Obiecalam ze wkleje zdjecia psa - tak wiec Kalifie, psie wredny, kradzieju kanapek i grzebaczu smietnikowy, wloczego perfidny i najlepszy meski przyjacielu jakiego kobieta moze miec - uklon sie ladnie :-)
Kalif przyjechal do mnie w lutym 2007 roku razem z moim chlopakiem, ktory podjal prace w Grodzie Kraka. Ot, historia jakich wiele... Tylko ze Kalif ma historie pelna cierpienia i nieufnosci do czlowieka, nad czym pracowalismy wszyscy cala rodzina bardzo dlugo.
To pies ze schroniska, wg wolontariuszy tam pracujacych zostal przywieziony z lasu, gdzie ktos (kto zapewne ma o sobie wysokie mniemanie w kategoriach moralnych) przywiazal go i porzucil. Pies byl wychudzony, przerazony, ma na sobie slady bicia (jakies blizny gdzies kolo uszu, na grzbiecie). Panicznie i histerycznie bal sie burzy i petard, dzis nadal sie boi ale nie wciska sie w szafke od komputera jak na polu cos blysnie...
Moj chlopak zabral go do siebie bo czul sie samotny a gdy wszyscy bliscy i przyjaciele zaczynaja sie odwracac od czlowieka, to najlepszym przyjacielem staje sie pies... Panowie prowadzili spokojny kawalerski zywot, przechodzac etapy roznych znajomosci S. z roznymi kobietami - dopiero moje nagle wtargniecie w ich zycie spowodowalo zwrot o 180 stopni ;)
Jak to w zyciu bywa, Pies zostal pozbawiony przywileju spania na kanapie, bo jak on sie rozwalil ja sie juz nie miescilam. Obrazony byl bardzo wiec w odwecie probowal roznych sztuczek spacerowych - a to mocniej ciagnal w strone blota, a to po chaszczach sie ciskal, a to szczekal jak opetany tuz nad moja glowa...Trafila jednak kosa na kamien. Cwaniak bardzo lubi parowki... Moja mama wykorzystala te wiedze zeby go oswoic i uswiadomic mu ze w Krakowie ludzie kochaja psy. Kalif mieszkajac z nami bardzo glosno szczekal, byl nerwowy i przerazony, ale z czasem wszystko sie powoli zmienilo.
Nauczylam go bawic sie gryzakiem - do tej pory podniesiona reka kojarzyla mu sie z przemoca i agresja. Wydeptalismy sobie szlaki po Podgorzu gdzie chetnie spacerowal ze mna. Wykorzystywal perfidnie nasza nieuwage wiele razy zeby czmychnac przez okno latem, pobiec gdzies w krzaki, wytarzac sie w trawie, przyniesc stary ochlap miesa ze smietnika... Zaakceptowal koty, choc te niejednokrotnie wykorzystuja jego merdajacy ogon do polowan. No i nie rozumie dlaczego gdy podskakuje zachecajac ogony do zabawy, te pryskaja przerazone po kątach...
Przezylismy juz troche razem. Takze atak dwoch duzych psow bez kaganca - sprawa jest zgloszona na policje, tak wiec prosze o trzymanie kciukow za jej pozytywny rozwoj.
A teraz, Kalif, uklon sie ladnie i przeprosimy czytelnikow, bo obiecalam Ci spacer. Pojdziemy na jedna z naszych ulubionych tras, moze znajdziemy cos ciekawego, o czym bedzie mozna napisac?


Świetny psiak i bardzo fajnie opisana historia przyjaźni. Czyta się z uśmiechem na ustach. Czekamy na kolejne epizody;)
widać że u Ciebie jest szczęśliwy!