*

Bombardiery formuły pierwszej

Dodane 2010-06-08 16.51, komentarzy 10 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: bombardier szybkość wypadek niepełnosprawni kraków

Dawno już nic nie napisałem, więc czas najwyższy skrobnąć klika linijek. Zauważyłem, że beze mnie portal sobie świetnie radzi, ale jakoś cicho i tęskno do zgryźliwych komentarzy. Byłem dziś świadkiem zdarzenia, które muszę opisać, bo być może, jakiś motorniczy to przeczyta. Stałem na pierwszym przystanku od kurdwanowskiej pętli i czekałem na tramwaj linii sześć, który z wyświetleń na tablicy, dawno już powinien odjechać. Migały na nim strzałki, informujące, że tramwaj już pojechał, ale jeszcze go nie było na przystanku. Gdy się wreszcie zjawił, wsiedli do niego ludzie, a motorniczy ponaglał wsiadających dzwonkiem.

W pierwsze drzwi Bombardiera, wjechał wózek inwalidzki, prowadzony przez starszego mężczyznę, a w wózku siedziała niepełnosprawna kobieta w wieku około 25-30 lat. Starszy pan ustawił wózek w miejscu do tego przeznaczonym, bokiem do kierunku jazdy, a plecami siedzącej do szyby i zabezpieczył wózek przed swobodnym turlaniem się po podłodze, po czym poszedł do kasownika, by skasować bilety. Motorniczy tak się spieszył z odjazdem, że wcisnął pedał gazu na full i ruszyliśmy z kopyta.

Nie wiem, czy miał cegłę przywiązaną do buta, czy też ołowiane podeszwy, ale tramwaj tak mocno wystartował, że wózek inwalidzki wraz z pasażerem runął bokiem na podłogę. Kobieta długo się zbierała z podłogi i nie życzyła sobie żadnej pomocy pasażerów, choć z krzeseł zerwało się kilka osób. By wstać, musiała z pozycji bocznej uklęknąć na kolanach, by potem wywindować się na fotel wózka.

Wiem, że jest ciepło i motorniczym się nie spieszy z pętli na przystanek, na który powinni podjechać przynajmniej dwie minuty przed odjazdem. Niestety tak nie jest. Czy to zima, czy lato, oni mają czas i nigdzie im się nie śpieszy. Nie na tym miała polegać funkcja szybkiego tramwaju, którym nas uraczono. Tam, gdzie można przyspieszyć, ciągną się wozy tramwajowe niczym tabor cygański i nie ma siły, by szybko dotrzeć do miasta.

Panowie motorniczy, Wy wozicie ludzi, a nie ziemniaki i czas to najwyższy zrozumieć.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Adam Adam
To nie nowość,nie pierwszy taki przypadek Dodane

Kilka dni temu,o 5-tej z minutami,wsiadałem do tramwaju na Piaskach Nowych.Do tegoż pojazdu z wielkim trudem,korzystając z pierwszych drzwi,wszedł mężczyzna o kulach.Nie zdążył nawet zająć miejsca gdy tramwaj ruszył z impetem.Inwalida wylądował na podłodze i tylko pomoc pasażerów spowodowała że w tej horyzontalnej pozycji nie odbył całej podróży.Zaznaczam gdyż siedziałem obok i dokładnie widziałem że niemożliwym było niezauważenie pasażera z ruchowymi problemami przez motorniczego.Wyglądało to na czystą złośliwość.

obserwator51 obserwator51
@Adam Dodane

Wiem, że to nie nowość i często można się spotkać z chamstwem, grubiaństwem i znieczulicą wśród pracowników MPK, bo wcześniej też byłem świadkiem podobnego zdarzenia. Na pętli w Borku Fałęckim, ruszający autobus linii 244, choć miał doskonałe pole widzenia jezdni przed sobą, zahamował tak gwałtownie, że z pierwszego fotela za kierowcą spadła kobieta, uderzając głową w obudowę tablicy rozdzielczej obok kierowcy. Nie usłyszała przy tym nawet zwykłego słowa przepraszam. Stałem na końcu autobusu i dokładnie widziałem, że z lewej strony nadjeżdżał samochód dostawczy, którego nie zauważył kierowca. O czym myślał, nie wiem, ale z pewnością się zagapił i spojrzał nie w tą stronę, w którą powinien.
To nie jedyne przewinienia kierowców komunikacji miejskiej, tak autobusów, jak i tramwajów. Podczas jazdy potrafią gadać przez telefony komórkowe, jak również pić i jeść podczas jazdy, co jest kategorycznie zabronione. Nie zdążyłem wyciągnąć aparatu, by zrobić zdjęcie kierowcy, który pił wodę mineralną z dwulitrowej butli podczas jazdy, a widziałem go z okna tramwaju, kiedy się mijaliśmy. Gdybym przewidział, że tak będzie, miałbym niezbity dowód na to, jak kierowcy wioząc pasażerów, łamią zasady bezpieczeństwa.

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
Na nocnych liniach jest znacznie weselej... Dodane

Na ogół nie korzystałem, z nocnych połączeń bo wolę rower... ale czasami powracałem linią 609. Na te powiedzmy kilkadziesiąt razy, gdy musiałem powrócić z Centralnej do śródmieścia to:
Właściwie zawsze kierowcy palili podczas jazdy...
Tylko raz kierowca wydał i skasował mi bilet (pieniądze pobierali zawsze)...
Natomiast co do np. punktualności to w ogóle, trudno tu mówić o jakimkolwiek rozkładzie jazdy. By się załapać to na wszelki wypadek należało być 15 min przed czasem... bo to był nocny ekspres... i jechał szybko i przed czasem.

k4cper k4cper
no niestety.. Dodane

W nocnych to bardzo często się zdarza, że autobusy przyjeżdżają 5 minut przed czasem i od razu odjeżdżają.
Ale zdarza mi się to też czasem w linii 152 przy ostatnich kursach wieczornych.. Niektórym kierowcom chyba się bardzo spieszy do domu pod koniec roboty i pędzą mając za nic rozkład. A człowiek, który dotarł punktualnie na przystanek musi czekać nie wiadomo ile czasu na linię nocną, albo wracać na piechotę.

szut szut
mpk Dodane

Obserwatorze, nie jestem pewny, czy w bombardierach jest "pedał gazu" - sterowanie równie dobrze może być "dżojstikiem" ;) W kabinie tramwaju bombardiera nie byłem, od razu zastrzegam, że nie wiem jak to jest rozwiązane ;)
Wracając wieczornymi tramwajami często mam wrażenie, że wśród motorniczych panuje współzawodnictwo w dyscyplinie "rzut pasażerem do celu". Często aby nie upaść przed hamowaniem na prszystanku trzeba się mocno chwycić "poręczy lub uchwytów", a i tak tramwaj prawie wyrywa rękę.
Rano wyjeżdżam do centrum zwykle ok. 6, też często się zdarza, że tramwaj dociera na ten przystanek dopiero w ostatniech chwili.
Co do popijania wody w czasie pracy, to niebyłbym tutaj aż tak rygorystyczny - przecież teraz są silne upały.

obserwator51 obserwator51
@szut Dodane

Ja byłbym rygorystyczny w sprawie popijania wody. To można robić na przystanku, kiedy autobus się zatrzyma, a nie podczas jazdy i to z pasażerami. Odległość od przystanku do przystanku, to zaledwie kilkaset metrów, a woda to nie paliwo i z pewnością kierowca dojedzie. Dwulitrowa butelka przed nosem kierowcy ograniczająca widzialność, ręka trzymająca butelkę, a nie kierownicę lub przypadkowe zachłyśnięcie, może doprowadzić do tragedii. A gdyby tak zdarzył się wystrzał przedniej opony, to nawet wspomaganie kierownicy nic nie pomoże? Gdy prowadziłem autobus, pracując jeszcze w MPK, miałem taki wystrzał na Zakopiańskiej i cudem tylko uniknąłem wypadku, ale miałem wtedy obie ręce wolne. Tak się składa, że kierowca, którego widziałem, spożywał wodę jeszcze wtedy, kiedy nie było upałów, czyli z miesiąc temu. Odnośnie tego, czy w Bombardierach jest pedał gazu, czy nie, nie ma to żadnego znaczenia. Czymś przyspieszają i czymś hamują i obojętne, co by to nie było, skutek jest nam wiadomy. Ostatnio bardzo często jest tak, że tramwaje stoją długo na pętli i podjeżdżają w ostatniej chwili, kiedy strzałki na informatorze już mrugają, że tramwaj odjechał. Ostatnio wg tablicy świetlnej przy pętli, pojechały aż trzy tramwaje, "50, 7, 24", choć na przystanek żaden jeszcze nie podjechał. Siódemka miała czas odjazdu 13:54, a podjechała na przystanek dopiero 14:05. Motorniczy podjechał na pierwszy przystanek, otworzył drzwi i dzwonkiem poganiał wsiadających, by się pośpieszyli. Kogo oni wożą, ludzi czy bydło? Nawet bydło zasługuje na odrobinę szacunku. :))

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
To ja Wam opowiem opowieść o zaspanej tramwajarce Dodane

Czasami też, właśnie dlatego, że uciekł mi nocny, jadący przed czasem, autobus wracałem z Centralnej do śródmieścia pierwszymi tramwajami.
Ze trzy razy trafiłem na taki samą przygodę...
Tramwaj prowadziła pani, sympatyczna korpulentna blondynka... Po pierwsze zawsze stawała pomiędzy przystankami na al. Pokoju, a mąż (w każdym razie jakiś pan), czekający na torowisku podawał jej pakunek ze śniadaniem. Następnie Pani zamiast skręcić na rondzie Kotlarskim (zwanym nie wiadomo czemu Grzegórzeckim) jechała na wprost... by zatrzymać się na środku ronda, cofać i dopiero prawidłowo pojechać w Powstańców. Następnie, zapominała stawać na pierwszym przystanku na rondzie Mogilskim (to było jeszcze przed przebudową ronda) i zatrzymywała się dopiero przy skręcie w Lubicz... oczywiście ludzie przebiegali na skróty rondo i po dobiegnięciu robili jej awantury.. Pani spokojnie tłumaczyła że zaspała. Następny numer robiła pod Bagatelą (ja wysiadałem, ale cyrk widziałem) zamiast skręcić w Karmelicką jechała na wprost w Podwale... znowu cofała i dopiero naprowadzała tramwaj na odpowiedni kurs...
Przynajmniej trzy razy przerabiałem tą samą szopkę. Dobrze że był to wczesny ranek, i takie cofanie na rondzie czy skrzyżowaniu było możliwe... ale nie wyobrażam sobie takiego cyrku w godzinach szczytu.

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
A teraz opowieść o olkuskim PKS Dodane

Zaznaczam na wstępie, że opowieść jest gdzieś tak z przed 15 lat, więc nie można jej traktować jako coś bieżącego, bo do tej pory mogło się wiele na korzyść (mam nadzieję) zmienić.
Pewna moja znajoma pracowała przy obsłudze ruchu turystycznego w okolicach Jaskini Wierzchowskiej i zawsze po skończonej pracy wracała ostatnim autobusem PKS do Krakowa.
Pewnego dnia czekała, czekała... w końcu nie było na co czekać wróciła do domu okazją. Oczywiście zadzwoniła do dyspozytora PKS z pytaniem czemu nie było ostatniego kursu. I tu nastąpiła odpowiedź, która nas wszystkich zaskoczyła. Otóż kursu nie było...
Bo kierowca, poprzedniego dnia odrobił go jadąc dodatkowo po ostatnim kursie...

Wojtek z Krakowa Wojtek z Krakowa
A teraz coś dla osłody, żeby pokazac że nie zawsze jest tak źle. Dodane

Wracałem kiedyś z al. 29 Listopada autobusem jadącym na Kleparz. Na ul. prądnickiej przy skrzyżowaniu z Fieldorfa-Nila, gdy autobus miał zielone, a piesi czerwone wjechała prosto pod koła jakaś kobietka na rowerze. Kierowca ostro zahamował... Rowerzystce nic się nie stało (choć brakowało jedynie kilkunastu centymetrów by była "marmolada") Natomiast w autobusie, jak to najczęściej bywa naród zmienił orientację z pionowej na poziomą. I tu spodobała mi się reakcja kierowcy, od razu pomógł się ludziom pozbierać, wielokrotnie pytał, czy nie życzą sobie wezwania karetki, czy nie potrzeba chociażby użyć apteczki. Potem natychmiast o zaistniałej sytuacji, powiadomił przez radio dyżurnego ruchu.
A ludzie jak to ludzie... zamiast pomóc innym pozbierać się, głośno gadali że "kierowca nie umie jeździć i hamuje z fantazją". No cóż wiem że kierowca ma odpowiadać za pasażerów, ale myślę, że większość myślących... również odruchowo ostro by zahamowała. Mimo że wesołej pani na czerwonym składaczku, przydała by się lekcja...

szut szut
mpk... pks... Dodane

To chyba nie doczytalem, ze popijal wode w trakcie prowadzenia, odruchowo skojarzylem jako oczywiste, ze to na przystanku bylo.
Opowieśc o kierowcy, co kurs odrobil dzien wczesniej - piekna :DDD

Na tym przystanku tramwajowym na Kurdwanowie to bardziej niz wyswietlacze i jezdzace poza rozkladem tramwaje (i tak jade, tym, co pierwsze przyjedzie) przeszkadzaja mi 2 kioski i betonowa polkolista scianka na plakaty. te wszystkie cuda 'malej architektury" skutecznie zaslaniaja przystanek, zeby przypadkiem nie bylo wiadomo, czy warto biec do tramwaju...

Dodaj swój komentarz: