mamy w bliskim zasięgu i siłą rzeczy mijają lata zanim w końcu tam dotrzemy.
Dzień był bardzo upalny. Mecz miał zostać rozegrany o godz. 11:30. Z perspektywy piłkarzy, biorąc po uwagę mocne słońce – termin nienajlepszy. Mnie jednak taka pora pasowała idealnie. Dojazd na obiekt Nadwiślanu miałem bardzo dobry. Wszak to ścisłe centrum miasta i nie trudno tam dotrzeć. Trudno za to jest go przeoczyć, gdyż znajduje się niemal u stóp Wawelu. Prawdopodobnie nie ma w Krakowie obiektu położonego bliżej ścisłego centrum miasta (no może poza placem Na Groblach, ale to boisko międzyszkolne). Bezproblemowo docieram tramwajem pod sam stadion. Obiekty Nadwiślanu mieszczą się pomiędzy ulicami: Koletek, Sukienniczą, Dietla oraz bulwarem wiślanym. Jak już wspomniałem, położenie idealne, a plotki głoszą że deweloperzy coraz bardziej interesują się tą lokalizacją. Nie ma się co dziwić, bo miejscówka na luksusowe apartamenty niemal bajeczna. Mam jednak nadzieje, że nigdy do tego nie dojdzie. Oprócz stadionu są tam jeszcze korty tenisowe. Choć Nadwiślan to klub z wieloletnią tradycją (założony w 1923 r.) to znany głównie nie za sprawą wyników piłkarskich, ale tenisowych. Wychowankami tego klubu są choćby siostry Radwańskie i wiele innych znakomitych tenisistek i tenisistów. Oprócz tenisa i piłki nożnej, Nadwiślan posiada też sekcje kajakarską. Jako ciekawostkę, należy wspomnieć, że w miejscu obecnego stadionu, przed wojną stało boisko nieistniejącego już Żydowskiego Klubu Sportowego Makkabi Kraków. Piłkarska część obiektów Nadwiślanu przeszła kilka lat temu dużą modernizacje. Przede wszystkim wymieniono nawierzchnię z naturalnej na sztuczną i odsunięto boisko od trybuny w kierunku ul. Sukienniczej. Poza tym zamontowano oświetlenie i niewielkie trybunki na około 350 osób w miejscu luki, która się utworzyła po przesunięciu murawy. W tle pozostała stara trybuna z krzesełkami na około 500 osób oraz budynek klubowy, oddzielające część piłkarską od kortów tenisowych. Jeśli chodzi o gości to Armatura jest klubem również leciwym (założonym 1928 r.), ale piłkarsko znacznie mniej znanym i zasłużonym niż gospodarze. Choć należy wspomnieć że najwybitniejszym piłkarzem Armatury był w przeszłości znakomity Tadeusz Parpan. W Armaturze istnieje też sekcja siatkówki, znana lokalnie głownie za sprawą szkolenia młodzieży. Klub przez lata był związany z Krakowską Fabryką Armatur.
Wchodząc na stadion od ul. Koletek zapytałem biletera o cenę wejściówki. W odpowiedzi usłyszałem że „zależy jaki bilet”. Uwaga! Bynajmniej, jak się po chwili okazało, nie chodzi tu o podział na bilety normalne, ulgowe, vipowskie, siedzące, stojące czy jakie tam jeszcze mogą być. Starszy pan szybko wyjaśnił że standardowa opcja to 5 zł, ale jeżeli chce blankiet biletu na pamiątkę to 6 zł :) Oczywiście że chciałem, więc poprosiłem o zestaw numer dwa. Sam blankiet biletu szału nie robi, zwykła karteczka z nazwą i adresem klubu plus pieczątka. Na oko przeleżał w kasie kilka lat zanim trafił w moje ręce. Wycenienie tego kawałku papierka na złotówkę można uznać za przejaw naciągactwa. Pewnie każda inna osoba czułaby się zawiedziona takim biletem, ale ja nie narzekam. Dla moich celów kolekcjonerskich można było poświęcić tego zeta. Porównując z innymi biletami w podobnych ligach, jest to średni poziom jakości (jeżeli można tu mówić o jakości).
Choć tego dnia na bulwarach wiślanych w okolicy obiektu było tłoczno, to na stadion zaglądnęło niewielu ludzi. Widocznie krakowianie wolą spędzać inaczej niedzielne spacery nad Wisłą. Widzów na trybunach w porywach 60 osób. Wizualnie raczej stali bywalcy plus fani gości. Atmosfera ogólnie piknikowa, na co wpływ miała pogoda. Część widzów korzysta z okazji do tego aby się poopalać lub skosztować złotego trunku. Dopełnieniem trochę sennego klimatu były odgłosy mszy świętej dochodzące z pobliskiego kościoła garnizonowego mieszające się z krzykami grupki dzieciaków bawiących się na boisku pomiędzy rozgrzewającymi się piłkarzami. Siedząc na trybunie miałem ciekawy widok. Przede mną imponujący, ale niestety zaniedbany zespół budynków przy ul. Sukienniczej i wspomniany zabytkowy kościół. Na lewo, ponad murem okalającym ogród Klasztoru Bernardynów, widoczna imponująca bryła Wawelu. Na prawo ul. Dietla przysłonięta szpalerem drzew ponad którymi górowały dachy kazimierskich kamienic. Natomiast zza pleców wiała lekka bryza znad Wisły, która trochę łagodziła promienie południowego słońca. W czasie rozgrzewki i późniejszego meczu zauważyłem ten sam problem co na Clepardii, mianowicie piłki przelatujące nad ogrodzeniem i bombardujące z nienacka okoliczne ulice i samochody. Choć należy wspomnieć że obiekt Nadwiślanu jest lepiej pod tym względem zabezpieczony.
Obie drużyny to ligowi średniacy, który raczej nie walczą w tym sezonie o żadne cele. Lepszą sytuacje w tabeli miała Armatura. Nadwiślan przegrał ostatnie sześć spotkań i wyraźnie spadł w tabeli. Miało to wpływ na zmianę trenera. W roli szkoleniowca gospodarzy zadebiutował Krzysztof Filipczak, czyli wicekról strzelców Polskiej Ligi Futsalu. Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem. Powodem był wybrakowany skład sędziowski. Nie dotarł jeden z liniowych. W tej sytuacji zadecydowano, że jego miejsce zajmie jeden z rezerwowych zawodników (?) gospodarzy. Po chwili dotarł właściwy sędzia i wszystko wróciło do normy. Od początku widać było lekką przewagę gości. Znacznie sprawniej konstruowali akcje, wymieniali sporo celnych podań i lepiej zorganizowali środek pola. Gospodarze grali zbyt chaotycznie, za szybko tracili piłki. Widać było w ich grze dużo nerwowości. Obraz gry miał przełożenie na sytuacje podbramkowe, których więcej miała Armatura. Pierwsza bramka padła po około pół godzinie gry. Piękny strzał w okienko zza pola karnego. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Od tego momentu gra Nadwiślanu wyglądała coraz mniej racjonalnie. O ile obrona jeszcze jako tako funkcjonowała, to napastnicy byli kompletnie nieporadni. Jeden z nich wyłapał idiotyczną żółtą kartkę za strzał na bramkę po gwizdku. Natomiast Armatura robiła swoje i konsekwentnie napierała. Pod koniec pierwszej połowy w odstępie jednej minuty padły dwie bramki dla gości. Niestety obrona gospodarzy niemal stanęła w miejscu. Wykorzystali to gracze Armatury i z dziecinną łatwością dobili rywala. Schodzący na przerwę piłkarze nie ukrywali niezadowolenia z powodu pory meczu. Po pauzie gra początkowo nie uległa zmianie, z tym że goście już tak bardzo nie starali się strzelić kolejne bramki. Niestety na boisku zaczęło robić się bardzo nerwowo. Sędzia rozdał kilka żółtych kartek, ale widać było, że nie utemperowało to zachowań zawodników, bo gra się zaostrzyła. Obie drużyny dokonały kilku zmian. Od tego momentu aktywniej w ataku zaczął grać Nadwiślan. Gospodarze kilka razy zagrozili bramce Armatury, ale nic z tego nie wynikało. Sędzia odgwizdał koniec meczu, a Nadwiślan zapisał na swoje konto siódmą porażkę z rzędu.
W trakcie i po zakończonym spotkaniu, na trybunach dało się słyszeć głosy niezadowolenia. W zasadzie nie ma się co dziwić kibicom, bo taka seria chluby nie przynosi. Widzowie narzekali na młody i wybrakowany skład drużyny który w ostatnich miesiącach uległ osłabieniu po odejściu starszych graczy. Nie pomógł nawet czarnoskóry boczny obrońca. Nie mnie tym decydować, ale chyba bardziej byłby pomocny w formacjach ofensywnych. Nadwiślan nie ma jakiejś imponującej tradycji piłkarskiej, ale przez lata był to solidny drugi garnitur krakowskiej piłki. Na pewno A Klasa nie jest szczytem ambicji tego klubu, ale z taką grą mogą mieć w przyszłości problemy żeby nawet tutaj się utrzymać. Natomiast Armatura wykonała solidną robotę. Wizualnie była to ekipa bardziej doświadczona niż Nadwislan. Mogą konkretnie zamieszać w lidze, jeśli utrzymają ten solidny poziom.
Po meczu jeszcze rzut oka na okalające otoczenie. Mówiąc szczerze nie bardzo chciało mi się opuszczać stadion Nadwiślanu, gdyż całkiem miło się tu siedziało. No ale że spotkanie się już skończyło, więc nie miałem już czego szukać i udałem się na niedzielny obiad. Powrót również tramwajem. Jeszcze tylko spojrzenie przez szybę pędzącego wagonu na bulwary wiślane, gdzie tego dnia wiele się działo. Na rzece jakieś zawody łodzi i żaglówek, a na alejkach tłumy ludzi. W tyle został obiekt Nadwiślanu, a ja spokojnie dotarłem do domu.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował
Dodaj swój komentarz:

krakowski_sport

krakowski_sport

X Miejsce w rankingu

Interesuje się krakowskim sportem. Zwłaszcza tym z niższych lig, który zazwyczaj nie gości na czołówkach gazet, nie interesują się nim kamery ani błyskające flesze. Dzięki temu jest bardziej prawdziwy, nie zepsuty przez komercje i pieniądze. Prawdziwy sport.