Pierwszy wpis powinien być wprowadzający, informująco-opisujący. I ten taki miał być. Chciałam podzielić się swoimi refleksjami na temat Nowej Huty. A potem wróciłam z zakupów, a właściwie nieudanego polowania i mój aktualny dylemat jest ważniejszy niż jakieś tam grafomańskie refleksje.
Nowa Huta...
...uważana, za królestwo kiczu (różowe spódniczki, białe kozaczki i złote świecidełka) i sportu (dresiki, adidaski...).
Tak, to tu, można usłyszeć od sympatycznych wysportowanych (a przynajmniej ubranych w dresiki) chłopców, czy ma się jakiś problem. To tu policyjne patrole pieszo nigdy nie chodzą. A jednak nikt się tu nie SPINA! A przynajmniej nie wsuwa...
Szukałam wsuwek. No może trochę wymagająca jestem, nie chciałam zwykłych drucików, które się chowa pod kokiem, ale takie ozdobne, złote, najlepiej z kamyczkami (też mi się zachciało...). No to z uśmiechem na twarzy poszłam do pobliskiego KIOSKU. Zawsze mi się wydawało, że właśnie tam takie rzeczy można dostać - przecież w kioskach kupowałam swoje 140 czarnych sztuk. Wsuwek brak, we wszystkich 4 okolicznych kioskach! W jednym pan miał, ale niestety zwykłe czarne. W drugim inny pan radośnie pokazał mi...spinki z Hello Kitty :).
No nic, jak nie w kiosku, to poszukam w miejscach grubszego kalibru - sklepy. Mają tony frotek, kilkanaście rodzajów spinek i szczotek, wsuwek brak...
Bądźmy zatem profesjonalni, pomyślałam i udałam się do sklepu opatrzonego szyldem: kosmetyki, akcesoria do makijażu i włosów. Wsuwki owszem są, nawet sporo - z jabłuszkami, kokardkami, serduszkami, kamyczkami; zielone, żółte, niebieskie, różowe, czarne, srebrne, tęczowe...złotych wsuwek brak...
Poszłam na rynek, znaczy się plac targowy. Kilka sklepów z pierdółkami, w tym akcesoriami do włosów i zgadnijcie co...złotych wsuwek brak.
Koniec końców, Nowa Huto, miłości moja...jadę po wsuwki do Carrefoura w CZYŻYNACH.
Nowa Huta się nie spina, czyli o poszukiwaniu spinek do włosów...
- Nikt jeszcze nie skomentował

