*

Dwanaście dni piekła

Dodane 2010-09-01 10.49, komentarzy 8 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: londyn cypr protaras wakacje

Podróż zaczęła się dnia 10.08.2010 roku, kiedy wyruszyliśmy w swoją życiową, wspaniałą podróż. Samolot firmy „Easy Jet”, Boeing 737, z krakowskiego lotniska w Balicach, przeniósł nas w czasie i wylądowaliśmy na lotnisku Londyn – Luton po około dwóch godzinach lotu. Tam czekała na nas córka z wnuczkiem, która mieszka w Londynie i zawiozła nas do swojego pięknego, nowego domu. Już na drugi dzień z samego rana, udaliśmy się na lotnisko Gatwick, skąd wyruszyliśmy samolotem Boeing 757, firmy „Thomas Cook” w swoją najpiękniejszą w życiu podróż. Po czterech godzinach lotu, znaleźliśmy się w raju, czyli na Cyprze, stawiając pierwsze urlopowe kroki na wyspie miłości w Larnace.

Po opuszczeniu budynku lotniska, gorący podmuch powietrza, wepchnął nas z powrotem do klimatyzowanej hali portu lotniczego. Upał dał się we znaki od samego początku. Szok termiczny był ogromny, jak dla nie najmłodszych już turystów. Temperatura w cieniu, przekraczała 35°C. Nietrudno sobie wyobrazić, jaka była w palącym słońcu, gdzie na termometrze brakowało skali. Na parkingu przed budynkiem stał rząd autobusów, a jeden z nich zawiózł nas do hotelu, który znajdował się w odległej o 60 kilometrów od lotniska, miejscowości Protaras. Po meldunku w recepcji, udaliśmy się windą na trzecie piętro, gdzie znajdował się przydzielony nam pokój. Widok z okna powalał na kolana. Przed budynkiem od strony morza, znajdował się basen, a kilkanaście metrów dalej plaża i czyściutkie morze. Balkon znajdował się od strony wschodniej i aby nic nie zakłócało bajecznego widoku, posiadał balustradę z podwójnie klejonego, grubego szkła. Po rozpakowaniu bagaży i włożeniu strojów kąpielowych, udaliśmy się na plażę, by wykorzystać każdą cenną chwilę na kąpiel w cieplutkim i czystym morzu. Temperatura powietrza 35°C, temperatura wody 29°C. Morze Śródziemne, które otacza wyspę zalicza się do zerowej klasy czystości, więc krystalicznie czysta woda nie była dla nas zaskoczeniem, ale bardzo miłym faktem. Morze jest tak zasolone, że ciężko w nim utonąć. Nawet nieumiejący pływać, mogli śmiało się w niej kąpać. Gdy wypłynąłem daleko od brzegu, gdzie nie dostawałem nogami do dna, morze samo wypychało mnie na powierzchnię. Gdy przyjmowałem pozycję pionową, nie musiałem nawet ruszać rękami i pływałem po wierzchu jak korek.

Schodząc, a raczej zbiegając z plaży, na której piasek palił w stopy, tuż za bramką oddzielającą teren publiczny od hotelu znajdował się kran z czystą wodą, pod którą trzeba było opłukać nogi, by nie wnosić piasku na teren basenu. Przy basenie stały prysznice, pod którymi obowiązkowo trzeba było opłukać ciało z soli, aby na ciele nie robiła się słona skorupa. Po tych zabiegach, można było dokończyć kąpieli w obszernym basenie, w którym woda przypominała gorącą zupę. Ważne jednak, że była mokra i dawała ukojenie od palącego słońca. Większość czasu spędziliśmy w wodzie, a o zachodzie słońca, przyszła kolej na wzajemne leczenie oparzeń. Człowiek nawet nie wiedział, że te kilka chwil, potrafi zamienić człowieka w zrumieniony skwarek.

Gdy już rany zostały opatrzone, udaliśmy się na obiadokolację. Tuż pod naszymi oknami, ustawione były stoły, na których spożywano posiłki. System szwedzkiego stołu, obowiązywał we wszystkie dni tygodnia, oprócz poniedziałku i piątku. W tych dniach posiłki były serwowane wg ustalonego menu. Wybór potraw z wystawionych, podgrzewanych brytfann, nie nastręczał problemu i każdy mógł sobie wybrać to, na co akurat miał ochotę. Było tam wszystko, czym dysponuje ziemia Cypryjska. Oprócz gorących posiłków, była cała gama owoców na deser, sałatek warzywnych, z owoców morza, jak również ciast, musów, lodów i ciasteczek. Do każdego posiłku obowiązkowo czysta woda, lub napój o nazwie Szandi, który składał się z pół na pół zmieszanego piwa ze Spritem. Żyć nie umierać. Przy każdej obiadokolacji występował jakiś artysta, lub ich grupa. Począwszy od pani, która piłowała skrzypce, poprzez pianistę polskiego pochodzenia, saksofonistę oraz zespoły regionalne, które prezentowały swoje tańce i sztukę ludową. Po kolacji spacer po centralnej ulicy Protaras, na której było tłoczniej, niż na Szewskiej w niedzielę. Sklepy otwarte do godziny 23:00, więc resztę dnia spędziliśmy na wędrówce po sklepach z pamiątkami. Z wielką chęcią zaglądaliśmy do każdego sklepu, ale nie z ciekawości, jakie są w nim towary, a jedynie dla ochłody, bo prawie w każdym była klimatyzacja. O godzinie 21:00 temperatura na hotelowym termometrze nie schodziła poniżej 30°C.


Pomimo słonecznych oparzeń, noc minęła spokojnie. Na szczęście zabraliśmy ze sobą Pantenol na oparzenia słoneczne oraz Apap noc, który łagodził piekący ból. Kolejny dzień przyniósł nowe rozrywki, o czym napiszę wkrótce.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Piszesz "dwanaście dni piekła" Dodane

Piszesz "dwanaście dni piekła" a na zdjęciach "raj" prezentujesz...

obserwator51 obserwator51
@Wojtek z Krakowa Dodane

Raj rajem, ale różnica temperatur w Londynie, czy nawet obecnie w Krakowie jest tak kolosalna, że ten gorąc na Cyprze, to piekło w raju. Z człowieka pot cieknie strumieniami. Tam jest naprawdę gorąco. Dobrze, że wziąłem ze sobą tetrową pieluchę, którą wciąż moczyłem w wodzie, bo inaczej to bym się tam usmażył. :)))

Livia - Anna Kowalska Livia - Anna Kowalska
Katastrofa? Dodane

Zdjęcia bajeczne, błękit aż w oczy razi :) A z ciekawości zapytam, co było nie tak z tą sofą?

skoczek skoczek
Świetne Dodane

Kapitalne fotki ..chyba najlepsze które mi się podoba to, zdjęcie chłopca skaczącego do wody.:-)

obserwator51 obserwator51
Dzięki za komentarze Dodane

O sofie i innych przygodach wkrótce.

obserwator51 obserwator51
WOW!! Dodane

Muszę powiedzieć,że szczęściarz z ciebie,bo też z miłą chęcia wybrałabym się w tak piękne miejsce, a co do chłopca skaczącego do wody to czego on się tak przestraszył,że aż mu włosy dęba stanęły??? ;))

Realistka XXI w :))) Realistka XXI w :)))
WOW!! Dodane

Muszę powiedzieć,że szczęściarz z ciebie,bo też z miłą chęcią wybrałabym się w tak piękne miejsce, a co do chłopca skaczącego do wody to czego on się tak przestraszył,że aż mu włosy dęba stanęły??? ;))

obserwator51 obserwator51
@RealistkaXXI w. Dodane

To był jedyny tak piękny wyjazd z moją żoną i więcej już się nie powtórzy. To prezent od córki, która mieszka w Anglii z okazji 28 rocznicy naszego małżeństwa. Zdjęcie wnuka skaczącego do wody zarejestrowałem w systemie poklatkowym, więc zarejestrował włosy smagane podmuchem wiatru, przy skoku ze statku do wody. Mam więcej takich zdjęć, ale nie ma sensu zamieszczać wszystkich. :))
Pozdrawiam

Dodaj swój komentarz: