Rozgrywki Pucharu Polski, zwłaszcza na szczeblu regionalnym, nigdy specjalnie mnie nie interesowały. Głównie dlatego, iż mecze upychane były w środku tygodnia i raczej przez wszystkich traktowane mniej poważnie niż liga. Z drugiej jednak strony, rozgrywki te charakteryzują się często nietypowymi pojedynkami miedzy drużynami, które na co dzień rywalizują w różnych klasach rozgrywkowych. Dlatego ten fakt przeważył i korzystając z wolnego popołudnia, postanowiłem wybrać się na finał piłkarskiego Pucharu Polski na szczeblu Podokręgu Kraków. Tak się złożyło, że znów padło na mecz w którym gra Garbarnia, jednak tym razem pierwsza drużyna grająca na co dzień w III lidze. Rywalem i gospodarzem spotkania była VI ligowa Clepardia Kraków. Mecze obu klubów miałem już okazje oglądać w przeszłości. Na Garbarni bywam dość regularnie, natomiast Clepardię widziałem w akcji jakieś 5-6 lat temu w spotkaniu z … Garbarnią ;) Było to w dawnej IV lidze, wyniku nie pamiętam, ale tamten sezon był zdecydowanie korzystniejszy dla gości. Minęło kilka lat i nic nie wskazywało że i tym razem będzie inaczej. W końcu Garbarnia to lider III ligi, a Clepardia to drużyna z czołówki, ale VI ligi.
Pogoda była dość upalna jak na maj, ale taka aura z pewnością dodatkowo zachęcała, aby nie siedzieć tego dnia w domu. Stadion Clepardii posiada dogodną lokalizacje, niecałe 300 metrów od pętli Krowodrza Górka, dlatego wybrałem się na mecz tramwajem. Boisko jest dość zgrabnie wciśnięte pomiędzy bloki i ul. gen. A. Fieldorfa-Nila, która przebiega tuż za jedną z bramek. O tym, że może być to kłopotliwe przekonałem się zaraz przed wejściem, gdy zza płotu wyleciała piłka, przefrunęła nad moją głową i spadła na sam środek ulicy. Jak widać, kierowcy przejeżdżający w okolicach stadionu Clepardii muszą zachowywać czujność rewolucyjną :) Może warto zainwestować w jakieś oznakowanie? Bo o tragedie nie trudno. No ale to już problem kogoś innego. Bilet na mecz kosztował mnie 5 zł, czyli w normie. Wizualnie prezentuje się bardzo ładnie, wiele klubów w wyższych ligach ma się czego uczyć w tej kwestii. Można powiedzieć że jest to specjalność Clepardii, bo podczas mojej ostatniej wizyty na tym stadionie, bilety były równie estetyczne. Zaraz po przekroczeniu bramy stadionu, przywitała mnie reklama … zakładu pogrzebowego. Takie polskie kontrasty, a może jakaś reklama podprogowa? Stadion praktycznie nie zmienił się od mojej ostatniej wizyty. Wzdłuż linii bocznej znajduje się ładna, niewielka trybuna na około 400 osób z pięcioma rzędami biało-niebieskich krzesełek. Szkoda tylko że nikomu do głowy nie przyszło, aby te krzesełka chociaż raz na jakiś czas umyć, ale to już polska tradycja i specjalność. Rozumiem że woda droga, ale płacąc za bilet, chciałbym chociaż do domu wrócić czysty. Po przeciwnej stronie boiska znajdują się ławki rezerwowych a za nimi niewielkie boisko treningowe. Infrastrukturę stadionu dopełnia nieciekawy budynek klubowy za bramką na prawo od trybuny.
Frekwencja na stadionie oscylowała w granicach 350 osób, w tym dużo młodzieży i kobiet. Myślę że wynik przyzwoity jak na środek tygodnia i panujące realia, no ale w końcu to finał :) Zapewne na meczach ligowych działacze Clepardii mogą pomarzyć o takiej frekwencji. Należy wspomnieć że stawili się również kibice Garbarni, którzy zasiedli między miejscowymi. Do tego trochę oficjeli z Małopolskiego Związku Piłki Nożnej oraz byłych piłkarzy znanych w krakowskim światku futbolowym. Bliskość okolicznych bloków, powoduje że spotkania Clepardi przyciągają darmowych oglądaczy, którzy mogą komfortowo oglądać mecze ze swoich balkonów niczym ze sky box’ów na najlepszych stadionach :) Dodatkowo na parkingu pomiędzy blokiem a stadionem zebrała się kilkunastoosobowa grupa osób, które wolały obejrzeć mecz bez płacenia za bilet. Co ciekawe, strategiczne położenie tego miejsca sprawia, iż widok na boisko jest bardzo dobry, mimo że miejscówka znajduje się za płotem. Absurdu całej sytuacji nadawał fakt, że pomimo sprzedaży biletów, przez całe spotkanie była otwarta boczna bramka na stadion, której nikt nie pilnował. A że znajdowała się tuż obok wspomnianej darmowej trybuny, to zaraz po pierwszym gwizdku kilkanaście osób skorzystało z promocji. Niemal każdy klub posiada na trybunach instytucje tzw. lokalnego głupka. Jest to osoba zazwyczaj płci męskiej, która swoim specyficznym i mało poważnym zachowaniem odstaje dość wyraźnie od standardów psychicznych reszty społeczeństwa. Wszyscy lokalni kibice go znają i uchodzi za klubową maskotkę, która zabawia publikę głupimi tekstami bądź zachowaniem. W tej kwestii stadion Clepardii nie odbiega od innych. Przed meczem taki osobnik zabawiał kibiców. Był to pan w wieku średnim z obowiązkowym wąsem, zapewne amator tanich wyrobów winopodobnych (zapewne zaraz przed meczem uprawiał swoje hobby), ledwo stojący na nogach ale wijący się jak piskorz w konwulsjach w rytm muzyki lecącej z głośnika. W przerwie nawet zachęcał kibiców aby ruszyli swoje cztery litery i zaczęli się z nim bawić gdyż jest … „Wałęsa” jak sam o sobie powiedział ;)
Wizualnie już na rozgrzewce było widać, która drużyna reprezentuje wyższą ligę. Goście prezentowali się o wiele lepiej. Przewyższali gospodarzy również warunkami fizycznymi. Mimo wszystko początek meczu wcale tego nie odzwierciedlał. Clepardia postawiła się Garbarni i gra toczyła się w środku pola. Starczyło na niecały kwadrans. Akcja zespołowa pod bramką Clepardii i goście wyszli na prowadzenie. Zawodnicy Garbarni prezentowali wyższy poziom piłkarskiego rzemiosła, czego obrazem była również druga bramka chwilę później. Po rzucie rożnym pod bramką Garbarni, piłkę przejął zawodnik gości i długim podaniem wzdłuż linii bocznej, uruchomił napastnika który pewnie wykorzystał szanse. Książkowa kontra, akcja której nie powstydziłby się nawet najlepsze drużyny. Od tego momentu goście kontrolowani grę aż do przerwy. Można było odnieść wrażenie, że jest tak jak miało być. Faworyt prowadził i chciał w miarę małym nakładem sił dokończyć mecz. Wszak liga jest najważniejsza, a Garbarnia jako lider walczy o awans, więc po co ryzykować. Takie podejście mogło się zemścić. Po pauzie gospodarze ambitnie ruszyli do przodu i przez dobre kilkanaście minut, to oni prowadzili grę. Jednak nie byli w stanie stworzyć sobie klarownej sytuacji. Od czasu do czasu padały strzały, ale nie były na tyle groźne, aby wpłynąć na wynik. Po dokonaniu kilku zmian, Garbarnia uporządkowała grę i przerwała harce gospodarzy. Wynik już nie uległ zmianie. Wygrał faworyt, który tego dnia nie pokazał całych swoich możliwości, ale prezentował zdecydowanie wyższą kulturę gry. Jednak Clepardii należą się brawa za podjęcie rękawicy i ambitną walkę.
Po meczu powiało wielkim światem za sprawą wręczenia okolicznościowych pucharów przez oficjeli. Błysnęły flesze, z głośnika popłynęło tradycyjne „we are the champions”, a ktoś krzyknął aby piłkarze wymienili się koszulkami. Jednak obyło się bez tego. Nie jest tajemnicą że w obu klubach nie śmierdzi groszem, więc takie prezenty mogłyby być kłopotliwe. Zawodnicy podziękowali publiczności, a ja wolnym krokiem udałem się w kierunku pętli. Tym razem, dla odmiany, postanowiłem wrócić autobusem. Zastanawiająco wyjątkowo zatłoczonym, jak na godziny wczesno wieczorne. Jednak exodus połowy pasażerów w okolicy miasteczka studenckiego wyjaśnił zagadkę i przypominał, że trwają juwenalia.
18.05.2011 r. Finał Pucharu Polski Podokręgu Kraków: Clepardia Kraków – Garbarnia Kraków 0:2 (0:2)
- Nikt jeszcze nie skomentował

