Nie będę tu opisywał historii Cypru, a jedynie wstawię link do źródła, w którym można się więcej dowiedzieć na ten temat.
WIKIPEDIA
To drugi dzień wycieczki wypożyczonym samochodem do północnej części Cypru, mieliśmy okazję zobaczyć część stolicy, która należy do Turcji. Na tureckiej granicy musieliśmy otrzymać wizy i bezwarunkowo posiadać paszporty, gdyż bez nich byłyby nici ze zwiedzania. Niestety nie zapuszczaliśmy się głęboko w miasto, gdyż upał dawał nam się we znaki. Poza tym ta część miasta jest mocno zaniedbana, a tuż przy samej granicy obowiązuje zakaz fotografowania. Stoją tam ruiny kamienic, osłonięte płachtami gęstego płótna, a na każdej płachcie znak z przekreślonym aparatem. Wchodząc w ten obszar czuliśmy się jak śledzeni, co zniechęcało do wędrówek po tym ciekawym mieście. Zaglądnęliśmy do kilku sklepów, w których ceny były znacznie niższe niż po stronie greckiej. Dzielnice jednak uboższe, a kamienice zaniedbane. Udało nam się odwiedzić zabytkowy dziedziniec, na którym był stragan z pamiątkami, zrobić kilka zdjęć w dozwolonej strefie, a nawet wstąpiliśmy do tureckiego meczetu Selimiye wybudowanego jako Katedra Św. Zofii w latach 1209-1228. Meczet ten był kilkakrotnie nawiedzany trzęsieniami ziemi, które przetrwał w bardzo dobrym stanie. Obecnie jest głównym meczetem na Cyprze Północnym, słynnym z odbywających się tutaj uroczystości muzułmańskich związanych ze świętem Bayram.
Obowiązkowy strój, jaki należy posiadać na sobie w trakcie zwiedzania świątyni, to spodnie zasłaniające kolana, jak również odzienie zasłaniające ramiona oraz dekolt u kobiet. Do środka wchodzi się boso, a obuwie zostawia przed świątynią. Świątynia wyłożona jest dywanami, a rolę klimatyzacji pełnią ustawione w różnych miejscach wentylatory. W środku wystrój jest zupełnie odmienny od kościoła katolickiego, co prezentuję na zdjęciach.
Ponieważ dotarcie do Nikozji trwało dość długo, nie pozostało nam wiele czasu na zwiedzanie i trzeba było wracać. Po drodze panie, jak to kobiety, musiały odwiedzić kilka sklepów z ciuchami, bo bez tego wycieczka byłaby stracona. Ja niestety musiałem kwitnąć pod sklepami w oczekiwaniu, aż wreszcie opuszczą salony, co niezwykle dawało mi się w krzyże. Po zaopatrzeniu się w stosowne ciuchy z uśmiechem na ustach, opuszczały sklepy lustrując okolicę, gdzie by tu jeszcze zaglądnąć. Ta wędrówka doprowadzała mnie do szewskiej pasji, gdyż każdy nowy sklep, to minimum pół godziny stania. Gdy już poczuły się usatysfakcjonowane, powróciliśmy do granicy, na której po stronie greckiej, przeglądnięto nam siatki, czy czasem wartość zakupionych po stronie tureckiej artykułów nie przekracza ustalonej normy. Dopuszczalny jest zakup artykułów na kwotę nieprzekraczającą 135 Euro, a zakupione rzeczy w tej kwocie nie mogą być produkcji tureckiej, gdyż czekałaby je konfiskata. To wymóg strony greckiej, bo tureccy celnicy nie zaglądali nawet do toreb. Na szczęście udało nam się wynieść zakupione towary i udaliśmy się na parking, gdzie zostawiliśmy samochód.
Późnym wieczorem, z małymi niespodziankami powróciliśmy do hotelu. Oznakowanie drogi powrotnej do Protaras, było podobne do naszego Górnego Śląska, gdzie człowiek kręci się w kółko, nie mogąc znaleźć odpowiedniego kierunku, by opuścić Śląsk. Jadąc drogą główną, dojechaliśmy do skrzyżowania, na którym były dwa kierunki w prawo oraz w lewo. Tablice informacyjne na wprost drogi, pokazywały dwa kierunki. Ten w prawo do Paralimni i ten w lewo też do Paralimni. Wszyscy razem wybuchnęliśmy śmiechem, bo takie oznakowanie kompletnie dezorientowało. W końcu udało nam się znaleźć prawidłową drogę, ale zajęło to sporo czasu. Gdy wróciliśmy do hotelu, byliśmy tak zmęczeni, że ratował nas tylko prysznic. Przepadła wliczona w koszt pobytu obiadokolacja, gdyż przyjechaliśmy piętnaście minut przed zamknięciem bufetu, ale skorzystaliśmy z hotelowej restauracji, w której zjedliśmy przekąski i udaliśmy się na spoczynek.
Tylko dwa dni korzystaliśmy z wypożyczonego samochodu, gdyż w ciągu tych dwóch dni zwiedziliśmy, co najciekawsze, najbliższe punkty wakacyjnych atrakcji i zupełnie to wystarczyło. Jedyny kierunek, który moglibyśmy zwiedzić, to Famagusta (wymarłe miasto), ale to niebezpieczny rejon i robienie zdjęć, mogłoby się skończyć fatalnie. Gdy odbywaliśmy rejs statkiem wzdłuż wybrzeża w kierunku tego miasta, nie byłem nawet w stanie zrobić zdjęć z oddali, gdyż statek niespodziewanie zawrócił. Z informacji zaczerpniętych od obsługi statku dowiedzieliśmy się, że bliższe podpłynięcie w ten rejon, zazwyczaj kończy się ostrzałem z broni maszynowej przez Turków. Grecy nie chcą prowokować Turków, więc nie zapuszczają się w te rejony ze względów bezpieczeństwa. Poza tym miasto to z tej odległości, do której się zbliżyliśmy, było słabo widoczne, więc nic nie byłoby widać na zdjęciach. Wytężając wzrok, widać było jednak z bardzo daleka opuszczone wieżowce pozbawione okien, w których straszyły czarne, prostokątne dziury.
Więcej o Famaguście można przeczytać w internecie. Nawet Google Earth, nie posiada wielu zdjęć z tamtego rejonu i choć miasto Famagusta istnieje, nikłe są informacje na jego temat.
Nikozja, podzielona stolica Cypru
- Nikt jeszcze nie skomentował
obserwator51
66 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 185
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134

