*

Pisz artykuły!!! Tylko... co dalej...

Dodane 2010-02-15 23.11, komentarzy 10 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: artykuł redakcja dziennikarz

Na stronach krakowskich dzienników widnieją adresy mailowe redakcji. Jednak zdaje się, ze większość wysyłanych tam maili jedynie przepływa przez skrzynki pocztowe i trafia do... kosza. Przeczytajcie o moich perypetiach na przykładzie Gazety Wyborczej w Krakowie.

Mój ostatni news wraz ze zdjęciami, który zamieściłem na mmKrakow.pl, dotyczący walki o finansowanie leczenia dzieci niepełnosprawnych, powstawał przez dwa tygodnie. Dotarłem do najlepszych lekarzy z tej dziedziny w Polsce, asystowałem w wizytach, uzyskałem autoryzację całego materiału. Po prostu - solidna robota. Tekst rozesłałem do trzech krakowskich redakcji - Gazety Wyborczej, Dziennika Polskiego oraz Gazety Krakowskiej. ŻADNA z redakcji nie dała żadne odpowiedzi, znaku, że cokolwiek otrzymała.

Wziąłem więc na cel najlepszych, moim zdaniem - Gazetę Wyborczą. Po trzech dniach od wysłania zadzwoniłem. W złym momencie, trwało kolegium redakcyjne. Zadzwoniłem później, zaczęły się poszukiwania maila. Czekałem ze słuchawką przy uchu, uff, znalazł się. "Prześlemy go właściwej osobie, ona odpowie". Następnego dnia - "właściwej" pani redaktor nie ma. Następnego dnia - pani redaktor była, ale już nie ma. "Przekażemy informację", więc czekam kolejny dzień. Nic. Dzwonię, tym razem dostaję adres maila do pani redaktor, piszę zapytanie. Przez kolejny dzień cisza. Następnego dnia dzwonię - znów nikt nic nie wie o moim artykule. Otrzymuję telefon do pani redaktor. Numer nie odpowiada. Czekam 2 godziny. Wreszcie ktoś odbiera, ja się przedstawiam i pytam, czy pani może coś powiedzieć o moim artykule. "Tak, widziałam mail, ale przyznam, że nie przeczytałam, bo nie wiem, kim pan jest. Nie napisał pan kim pan jest". Ogromnie zdziwiony zapytałem, czy w takim razie mogę teraz w tej rozmowie opowiedzieć "kim jestem" czy mam znów pisać maila czy jeszcze w innej formie. Tym pytaniem ściągam na siebie oburzenie, pani redaktor rzuca "do widzenia" i rzuca słuchawką.

Dzwonię pod inne telefony. Tam radzą mi, żebym napisał jeszcze raz do pani redaktor. Piszę więc, przepraszam za wszystko, za co mogę tylko, przedstawiam siebie - kim jestem, co robiłem w życiu jako reporter, redaktor itd., opisuję skrótowo artykuł - o czym jest, dlaczego i po co. Przesyłam wszystkie materiały jeszcze raz.

Otrzymuję wreszcie odpowiedź mailem - jest nam przykro, ale mamy już stałą listę współpracowników i nie możemy jej rozszerzać.

Teraz - UWAGA!!

- postuluję, aby obok adresu redakcji GW dodać małą adnotację, że maile bez CV nie są czytane...!
- naiwnie sądziłem, że tekst i zdjęcia powiedzą same za siebie, i że przemówi istota sprawy
- gdyby nie moje uporczywe telefony, mail pozostałby zupełnie niedostrzeżony, i zginąłby wraz z komendą "opróżnij kosz"
- mógłbym mieć świetnego newsa, na miarę światową, ale zginąłby on marnie, bez pamięci, pod tym lub innym pretekstem
- przypuszczam, że NIKT ANI RAZU nie przeczytał mojego tekstu,
- sam tekst okazał się zupełnie nieważny, sedno tkwi w tym, że "nie można rozszerzyć listy współpracowników" - czyli... księgowość, czyli... pieniądze tak sądzę?) Lecz o pieniądze walczą też niepełnosprawne dzieci. Wszyscy walczymy o pieniądze. Widocznie nie można opublikować artykułu w ramach "pracy charytatywnej". Nie wiem...
- w sumie postuluję, aby obok adresu redakcji GW dodać adnotację, aby nie przysyłać żadnych artykułów, a tym bardziej - nie dzwonić w ich sprawie, i nie dziwić się niczemu, bo i tak...

Sumując te doświadczenia... Trudno powstrzymać wymykające się z ust słowo... dziennikarski ABSURD.

Na szczęście istnieją jeszcze takie miejsca, jak mmKrakow.pl :-))))))

zgłoś nadużycie
Komentarze
obserwator51 obserwator51
Już dawno to zauważyłem, Dodane

że ludzie nie czytają maili. Nie wiem w sumie, czemu one służą? To miała być przecież elektroniczna poczta, która ułatwia kontakt z osobą po drugiej stronie łącza internetowego, ale to tylko fikcja. Sam osobiście nie miałem może tak ambitnych celów, ale pisałem już do kilku redakcji, może nieprasowych, ale efekt był ten sam, czyli głucha cisza. Pisałem do banku, usługodawcy internetowego, UPC i wielu innych instytucji i znikąd żadnego odzewu. Mało tego, próbowałem również korzystać z formularza zgłoszeniowego, który posiadają niektóre firmy i sytuacja jest ta sama. Czasem wydaje mi się, że te instytucje żyją samym sobie i są niezwykle odporne na wiadomości z zewnątrz. Podejrzewam, że gdybym napisał, że na parterze się pali, to budynek by spłonął i nikt by o tym nie dowiedział, dopóki płomienie nie poparzyły by go w stopy. Dlatego właśnie przestałem pisać cokolwiek i gdziekolwiek i udzielam się jedynie w tym portalu, bo tu moje wypociny zawsze ktoś przeczyta. Myślę jednak Piotrze, że gdybyś napisał, że w państwa budynku jest bomba, to też by wszyscy zginęli, bo stosunek ludzi na wysokich stanowiskach tak w urzędach, jak i wielkich korporacjach, uzależniony jest od punktu siedzenia. Czym wyżej siedzą, tym mniej widzą.

Pracowałem już w wielu instytucjach i zauważyłem, że wszystkie urzędowania, zaczynają się od śniadania. Kawka, herbatka, ciasteczko, nowa torebka koleżanki, nowy sweterek, a może modne buciki, ładne tipsy na paznokciach i wiele innych szczegółów biurowych sekretarek, odbiera umysł i czas potrzebny do pracy, bo przecież chodzi o to, by dzień szybciej zleciał i na koniec miesiąca była wysoka wypłata. Reszta się nie liczy. Dlatego też w Polsce jest tak jak jest i na tą chorobę nie ma lekarstwa. Ryba psuje się od głowy i oglądając zapisy z sejmu, czy komisji rewizyjnych, ręce i nogi opadają. Śmiechy, żarty, rozmowy nie na temat, rozciągają długie godziny urzędowania tylko po to, by te debaty trwały jak najdłużej. Czym dłużej, tym dłużej będą wypłaty z publicznych pieniędzy. Brak dyscypliny i konsekwencji, spowalnia rozwój naszego kraju.

Podziwiam Niemców, którzy to niby przegrali wojnę, ale są obecnie tak rozwinięci gospodarczo, że można im tylko zazdrościć. U nas zmieniło się niewiele, gdyż zmienił się jedynie ustrój, ceny i podatki, lecz złe przyzwyczajenia nadal pozostały. Kraj jest chory na nic nierobienie i trudno go będzie wyleczyć. My niestety nie doczekamy tych lepszych, normalnych czasów.

Aleksandra Parzyszek Aleksandra Parzyszek
Dodane

Gazety, które Pan wymienił, nie są obywatelskie i rzadko drukują, publikują teksty osób spoza redakcji. Wyjątkiem są listy, które od czasu do czasu można przeczytać na stronie gazety.

Publikowanie tekstów innych autorów niż dziennikarze zatrudnieni, czy współpracujący jest niemal niemożliwe (o ile w ogóle jest możliwe), bo za każdy wydrukowany tekst redakcja rozlicza się z autorem. Rozliczać może się tylko z tymi, którzy podpiszą umowę o pracę/współpracę.

Pozostaje jedno- napisać maila nie z gotowym tekstem, ale ze zgłoszeniem problemu do opisania przez dziennikarza wybranej gazety. Wtedy jest szansa, że sprawa będzie opisana, jeśli przejdzie przez kolegium, na którym omawiane są poszczególne tematy.

Piotr Kubic Piotr Kubic
tak, to jest jasne Dodane

Rozumiem. Jest to jasne postawienie sprawy. Problem nie tkwi w tej ostatecznej odpowiedzi, bo nawet jej się spodziewałem. Ale w tym, że przez tydzień dawano mi sygnały, abym czekał i dzwonił dalej.

Dziękuję za wyjaśnienie i pozdrawiam serdecznie! Piotr



tea tea
nie wiem... Dodane

... co smutniejsze, czy Twój artykuł opisujący problemy z NFZ-em, czy opisana próba nawiązania kontaktu z redakcjami?
Obie te informacje są strasznie dołujące. Pokazują, że w tym nieszczęsnym kraju nic nie może zdrowo i normalnie funkcjonować. Ani lekarze uzależnieni od NFZ, ani redakcje nie słuchające głosu swoich czytelników i potencjalnych współpracowników.
Pozdrawiam i życzę aby mimo wszystko Twoje zaangażowanie nie słabło.

Sławomir Ostrowski Sławomir Ostrowski
problem leży gdzie indziej Dodane

Wystarczyło zacząć list od informacji, że przekazujesz materiał z wszystkimi prawami nie odpłatnie.
A skoro na prawdę zależało Ci na dotarciu do bardzo wielu ludzi to raczej lokalny "papierzak" nie może się równać z publikacją elektroniczną. Portale Obywatelskie czytają tysiące ludzi. Czy warto było tracić czas i nerwy na walkę z wiatrakami?
Life is brutal and full od zasadzkas.
Gecon

Adam Adam
No właśnie, Dodane

coraz mniej ludzi kupuje gazety,coraz więcej za to korzysta z internetu.
Pamiętacie gazeciarzy na każdym placu handlowym,przy dworcu ,na rynku?Teraz ten zawód zamiera.

Piotr Kubic Piotr Kubic
właśnie, dlaczego tracić czas... Dodane

No właśnie, mój problem polega na tym, że nie za bardzo wiem, gdzie co publikować. Czy istnieje gdzieś jakiś ranking portali obywatelskich? Wraz z ich oglądalnością? Pisałem do wiadomosci24.pl pytając o te sprawy, pisałem dwa razy, ale nie otrzymałem odpowiedzi... Chyba jakiś nienormalny jestem.

A walki z wiatrakami nie żałuję ;-) Przekonałem się sam :-))) a nic tak dobrze nie uczy, jak własne doświadczenie :-)))

Tea, dziękuję za wspierające słowa! Pozdrawiam! Piotr

Piotr Kubic Piotr Kubic
o "przekazywaniu nieodpłatnie" już na wstępie Dodane

Sławomirze
byłem przygotowany na to, że oddam materiał nieodpłatnie. Ja tylko na wstępie zadałem pytanie, czy ten materiał jest dla nich interesujący. (I tego nie wiem do dzisiaj.) Gdyby tak było, to wystarczyła jedna krótka rozmowa, aby wyjaśnić szczegóły.

Nie jest dobrze oddawać już na wstępie wszelkie prawa, kiedy nie zna się ŻADNYCH warunków, na jakich zostanie opublikowany materiał. Wolę publikację na mmKrakow.pl w postaci, w jakiej wiem czego się spodziewać, niż coś poobcinanego bez nawet powiadomienia mnie, co to będzie, dzie i jak, i czy w ogóle będzie.

Bo... do krakowskiej Wyborczej wysłałem już wcześniej jeden tekst, który został zamieszczony w internecie w dziale listy. Super, tylko że... natknąłem się na niego zupełnie przypadkiem (!!). NIKT nie powiadomił mnie, że tekst opublikują - kiedy i gdzie, a przecież chciałbym o tym wiedzieć! Nawet nie czekam już na zwykłe "dziękujemy, że pan wysilił się i napisał". Tekst wzbudził żywą dyskusję, liczącą w tym momencie 71 komentarzy.

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35821,7111497,Listy__Ruch_w_centrum_jest_konieczny.html

Jeszcze raz - nie żałuję kontaktu z GW. To było świetne przeżycie :-)))

Sławomir Ostrowski Sławomir Ostrowski
Gdyby tak było, to wystarczyła jedna krótka rozmowa Dodane

Drogi Piotrze obawiam się, że myślisz innymi kategoriami.
Takie "instytucje" nie lubią się bawić w wymiany maili.
Informacja o braku oczekiwań i roszczeń z Twojej strony w przypadku publikacji była jedną z podstawowych.
Jeżeli dana rzecz pasuje do klucza wtedy można się nad nią pochylić nie tracąc czasu.
A co do rankingu to nie widziałem nic takiego, ale zawsze portal ogólnopolski skupia szersze grono czytelników.
Zamiast pytać zastanów się, a sam dojdziesz do oczywistych wniosków.
Pozdrawiam.
Life is brutal and full od zasadzkas.
Gecon

Piotr Kubic Piotr Kubic
tak, myślę innymi kategoriami :-) Dodane

Sławku,

Przyznam, że trochę dziwię się czytając Twoje ostatnie słowa. Przecież właśnie na tym polega praca dziennikarza - pytać, nie poddawać, się, działać otwarcie, szczerze, naiwnie wręcz. Zobacz, jak przy tej okazji zrobiło się małe "dziennikarskie śledztwo" i jaki świetny wynik. Rewelacyjny temat na artykuł!

Dziennikarz, czyli Ty, ja - nie mamy się poddawać temu, co jest, godzić się z tym. Mamy właśnie działać wbrew rzeczywistości, która jest zła. To nie ja mam tu powód do wstydu :-) Przytoczę słowa Tomasza Tomaszewskiego, które usłyszałem na własne uszy - jeśli wszyscy idą w lewo, to wy idźcie w prawo. :-))

Dziennikarz jest takim kamikaze, bo na sobie doświadcza rzeczy, o których może później pisać. Przeglądnąć życiorysy największych - Milewicz, Kapuściński.. Oczywiście, są takie tematy jak dziury w drodze, wystawa modeli samolotów itp. też ważne - ale prawdziwa jazda zaczyna się tam, gdzie są problemy ogólnoludzkie.

Dziennikarstwo do docieranie do prawdy - przynajmniej w swojej najszczytniejszej formie. Docieranie jest najtrudniejsze tam, gdzie istnieje zakłamanie, obłuda, nieświadomość ludzka. To docieranie zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem. Ale to jest istota dziennikarstwa :-)) Pozdrawiam serdecznie! Piotr

Dodaj swój komentarz:

Piotr Kubic

Piotr Kubic

8 Miejsce w rankingu

Fotograf, reporter, społecznik. Fascynacja - emocje i relacje międzyludzkie chwytane na gorąco. Na stałe współpracuje jako fotograf z Teatrem Bagatela i Teatrem Słowackiego w Krakowie. Zajmuje się grafiką, montażem wideo, jest realizatorem dźwięku, pisze opowiadania i felietony. Zainteresowania - psychologia i socjologia, fizyka i astronomia, improwizacja jazzowa na fortepianie. To, czym akurat żyje, można znaleźć na www.patrz.kubic.info.