Tekst ten jest odpowiedzią na pytanie zawarte w felietonie laku82 pt. „Czy Kraków ma klimat na rower?”
Moja przygoda z codzienną jazdą rowerem zaczęła się około 25 lat temu wraz z podjęciem pracy która kończyła się w godzinach, gdy już na komunikację miejska nie bardzo można było liczyć. Piechotą, może nie było najdalej, ale takie spacery nocą po Krakowie, mogły się różnie skończyć, dlatego wybór padł na rower.
Przez wiele lat jeździłem z Błoń na al. Pokoju, następnie przez wiele lat z ul. Rynku Głównego na ul. Centralną, Nie są to trasy długie, bo pierwsza to ok 4 km, druga równe 7 km, ale dzięki temu iż jeździłem codziennie, i w słońcu i w śniegu, mam pewne doświadczenie.
Śmieszy mnie pogląd, że rower jest pojazdem sezonowym. Oczywiście gdy, traktujemy go wyłącznie do spacerów, to na pewno słuszne jest stwierdzenie że w lecie jest przyjemniej,
ale rozumiem że rozważamy sytuację wykorzystania roweru jako codziennego alternatywnego środka transportu miejskiego.
Po tych ponad 25 latach dojazdów, nie uważam się za eksperta, ale również mogę przedstawić moje zdanie, rozwiać pewne wątpliwości i ukazać pewne sprawy w świetle moich doświadczeń.
I. Pory roku i opady
Mimo że najprzyjemniej jeździ się ciepłą letnią porą, to nie widzę żadnych przeciwwskazań przed jazdą całoroczną. Wiele moich znajomych widząc mnie zimowa porą na rowerze mówiło „teraz jest za zimno na rower, będziesz chory”... Co znaczy więc „za zimno”? Czy można określić jakąś konkretną temperaturę, poniżej której było by „za zimno”. Otóż nie ponieważ jeśli juz musimy wyjść z domu to czy na rowerze, czy w drodze na przystanek, czy do sklepu jesteśmy dokładnie takim samym kontakcie z temperaturą. Natomiast stojąc na przystanku mamy dużo większą szansę przemarznięcia bo się nie ruszamy. A gdy juz przyjedzie nasz tramwaj czy autobus, w którym panuje temperatura około 18 stopni Celsjusza, to co rozbierzemy się i odwiesimy ciepła odzież... Nie stoimy, w cieple, po czym znów wychodzimy na zimno... To właśnie może być częściej przyczyna chorób niż jazda na rowerze. Każdy kto jeździł w minusowych temperaturach, wie że tylko kilka pierwszych minut odczuwamy zimno, które dzięki pracy mięśni szybko znika.
Inny problem to opady śniegu. Oczywiście że śnieg utrudnia poruszanie się, ale naprawdę niewiele. Chyba że ktoś próbuje jazdy po śniegu na wąziutkich oponach wyczynowych rowerów szosowych, bo wtedy na pewno będzie się ślizgać. Natomiast każde inne byle nie „łyse” są zupełnie wystarczające. Na pewno w śniegu lepiej sprawdzają się różne opony terenowe, bo zawsze większa ich powierzchnia zapewni lepszy kontakt. Rowerzyści posiadający przerzutki też będą w lepszej sytuacji bo mogą mieć większy wpływ na uzyskanie prawidłowego momentu obrotowego koła tak by zapobiec ślizganiu koła w śniegu.
Dla mnie śnieg stanowił jedynie problem gdy poruszałem się po głębszych koleinach będących śladem aut, wtedy gdy takowe były zamarznięte i tworzyły „szyny” z których trudno było bezpiecznie wyjechać. Drugim problemem związanym ze śniegiem jest prozaiczne „upapranie i oblepienie” roweru, co może być kłopotliwe gdy wjeżdżamy nim np. do czystego korytarza zakładu pracy, uczelni, bądź domu. Nie zawsze się dało rower „otrzepać” na tyle by w miejscu postoju nie zrobić kałuży.
Zimą dla rowerzysty dużo bardziej niebezpieczny niż śnieg i mróz jest lód ukryty pod cienką warstwą śniegu.
Natomiast jazda w dużych opadach śniegu nie jest może przyjemna, ale dużo bardziej
„upierdliwą” czynnością jest jazda w deszczu. Deszcze w naszej części Europy występują od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Ale najbardziej mało sympatyczne są nagłe niespodziewane ulewy lub burze. Bo o ile w czasie spokojnego deszczu można śmiało jechać to podczas ulewy woda spływająca po twarzy, lub okularach, znacznie ogranicza widoczność.
Jazda staje się również bardzo nieprzyjemna z powodu iż deszcz moczy nas od góry, samochody z boku, a nasz własny pojazd pryska na nas z pod obu kół. Zwłaszcza że pobocze lub jezdnia w jego pobliżu to najczęściej pasmo dziur... czyl wielkie rozlewiska kałuż. Dodatkowym problemem jest częste nieprawidłowe działanie hamulców... zwłaszcza tych które za pomocą gumowych klocków napierają na obręcz koła. Woda pomiędzy powierzchnią klocka a obręczą powoduje że hamulec nie jest w stanie działać prawidłowo, gdy nagle ostro zahamujemy. Prostym na to lekarstwem mogą być częste lekkie zaciskanie hamulców celem osuszenia powierzchni obręczy i klocków.
Inny oczywiście problem to mokre ubranie, a każdy kto musiał w dużym deszczu przejechać choćby tylko kilometr, wie że nie ma takich pelerynek, goretexów, czy innych wynalazków by dojechać sucho. Po prostu po dojechaniu musimy się przebrać.
Tak więc, chciałem tu pokazać, że nie zimno, nie śnieg lecz zwykła ulewa, może nas bardziej zaskoczyć i spowodować większe problemy mimo że to będzie lato, a więc „odpowiednia pora na rower”.
II. Utrzymanie dróg... a zwłaszcza ścieżek rowerowych.
No cóż u nas drogowcy są zawsze zaskoczeni tym że zimie może spaść śnieg, a na jesieni liście z drzew. O ile jeszcze nigdy nie widziałem odśnieżonej drogi rowerowej, a dziwne bo prawo nic nie mówi by to była droga sezonowa, to wkurza mnie sposób odśnieżania lub zamiatania kontrapasu np. na ul. Kopernika. Owszem nieraz widziałem że służby drogowe przejeżdżają tam w zimie pługiem a jesienną pora zamiatarką. Ale cóż nawet jak przejadą całą trasę zgodnie z kierunkiem kontrapasa, a więc pod prąd ulicy to... muszą ominąć w kilu miejscach wysepki a jest ich chyba cztery (przy Radziwiłłowskiej, Strzeleckiej, Botanicznej i na końcu prostego odcinka Kopernika ). We wszystkich tych miejscach taka np. zamiatarka lub pług tworzą wał śniegu lub liści i śmieci w zależności od pory roku.
No chyba to jest coś nie tak, jeśli się buduje drogi rowerowe, to musi się mieć pojazdy dostosowane do ich odśnieżania. Bo to powinno być tak jak ze strażakami, w mieście pojawiają się coraz wyższe obiekty a straż ma coraz wyższe podnośniki bo mogą być potrzebne.
III. Infrastruktura czyli ścieżki jako takie...
Mimo że co roku coś tam się dobudowuje... i niby przybywa nam dróg dla rowerów, to jest to kropla w morzu potrzeb. Dodatkowo te którymi miasto się może pochwalić ze względu na długość i w miarę bezkolizyjny przebieg... to ścieżki rekreacyjne (do Tyńca, z Dąbia na Salwator). Jest brak ścieżek w miejscach pomiędzy centrum, uczelniami, a peryferyjnymi osiedlami. A to właśnie na takich trasach były by potrzebne.
IV. Ścieżki rowerowe jako dodatkowe miejsca parkingowe
To temat rzeka... ale jeżeli Straż Miejska będzie dalej bezkarnie traktować parkujących na ścieżkach rowerowych i kontrapasach to nigdy nie będzie lepiej. Albowiem brak karania jest wręcz przyzwoleniem dla innych. Jest wiele dróg przeznaczonych dla rowerzystów, które stały się wiecznymi parkingami, a nigdy tam nie widziałem założonej blokady.
Są też ścieżki rowerowe, które stały się chodnikiem, bo pobliski chodnik stał się nielegalnym parkingiem.
V. Kultura i znajomość zasad ruchu
No cóż w każdym stadzie są czarne owce. Tak jak wśród kierowców i pieszych, tak i wśród rowerzystów można spotkać osoby mające pozostałych „poniżej miejsca gdzie kończą się plecy”.
Wkurzają mnie rowerzyści jadący kontrapasem pod prąd kontrapasu zamiast obok jezdnią. Ale jako kierowca rozumiem też wściekłość kierowców na przeskakujące nagle przez jezdnię rowery. Na rowerzystów, którzy nawet „odblasków” nie maja, o jakimś oświetleniu nie mówiąc. Z jeszcze innej strony również rozumiem pieszych którzy czują się zagrożeni rowerami pędzącymi (czasem naprawdę szybko) po chodnikach, a zwłaszcza gdy pędzą przez place zabaw.
Ale denerwują mnie spacerujący ścieżką rowerową, gdy metr dalej maja szeroki chodnik, bezmyślne mamusie uczące swe pociechy stawiać pierwsze kroczki właśnie na drodze dla rowerów, spacerujący z psami na długich prawie niewidocznych linkach tak że „pan” po jednej stronie, pies po przeciwnej... a środkiem ścieżki smycz. Ogólnie mówiąc brak jest poszanowania praw innych użytkowników dróg, ścieżek rowerowych i chodników.
VI. Szybki dojazd
Wbrew pozorom, nawet spokojną jazdą poniżej 20 km/h możemy na terenie miasta dużo szybciej dojechać do wyznaczonego punktu niż zbiorową komunikacją lub samochodem. Np. ja do pracy: ok. 5 min - droga na przystanek, 30 min (jeśli nie ma korków) - dojazd tramwajem, 10 min - dojście z przystanku do pracy. Natomiast rowerem mieściłem się zawsze poniżej 30 min (no chyba że było bardzo ślisko, to wtedy o parę minut dłużej).
VII. No pamiętajmy: ruch to zdrowie
Wiem, że większość traktuje to jako pusty frazes. Lecz to co zrobimy dla własnego serca jest bezcenne. Takie pół godzinki w jedną stronę i z powrotem może się nam bardzo przydać.
Reasumując to jeśli chodzi o klimat jako przyrodniczo-geograficzne uwarunkowania, to klimat mamy jak najbardziej korzystny. Ale jeśli chodzi o stosunek zarządzających infrastrukturą, odpowiedzialnych za utrzymanie, oraz kulturę użytkowników to klimat jest na granicy niekorzystnego.
Klimat na rower
Wojtek z Krakow...
261 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 10
- Wpisów na blogu: 84
- Komentarzy: 1645
- Miejsc na mapie: 47


Dzięki za wyczerpujący komentarz.
Zgadzam się w zupełności. Wypowiedź rozsądna, temat rozpatrzony z wielu punktów widzenia.
Bardzo dobry tekst. Oby zachęcił innych na przesiadkę na rower :)