Gdy tylko świt, para ludzi w nie najmłodszym wieku wybrała się by popływać w morzu. Hotel jeszcze spał, a my skoro świt, już na plaży. Wchodząc do wody, nie było konieczności obmywania najbardziej wrażliwych punktów ciała, jako że morska woda miała taką temperaturę, że nie powstawał szok termiczny, ani nie powstawały na ciele ciarki. Czysta przyjemność wchodzić do wody, która nie odpycha, a wręcz zachęca do kąpieli. Gdy tylko ukazało się słońce, z miejsca czuć było jak praży. Po dwugodzinnej, porannej kąpieli, obowiązkowe płukanie ciała pod prysznicem i wędrówka do pokoju w strojach kąpielowych. Od 7:00 wydawano już śniadanie, które również było w systemie szwedzkiego stołu. Do wyboru, do koloru. Menu zawierało: jajka na twardo, sery, różne wędliny, grilowany bekon, mini parówki, kiełbaski, specjalnie pieczone ziemniaki, które wyglądały jak elementy dekoracyjne tortu (bardzo pyszne), jajka sadzone, małe naleśniki, świeże pieczywo, masło, kawa, mleko i można by tak wymieniać bez końca. Różnych dodatków do śniadaniowych posiłków, było chyba z trzydzieści w tym suszone morele, śliwki, rodzynki, orzechy włoskie, daktyle, figi, itp. Na deser kilka rodzajów soków, ciastka, serowce, torty, i pyszne słodkie bułeczki, ze trzy rodzaje, do których jako dodatek w głębokich salaterkach stało kilka gatunków marmolad i dżemów. Mówiąc szczerze, nie zdążyłem wszystkiego spróbować, tyle tego było. Czasem zastanawiałem się, co obsługa kuchni robi z tym, co pozostanie niezjedzone, ale nie miałem pomysłu. Pewnie podadzą na drugi dzień, by się nie zmarnowało. O samej kuchni można by napisać sporo treści, ale kogo to interesuje?
Po śniadaniu, znów wędrówka do pokoju, by przygotować się na rozkosze nadchodzącego dnia. Atrakcji wodnych było sporo, lecz też wszystkiego nie skosztowałem. Córka namówiła mnie na jedną z nich, na której mało nie wyzionąłem ducha. Nie wiedziałem, w co się pakuję i ochoczo powędrowałem przez mostek cumowniczy, gdyż byłem przekonany, że to, na co wykupiła bilety, to będzie rower wodny w kolorze żółtym. Były tam takie rowerki ze zjeżdżalnią do wody i ja myślałem, że taka atrakcja mnie czeka. Gdy dotarłem na miejsce, okazało się, że to nie rowerek wodny, tylko nadmuchiwany materac w kształcie sofy, który ciągnięty jest za pędzącą motorówką. Gdy dowiedziałem się, co mnie czeka, nogi się pode mną ugięły. Nie dość, że idąc po prostej drodze tracę oddech, to jeszcze szalony pomysł, by zasiąść w czymś takim, był dla mnie szokujący. Już na wstępie ogarnęła mnie panika, na samą myśl, że pojadę na tym materacu po falach. Na tej sofie zasiedliśmy wszyscy, czyli córka, jej mąż, mój wnuczek oraz ja. Ja byłem w środku. Chwyciłem się rączek, które zawierała sofa i motorówka ruszyła z kopyta. Z początku nic nie wskazywało na to, że poczuję się tak fatalnie. Sofa podskakiwała na falach, a wraz z nią my wszyscy. Tak jak na początku siedziałem z głową opartą o nadmuchany zagłówek, tak po pokonaniu ¾ drogi, leżałem jak trup na podłodze, a w płucach brakowało powietrza. Córka dała znak prowadzącemu motorówkę, by powrócił spokojnie do brzegu, gdyż moja facjata wyglądała podobno, jak u nieboszczyka. Blady, bez tchu wałek mięsa, który bezwładnie leżał na podłodze. Gdy opuszczałem sofę, robiłem to na czworakach, gdyż nie miałem siły się podnieść. W duchu myślałem sobie, ty stary i głupi capie, co ci wpadło do głowy, by zdecydować się na samobójczą podróż? Dziś jestem przekonany, że żadnej pływającej sofy w swoim życiu nie chcę widzieć na oczy.
Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwania i tak jak nieszczęsna sofa dała mi się we znaki dnia poprzedniego, zdecydowałem się w następnym dniu na lot w powietrzu na spadochronie, ciągniętym przez motorówkę. Muszę przyznać, że to mnie tak nie przerażało. Lęk pojawił się w chwili, gdy obsługujący łódź motorową Cypryjczyk, zapytał się ile ważę. Wstyd się przyznać, ale moja waga, to 122 kilo. Po powrocie z wakacji okazało się, że spadło mi dwa kilogramy. Jak posiedziałbym na Cyprze z rok, to pewnie do domu wróciłaby niteczka. :)) Waga jest niezbędna do określenia, jakiej uprzęży użyć by ta się nie urwała. Wyciągnął gdzieś ze schowka tuż pod siedzeniem specjalną dla mnie uprząż, którą założyłem a on tylko zapiął specjalne zapinki. Uprząż tworzyła krzesełko z metalowymi kółkami, by można mnie oraz męża córki podpiąć do parasola spadochronu. Była to podróż stereo, czyli we dwoje, na jednym spadochronie. Spadochron wyciąga pędząca motorówka na wysokość 200 metrów, skąd można obserwować całą panoramę miejscowości i okoliczne miejsca, aż po horyzont. Lęk ogarnął mnie w powietrzu, gdy uprząż zaczęła złowieszczo trzeszczeć. Chwyciłem się jednak powyżej uprzęży, na wypadek, gdyby oberwało się zapięcie. Wtedy odetchnąłem z ulgą. Mogłem podziwiać morze, które było przezroczyste aż do samego dna. Kolory jak na zdjęciach. Od błękitu, po ciemnoniebieskie głębiny. Tą przygodę przeżyłem bez zbytniego stresu, a widoki miałem wspaniałe. Otrzymałem nawet certyfikat wykonanego lotu, jako potwierdzenie, że lot na spadochronie odbyłem.
Po wykonanym locie, udaliśmy się do „okrąglaka”, który należał do hotelu. To taki barek z napojami i przekąskami, parę kroków od hotelowego basenu. Uwijało się w nim dwóch kelnerów, którzy serwowali posiłki oraz drinki i napoje bezalkoholowe. Mój ulubiony, czyli Shandy (czyt. Szandi), to piwo zmieszane z lemoniadą, Coca Cola z lodem lub coś kawowego, co nazywano Frape. Frape, to mieszanina kawy rozpuszczalnej z wodą, cukrem, mlekiem i lodem. Coś wspaniałego i tym zachwycały się kobiety. Sam osobiście piłem to tylko raz, gdyż przeszkadzała mi na tym wysoka piana. Co prawda piło się to przez rurkę, ale piana pozostawała do końca i była gorzka. Po spożyciu drinków i napojów, tradycyjnie udaliśmy się na basen, gdzie czekały na nas rozgrzane leżaki. Osobiście wolałem wskoczyć do wody i siedzieć tam do końca dnia, zanurzonym po szyję. Jedno, co mnie irytowało to godziny działania basenu. Basen czynny był od, 8:30 do 18:30, co było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Wtedy, kiedy człowiek miał nieodpartą chęć na kąpiel w osłoniętym od słońca basenie, basen zamykał swoje podwoje. Pozostawało morze, w którym ludzie kąpali się nawet w nocy. Tradycyjnie wieczorem udaliśmy się na obiadokolację, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć występy zespołu artystycznego z Cypru. Taniec ze szklankami, był chyba najciekawszym występem, dlatego umieszczam go na portalu.
Smutny fakt, jaki zaobserwowałem na Cyprze, to niesamowity śmietnik, jaki pozostawiali ludzie na plaży. I tak, jak woda w Morzu Śródziemnym była krystalicznie czysta, tak plaża wyglądała jak wysypisko w Baryczy. Człowiek, to chyba najbrudniejsze stworzenie świata, nie potrafi uszanować piękna natury i wszędzie musi pozostawić po sobie paskudny ślad. Pety, butelki po napojach, opakowania po słodyczach, puszki, wszystko to można było znaleźć na plaży. I przyjeżdża tam cały świat by wypocząć, zostawiając po sobie totalne śmietnisko. Przykro o tym pisać, ale spotkałem w morzu nawet zużytą podpaskę, która snuła się po dnie i to jest niezaprzeczalny fakt. Chciałoby się krzyknąć, ludzie opamiętajcie się, bo niedługo nie będzie gdzie wypocząć, a wody otaczające Cypr, stracą swoją klasę czystości. To samo na głównej ulicy miasta oraz w lokalnych fontannach. Wszędzie śmieci. Piękna i trudna do utrzymania w tych temperaturach cypryjska roślinność, kryła w sobie to, co wyrzucił człowiek. Wciąż pojawiało mi się w głowie pytanie, dlaczego? Turysto, przyjechałeś tu wypocząć i podziwiać piękno krajobrazu, to dlaczego chcesz upodobnić to miejsce do tego w którym mieszkasz?
Co rano po plaży jeździł specjalny samochód, który przesiewał piasek i równał powierzchnię, ale nie był w stanie sprzątnąć wszystkiego. Czy wyspa, którą zwą rajem, zasłużyła sobie na takie traktowanie? To niestety cena, jaką musi ponieść Cypr, za udostępnienie swoich miejsc wypoczynkowych, śmieciarzom całego świata. Smutne!
Cdn...
Próba popełnienia samobójstwa i inne atrakcje
obserwator51
32 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 184
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134


i tyle atrakcji.Będziesz miał co wspominać w zimowe wieczory.
A ludzie gnoją wszędzie,część przedstawicieli naszego gatunku uważa że skoro płaci podatki to ...