Kocham kino, a w szczególności filmy nakręcone z dużą pompą i logiczne w swojej treści. Twórczość, którą dane było mi oglądnąć, uważam za kompletną klapę! Nie rozumiem ambitnych reżyserów, którzy wkładają w swoją produkcję bajońskie kwoty i mnóstwo mrówczej pracy tylko po to, by nierealnymi scenami powalić w błoto całe dzieło.
Muszę przyznać, że kino doszło do granic perfekcji w kręceniu scen katastroficznych na globalną skalę. To setki godzin pracy specjalistów od scen specjalnych, w które wpleciono przerywniki w postaci nierealnych zachowań i akcji szarych obywateli, które kompletnie nie mają prawa zdarzyć się w rzeczywistości. Film warto oglądnąć, choćby ze względu na pokaz niezwykłej twórczości specjalistów komputerowych, którzy perfekcyjnie ukazali zagładę naszej planety. Oglądałem już różne filmy katastroficzne, które dawały wiele do myślenia i mogą się zdarzyć w rzeczywistości, jak choćby, "Płonący wieżowiec", czy "Trzęsienie ziemi".
Już lepszym dziełem od "2012", był film pod tytułem "Dzień zagłady", bo tam była ukazana realistyczna walka człowieka z nadchodzącym kataklizmem w bardziej wiarygodny sposób. Nawet wyprawa statku kosmicznego, który miał zniszczyć kometę zbliżającą się do Ziemi, była bardziej realna, a film nie pozostawił po sobie niesmaku. W przypadku "2012", reżyser totalnie przegiął i tym samym zniszczył wielkie dzieło, które mogło być hitem na skalę światową. Dzieło zniszczenia nakręcone w filmie "2012" nie dotknęło tu jedynie naszego globu, ale również filmu samego w sobie.
Jest wiele scen, w których bohaterowie, jak na amerykańskie kino przystało, zawsze wychodzą bez szwanku z najbardziej niewiarygodnych sytuacji. Film zniszczył brak realizmu w scenach z ludźmi. Gdybym był reżyserem, zupełnie inaczej ukazałbym dzień końca świata. Na samym początku filmu, ukazałbym życie zwykłych obywateli, później ich obawę o swój los, a film zakończył totalnym zniszczeniem, bez heroicznych akcji, w których samoloty latają slalomem, pomiędzy spadającymi z nieba rozżarzonymi głazami. Są też i humorystyczne sceny z Rosjaninem, ośmieszające ich niezawodną technikę lotniczą i inne rosyjskie przywary. Jak to w amerykańskim dziele, nie obeszło się również bez ukazania choćby odrobiny sportu w tym przypadku bokserskiego.
Jest w tym filmie wiele nierealnych ujęć, jak choćby start samolotu z pasa lotniska, przeoranego przez pęknięcia i mnóstwo głazów, które na nim leżą. Samolot, który ucieka przed spadającymi głazami z nieba i goniony przez wielką, czarną chmurę piroklastyczną w którą zostaje wciągnięty, nagle wyrywa się z niej czysty jak z myjni i ucieka, niosąc bohaterów w siną dal. Po wybuchu wulkanu, taka chmura mknie z szybkością ponad 150 km/godz i ma temperaturę rzędu 700-1000°C, więc powinien z niej już nie wylecieć.
Kino jednak umożliwia cud ocalenia i wszyscy wychodzą bez szwanku. Jest wiele takich scen, które nie sposób precyzyjnie opisać, a przypominają się te, najbardziej niewiarygodne. Zbudowane przez zapobiegliwych ludzi specjalne arki do ocalenia ludzkości, to wielkie, zabudowane stalowe łodzie, w których znajdują schronienie bohaterowie akcji oraz zwierzęta w specjalnych klatkach. Posiadają one w swojej tylnej części hydrauliczne grodzie o wielkich siłownikach, które podczas zamykania blokuje kawałek kabla i jakieś niewielkie metalowe szpejo.
Przy tak niezwykłej sile, jaką posiadają hydrauliczne siłowniki oraz olbrzymie stalowe tryby mechanizmu, każdy śmieć powinien być zmiażdżony, jak skorupka jajka. Tak się jednak nie dzieje, ale jak to w amerykańskich filmach główny bohater nurkuje pomiędzy te tryby i ręcznie wyrywa to, czemu nie dały rady, tryby olbrzymich siłowników.
Szkoda, że tak ambitne dzieło legło w gruzach, bo mogło być fantastycznym hitem, a okazało się hitem ludzkiej głupoty.
Mało ambitne dzieło, ukazuje również kolosalną różnicę, pomiędzy zwykłym człowiekiem, a vipem. Tu zwykły śmiertelnik traktowany jest jak przysłowiowe zero, a prawo do ocalenia swojego życia mają tylko wybrani. Okazuje się, że w obliczu nadchodzącej zagłady, nikt nie poinformował by nas o nadchodzącym kataklizmie. To niestety rzeczywistość i tak jesteśmy postrzegani w sferach rządzących. Zwykły człowiek jest nikim, a liczą się tylko ci przy rządowym korycie.
Analizując amerykańskie produkcje filmowe, śmiem twierdzić, że Amerykanie sami sobie, robią niezwykłą krzywdę. Swoimi produkcjami filmowymi wyprzedają przyszłość, podsuwając wrogim przeciwnikom swoje pomysły, jak zniszczyć coś, co przez lata budowali. Później ich filmy mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości i ktoś starannie wykorzystuje ich własne pomysły, by unicestwić ludzkość. W chorych umysłach terrorystów, rodzą się plany, wyssane właśnie z dzieł filmowych. Wszelkie zamachy terrorystyczne, to nic innego, jak urzeczywistniony scenariusz ich własnej produkcji. Atak na WTC, zagrożenie epidemiologiczne, wybuchy w centrach handlowych, akcje desperatów z bronią i wiele innych, pojawia się w przyszłości i jest jakby realizacją ich własnych pomysłów filmowych, a może tylko tak mi się wydaje?
Zaliczyłem 2012!
obserwator51
66 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 185
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134


mimo Twojej krytycznej recenzji,wybieram się by oglądnąć ten film.
Być może podzielę Twoje zdanie ,ale nie koniecznie!
Ja nikogo nie zniechęcam do pójścia na ten film, bo choćby sceny totalnej apokalipsy warte są obejrzenia. Sądzę jednak, że przyznasz mi rację, że film mógłby być bardziej realistyczny w grze aktorskiej, bo to co widziałem, to czary rodem z "Harry Pottera", czyli "lot na miotle pomiędzy walącymi się budynkami". Innymi słowy, nierealne.
Ale nie jestem przekonany, podobnie, jak nie byłem przekonany, do "Pojutrze" - nie jestem przekonany do takich efekciarskich obrazów. Katastroficzne filmy to dobre robili w latach siedemdziesiątych, teraz to szajs jest :)
gdyby ktoś w dzisiejszych czasach kręcił filmy z głową. Wszystko zależy od scenariusza i reżysera. Ten sam film nakręcony w inny sposób, mógłby być naprawdę hitem, zwłaszcza że komputeryzacja scen katastroficznych doszła do takiej perfekcji. Ja nie jestem reżyserem, ale z pewnością, gdybym tworzył takie dzieło, starałbym się bardziej go urzeczywistnić. Bardzo ważnym elementem w twórczości filmowej jest realizm. Odgrywa wielką rolę w oglądanym filmie, tak samo jak muzyka, gdyż widz wczuwa się w wybranych bohaterów akcji i wraz z nimi trwa, aż do końca. Gdy mamy scenę, gdzie samolot pikuje w wielką rozpadlinę ziemi i widz rejestruje, że lecący nim pilot jest już z pewnością martwy, ten nagle wychyla nos z czeluści trzymając się kurczowo oberwanej skarpy, to taka scena może wywołać jedynie salwę śmiechu. Takie sceny były dobre w bajkach z Myszką Miki i Kaczorem Donaldem, a w ambitnej twórczości śmieszą.
W pierwszej części filmu "Obcy, ósmy pasażer Nostromo", choć to film z gatunku Science Fiction, wszystkie sceny trzymały w napięciu, a przecież to była fikcja. Właśnie tam, zadbano o dramaturgię scen, która wraz z doskonałą muzyką, budowały napięcie u widza. Kolejne wersje były już naciągane i mnie się nie podobały. To samo było z pierwszą częścią filmu "Szczęki", który wciąż trzymał w napięciu, aż do końca. W 2012 ktoś nie zadbał o realizm i zrobił z katastroficznego filmu komedię.