*

Wspomniena z MPK w tle

Dodane 2010-10-01 12.43, komentarzy 7 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: tramwaj konstal mpk rondo mogilskie

Każdy ma swoje wspomnienia. Im człowiek starszy, tym tych wspomnień więcej.
Z reguły pamiętamy te przyjemniejsze chwile, czy fragmenty życia – usuwamy z
pamięci momenty mniej miłe.
Ja oczywiście też mam wspomnienia z różnego okresu mojego życia. Chciałbym
dziś przywołać z pamięci obraz krakowskiego MPK. Od dziecka interesowałem
się tramwajami. Jazda tramwajem sprawiała mi przyjemność. Bywało nieraz i tak,
że wsiadałem do tramwaju tylko po to, aby przejechać się do pętli i spowrotem.
Może dlatego stosunkowo dobrze zapamiętałem „obraz” MPK z lat sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych.
Wychowałem się i dorosłem na Grzegórzkach, a ściśle w okolicach Ronda Mogilskiego, na Osiedlu Oficerskim. „Moimi” przystankami było oczywiście „Rondo Mogilskie” i „Cmentarz Rakowicki”, z tym że dużo częściej korzystałem z tego pierwszego.
W latach sześćdziesiątych Rondo Mogilskie było przystankiem przesiadkowym. Do
ronda dojeżdżały tramwaje:
nr 1 z Salwatora ( Kościuszki - Zwierzyniecka – Franciszkańska – Dominikańska –
Boh. Stalingradu – Wielopole – Grzegórzecka – Okopy –
Rondo Mogilskie)
nr 4 z Bronowic (18 stycznia – Karmelicka - 1go Maja – Basztowa – Lubicz –
Rondo Mogilskie))
nr 9 z Prokocimia (Wielicka – pl. Boh. Getta – Boh. Stalingradu – Wielopole –
Grzegórzecka – Okopy –Rondo Mogilskie)
nr10 z Łagiewnik (Zakopiańska – Wielicka – Mateczny – Pstrowskiego –
Krakowska – Gertrudy – Westerplatte – Lubicz – Rondo Mogilskie)
nr 17 z Cichego Kącika ( 3-go Maja - Manifestu Lipcowego – Straszewskiego – 1go
Maja – Basztowa – Lubicz – Rondo Mogilskie)
Z Ronda do Nowej Huty jeździły tylko dwa tramwaje o numerach:
5 do Walcowni ( Mogilska – al. Lenina – Ujastek – Mrozowa – Walcownia)
15 do Cementowni ( Mogilska – al. Lenina – Ujastek – Igołomska – Cementownia)
Poza tramwajami z Ronda startowały jeszcze dwie linie autobusowe:
128 do Olszy (Brodowicza – Pilotów – Młyńska – Olsza II)
113 na os. Ugorek (Brodowicza – Pilotów – Meissnera – os.Ugorek)
Autobusy miały przystanek na odcinku ul. Mogilskiej, który jest dziś zamknięty, a który był pierwotną ulicą Mogilską, wybudowaną w latach dwudziestych XX wieku.
O ile mnie pamięć nie myli, to na wymienionych liniach kursował różny tabor, ale z reguły były to wozy typu Konstal N. Jedynie na linii nr 9 jeździły wozy typu Sanok SN2. Dojeżdżały one ówcześnie do wysokości mniej więcej dzisiejszego skrętu na os. Kurdwanów. Nie było tam pętli, a po dojechaniu tramwaj zmieniał tor i kierunek jazdy.
Nie zatrzymuję się nad danymi tramwajów, bo można je znaleźć na wielu stronach, więc nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że przez długi czas drzwi zamykali(lub nie) pasażerowie. Dopiero później pojawiły się tramwaje z zasuwanymi drzwiami. Najpierw były to wagony motorowe a potem przyczepy.
Na pętlę przy cmentarzu Rakowickim dojeżdżały 3 linie:
nr 2 z Salwatora (Kościuszki – Zwierzyniecka – Franciszkańska – Dominikańska –
Westerplatte – Lubicz – Rakowicka – pętla)
nr 11 z Łagiewnik (Zakopiańska – Wadowicka – Mateczny – Pstrowskiego –
Limanowskiego – Wielicka – Pl. Boh. Getta – Boh. Stalingradu –
Wielopole – Grzegórzecka – Rondo Mogilskie – Lubicz –
Rakowicka – pętla)
nr 12 z Bronowic (18 Stycznia – Karmelicka – 1go Maja – Basztowa – Lubicz –
Rakowicka – pętla)
Przy podawaniu tras starałęm się używać nazw ulic ówcześnie obowiązujących, z tym, że
nie wszystkie nazwy pamiętam(np. ul. Limanowskiego).
Tramwaje „z miasta” zatrzymywały się na wewnętrznych lub zewnętrznym torze na Rondzie Mogilskim od strony ul. Mogilskiej. Tramwaje „z Huty” wysadzały ludzi tuż przed wjazdem na Rondo, robiły pętlę na Rondzie i zabierały pasażerów tuż za Rondem na ul. Mogilskiej. Pamiętam tłumy ludzi wysypujących się z tramwaju „z miasta” i biegnących do tramwaju w kierunku Nowej Huty. Ludzie musieli przebiegać przez jezdnię, na której nie było pasów, ale wtedy ruch samochodowy był dużo, dużo mniejszy.
Z uwagi na to, że tramwaje nie jeździły zbyt często lub „stadami”, to zdarzały się tzw. „winogrona”, czyli jazda na stopniach, zderzakach i gdzie się dało. Sam nieraz jechałem w takich warunkach. Miało to jedną dobrą stronę, a mianowicie nie trzeba było płacić za bilet, bo konduktor znajdował się wewnątrz tramwaju i dostać się do niego było nie sposób.
Apropos konduktorów. To był umundurowany jegomość, który miał swoje „stanowisko” usytuowane po prawej stronie wagonu, z tyłu i ustawione bokiem do kierunku jazdy. Wsiadało się wtedy tyłem i przesuwając się do przodu wagonu, gdzie było wyjście – musiało się przejść koło konduktora i kupić bilet. W wolnych chwilach konduktor chodził po wagonie i sprawdzał bilety a zawsze to on dawał sygnał do odjazdu pociągając za sznurek podczepiony do dzwonka. Sznurek ten
ciągnął się przez całą długość pojazdu. O ile pamiętam przodem mogły wsiąść tylko osoby z dziećmi do lat 4 oraz osoby starsze(emeryci) i inwalidzi. I, o dziwo, było to przestrzegane.
Jak wspomniałem „Konstale” miały początkowo drzwi otwierane przez pasażerów. Stwarzało to możliwość wskakiwania lub wyskakiwania z jadącego tramwaju. Było to o tyleż wygodne, co niebezpieczne. Wygodne, bo wysiadało się tam ,gdzie się miało ochotę, a niebezpieczne, bo łatwo można było się dostać pod koła tramwaju. Adrenalina jednak była i sam to nieraz praktykowałem.
W kolejnej części postaram się opisać inne ciekawostki związane z tramwajami.
Przy pisaniu nie korzystałem z żadnych tekstów ani innych pomocy. Mogą się więc
znajdować błędy merytoryczne, bo pamięć ludzka jest zawodna. Za ich poprawę będę wdzięczny.
Ponadto proponuję współpiszącym zamieszczanie wspomnień związanych z MPK w Krakowie. Proponowałbym jednak, aby wspomnienia obejmowały czas do roku 1990.

zgłoś nadużycie
Komentarze
obserwator51 obserwator51
Każdy miał swoje upodobania Dodane

Mieszkałem róg Mogilskiej, a Francesco Nullo od roku 1968 więc świetnie pamiętam stare Rondo Mogilskie i to, o czym napisałeś. Nie przywiązywałem uwagi do tramwajów tak jak Ty, ale też znalazłoby się kilka wspomnień. Oczywiście pamiętam wszystko o czym napisałeś, no może bez tych szczegółów, co i gdzie jeździło. Mnie utkwiły w głowie; ubikacja publiczna na Rondzie Mogilskim vis a vis, (wtedy baru mlecznego), którego nazwy już nie pamiętam, objazdowe wesołe miasteczko, które rozkładało się w miejscu, gdzie dziś stoi hotel Chopin oraz w późniejszym okresie, tuż obok miejskiego szaletu powstał murowany bar, który w nocy skradziono. Tak jak stał w jednym dniu, tak na drugi dzień pozostały jedynie fundamenty.
Jeśli chodzi o tramwaje, to jeździłem nimi i wyskakiwałem jak wielu ludzi. Miałem jednak jedną zasadę, zawsze robiłem to z ostatniego wagonu, tak aby nie dostać się pod koła. Kiedyś pod dworcem wsiadłem do tramwaju linii 4, a w kieszonce marynarki schowałem zaskrońca, którego znalazłem na Plantach, by zawieźć go do ogrodu botanicznego. W pewnym momencie zaskroniec wystawił głowę z kieszonki i było śmiesznie. Jak był ścisk na tylnym pomoście, tak nagle zrobiło się pusto, a wszyscy którzy stali z tyłu, ścisnęli się w samym środku. To jedyna taka humorystyczna przygoda związana z tramwajami. Fajnie tak powspominać stare dzieje.

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Oj fajny temacik..., sympatyczne wspomnienia Dodane

W tej okolicy była też pętla tramwajowa przy końcu ulicy Andrzeja Frycza-Modrzewskiego (obecnie trochę przebudowana i poszerzona ma jako patrona Aleksandra Lubomirskiego) blisko wyjść z peronów. Z tej pętli odjeżdżały tramwaje do Nowej Huty (np. na Wzgórza Krzesławickie).

Najstarsze tramwaje jakie pamiętam to (chyba) 4N i pochodne. Pamiętam, że spotykało się je jeszcze w latach osiemdziesiątych ub.w. obsługiwały np. linię numer 8. Dojeżdżałem takim do szkoły poligraficznej na Podwale. Ich charakterystyczne, dość donośnie, dzwonienie podobne było do dzwonka w szkole... więc często gdy tramwaj ruszał, z przystanku pod szkołą, podrywaliśmy się z ławek, wmawiając nauczycielowi że przecież był dzwonek... by za 10 minut tak samo się "zabawić".

Innym sympatycznym wspomnieniem z mojego dzieciństwa to miejsce dla konduktora a autobusach. Pamiętam je zwłaszcza z przegubowych jelczów obsługujących trasę 119. Miejsce to było również usytuowane przy ostatnich drzwiach bokiem do kierunku jazdy. Ja już konduktorów jako takich nie pamiętam, ale owe fotele i obok nich umieszczone niewielkie paneliki z kilkoma przyciskami dobrze pamiętam. Zawsze miałem sporo radochy, gdy udało mi się tam zasiąść.

We wczesnych latach siedemdziesiątych inne ceny biletów obowiązywały na tramwaj a inne na autobus. Tramwajowe kosztowały, długie lata 1 zł i były zadrukowane zielono. Autobusowe kosztowały 1,5 zł i miały zadruk szary z czerwoną ceną. Na drugiej stronie biletów był charakterystyczny diagramik (3 x 3 pola) w który powinny wchodzić dziurkacze kasowników.

I z innych krakowskich tramwajowych ciekawostek, to pamiętam budkę dla kierujących ruchem tramwajowym przy zbiegu ulic Dominikańskiej i św. Gertrudy (dawniej Ludwika Waryńskiego). W oszklonym kiosku na słupie siedział kierujący i zapalał światła odpowiednio kierując tramwaje. Tak mi się wydaje że takich budek było kilka... ale lokalizacji pozostałych nie pamiętam... może pod dworcem lub na placu Centralnym.

obserwator51 obserwator51
@Wojtek z Krakowa Dodane

Taka budka o jakiej wspomniałeś była również na Rondzie Mogilskim od strony ulicy Mogilskiej, a środkiem Ronda biegł chodnik, którym można było przejść przez środek od Mogilskiej do ulicy Lubicz. Często przechodziłem tamtędy do kina o nazwie "Dom Żołnierza", gdzie obecnie jest wybudowana Opera. Oj wspomnienia, wspomnienia.

Adam Adam
W roku 1968 się urodziłem, Dodane

właśnie niedaleko Ronda Mogilskiego.Co prawda,mieszkałem tam tylko rok (rodzice dostali mieszkanie),ale w kamienicy przy Mogilskiej została moja babcia,którą przez wiele lat odwiedzaliśmy.Pamiętam doskonale jak wtedy z Bronowic dojeżdżaliśmy,czwórka a dalej na piechotę.Po lewej stronie była restauracja "Europa",ruch tam był olbrzymi i nigdy nie zapomnę tego specyficznego zapachu unoszącego się w powietrzu,mieszanka dymu tytoniowego,niepasteryzowanego piwa i chyba, bigosu.

Adam Adam
W roku 1968 się urodziłem, Dodane

właśnie niedaleko Ronda Mogilskiego.Co prawda,mieszkałem tam tylko rok (rodzice dostali mieszkanie),ale w kamienicy przy Mogilskiej została moja babcia,którą przez wiele lat odwiedzaliśmy.Pamiętam doskonale jak wtedy z Bronowic dojeżdżaliśmy,czwórka a dalej na piechotę.Po lewej stronie była restauracja "Europa",ruch tam był olbrzymi i nigdy nie zapomnę tego specyficznego zapachu unoszącego się w powietrzu,mieszanka dymu tytoniowego,niepasteryzowanego piwa i chyba, bigosu.

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Ech, Europa... Dodane

Europa... mityczna knajpa, podobna była na rondzie kotlarskim a zwała się Nowa.
Ale obie pod względem kulturowym dalekie były do Europy... Bardziej pasowały by do nich nazwy np: Dalekowschodnia, Mongolska, Peryferyjna, Uśmiech Rosjanina...

obserwator51 obserwator51
Przywołaliście mi na myśl Dodane

Trzy Rybki, które mieściły się na Szczepańskiej, tuż przed Rynkiem Głównym. Podawali tam wspaniałą pizzę z sosem bolońskim, w którym były kawałki mięsa. Tam podawano najlepszą pizzę w mieście. Trochę wcześniej przy placu Szczepańskim, róg Szczepańskiej a Jagiellońskiej była restauracja Piccolo, w której z kolei podawano najlepszego w mieście kurczaka z rożna. Europa była mi doskonale znana, ponieważ mieszkałem prawie vis a vis tej restauracji. Nocą dało się słyszeć klientów w stanie nieważkości opuszczających ten sławny lokal, którzy prowadzili głośne rozmowy z taksówkarzami na postoju u zbiegu ulicy Grunwaldzkiej z Mogilską.

bd bd
Dzięki Panowie za wpisy Dodane

Przyznam, że się pośmiałem z Waszych anegdot tramwajowych. Na niektóre Wasze tematy odpowiem w kolejnych blogach; tu ograniczę się do tematów nie tramwajowych. Otóż "Europę" pamiętam równie doskonale, co tramwaje (Nową też). O Europie mówiliśmy, że "idę na kontynent". Na początku mojej pamięci Europa była porządną knajpą, ale potem mocno podupadła. A jak "źle" oddziaływał
ten lokal na młodzież przychodzącą do Domu Kultury, który znajdował się przy zbiegu Grunwaldzkiej i Mogilskiej!!! Swoją drogą to co jest teraz w lokalu MDK?
Jeśli chodzi o chodnik przez środek ronda, to faktycznie taki był i służył mnie i innym do celów "tramwajowych, ale o tym na blogu.
Z baru mlecznego "Przy Rondzie" korzystałem nieraz, zwłaszcza, gdy miałem kaca; szedłem tam wtedy na kefirek.
Fakt, że po drugiej stronie ulicy był szalet nie robiło na mnie
wrażenia.
Tak wesołe miasteczka rozkładały się tu gdzie dziś stoi "Chopin" i trochę dalej też, gdy ulica nie nazywała się Powstańców Warszawy a Okopy. Bo to i były prawdziwe okopy. Wybawiłem się tam nie raz jako brzdąc.
Dom Żołnierza to było najbliższe mi kino, a właściwie moloch
do którego wchodził batalion żołnierzy nieraz spędzony na jakiś zupełnie niedochodowy film prod. ZSRR. To była ujeżdżalnia koni CK Austrii, przerobiona na przybytek X Muzy.
Potężna sala z rzędami składanych drewnianych krzeseł.
Ale były grane tam i takie filmy, na które brakowało biletów. Mimo gabarytów kina.

Dodaj swój komentarz: