Zazwyczaj tak się dzieje, że pierwsze dni kalendarzowego roku to okres refleksji i różnego rodzaju podsumowań. Chyba znów pora napisać : „WR22ACAMY!”.Tym razem nie chodzi jednak o powrót drużyny na stadion przy ul. Reymonta , a o powrót do wydarzeń z minionych dwunastu miesięcy. Pora odpowiedzieć sobie na pytanie : Jaki był ten rok dla kibica Wisły ?
Pierwszym miesiącem, który przyniósł prawdziwą eksplozję emocji, był niewątpliwie maj. Na początku czekał Wiślaków ciężki wyjazd na mecz z Legią. Lech tracił do krakowian tylko jedno oczko, więc aby utrzymać się na fotelu lidera, piłkarze grający w koszulkach z białą gwiazdą musieli ze stolicy wywieźć trzy punkty. Jak się okazało, kibice Wisły chyba dużo więcej zdrowia stracili, stresując się przed spotkaniem, bo w trakcie meczu nie mieli żadnych podstaw do obaw o zwycięstwo swoich ulubieńców. „Biała Gwiazda” szybko objęła prowadzenie za sprawą Pawła Brożka i kontrolowała przebieg gry. Później każdy fan drużyny z Reymonta miał okazję do celebrowania gola krakowian jeszcze dwukrotnie, bo „Broziu” tego dnia był świetnie dysponowany i w Warszawie ustrzelił hat-tricka.
Zostawmy jednak w spokoju Legię i skupmy się przez moment na meczach… gorszych w wykonaniu Wisły. Jedenasty dzień maja zapisał się w historii klubu z Reymonta czarnymi zgłoskami. Wisła remisuje na Suchych Stawach z Cracovią, Lech wywozi trzy punkty z Chorzowa i na kolejkę przed końcem rozgrywek to „Kolejorz” jest mistrzem Polski. Wszyscy kibice Wisły pamiętają doskonale, że ich ulubieńcy na pięć minut przed końcem spotkania prowadzili z Cracovią po golu Boguskiego, zaś Poznaniacy tylko remisowali z Ruchem. Futbol bywa jednak nieprzewidywalny i trzeba przyznać, że to jest w nim właśnie najpiękniejsze. Po końcowym gwizdku sędziego wśród Wiślaków zapanowała prawdziwa konsternacja. Tytuł mistrzowski uciekł im sprzed nosa, bo Lech pokonał w ostatniej serii spotkań Zagłębie Lubin i utrzymał fotel lidera.
Do najszczęśliwszych miesięcy w 2010 roku z pewnością nie należy także sierpniem. W historii rozgrywek w europejskich pucharach Wisła przegrywała już z Barceloną, Realem czy Tottenhamem. Teraz pożegnanie z piłkarską Europą bolało dużo bardziej, bo trzeba było uznać wyższość Karabachu Agdam. Porażka w tym dwumeczu zasygnalizowała słabość nie tylko krakowskiej Wisły, ale też całej polskiej piłki klubowej.
Dawny blask drużynie z Krakowa miały przywrócić dwa czynniki : zatrudnienie na stanowisku trenera Roberta Maaskanta, oraz wspomniany wcześniej powrót na stadion im. Henryka Reymana. Początek nie był jednak najlepszy. Remis i słaba gra ze Śląskiem, porażka w Zabrzu i fantastyczny mecz przeciwko Lechii, a tydzień później powrót na tarczy z Poznania – istna mieszanka emocji. Odpowiedź na pytanie o prawdziwą wartość drużyny miały przynieść derby oraz spotkanie z Legią. Jeśli chodzi o krakowską „świętą wojnę”, nieciekawa sytuacja obu klubów stanowiła czynnik, który dodatkowo zwiększał rangę meczu. Wydawało się, że Wiślaków znów czeka zawód. Po 90 minutach chciało się powiedzieć : z dużej chmury mały deszcz, bo obie drużyny prezentowały się słabo i zanosiło się na bezbramkowy remis. Tym większa zapanowała euforia na ławce Wisły, kiedy w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Nourdin Boukhari strzelił zwycięską bramkę. Najlepszym komentarzem do całej sytuacji była wtedy wypowiedź Kazimierza Węgrzyna zaraz po decydującej bramce :” …za wcześnie podsumowałem, Boukhari’ego też krytykowałem, a proszę jak mi się odwdzięczył !” Trzy punkty powędrowały z ul. Kałuży na druga stronę Błoń. Słaby styl gry nie miały teraz dla podopiecznych Maaskanta najmniejszego znaczenia, bo jak głosi stare piłkarskie porzekadło : „Liczy się to, co w sieci”.
Tydzień później humory ludzi związanych z Wisłą jeszcze się poprawiły, bo krakowianie pokonali po raz drugi w tym roku warszawską Legię. Do poziomu dopingu fanów piłkarze dostosowali poziom swojej gry i Wisełka zaaplikowała Legii aż cztery bramki. Oglądając potem w telewizji powtórki i minę Macieja Skorży, można było spostrzec, że trener miał wyjątkowo źle zniósł swój powrót na stadion przy ul. Reymonta. Dla kibiców widok Skorży na ławce gości stanowił dodatkową atrakcję meczu, bo przecież jest to trener, pod którego wodzą „Biała Gwiazda” zdobywała puchary mistrzowskie. Zawsze będzie on pod Wawelem szanowany za to, czego dokonał, pracując w Wiśle.
Wygląda na to, że po zwycięstwach nad Cracovią i Legią drużyna nabrała pewności siebie. Miejmy nadzieję, że Wisła będzie kontynuować dobrą passę w 2011 roku. Składając kibicom, piłkarzom i wszystkim, związanym z Wisłą spóźnione życzenia noworoczne, chciałbym nieco cofnąć się w czasie i nawiązać do Wigilii. Co roku zgodnie z tradycją siadamy do stołów, kiedy na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazda. Fani Wisły nie muszą na nią czekać, bo na ich niebie „Biała gwiazda” świeci cały czas. Życzę więc Wam, aby w tym nowym roku gwiazda z Reymonta świeciła jeszcze mocniej, a jej blask przyćmił nie tylko Polskę, ale również całą piłkarską Europę.
O tym, co już było, czyli Wisła Kraków 2010
- Autor zablokował możliwość komentowania tego wpisu
Dariusz Faron
38 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 257
- Wpisów na blogu: 19
- Komentarzy: 32
- Miejsc na mapie: 2

