*

WIETNAM: Sajgon > Delta Mekongu

Dodane 2009-10-24 07.30, komentarzy 0 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: azja podroze

Sajgon

Do miasta Ho Chi Minha zawitaliśmy późnym wieczorem, ale tutaj nie trzeba martwić się o znalezienie noclegu. Autobus wysadził nas na jednej z turystycznych ulic, gdzie w każdym budynku jest hotel, agencja turystyczna lub sklep z pamiątkami. Po sprawdzeniu cen w kilku miejscach zdecydowaliśmy się na pokój na siódmym piętrze, skąd mieliśmy widok na ruchliwe, głośne ulice, przemierzane przez tysiące skuterków z tysiącami klaksonów. Na naszej wysokości na szczęście hałas nie był aż tak bardzo dokuczliwy.
Głównym środkiem lokomocji w miastach wietnamskich są obecnie małe motory i skutery. Mieści się na nich czasem cała cztero – osobowa rodzina, wraz z zakupami. Widzieliśmy najdziwniejsze rzeczy transportowane tym sposobem, nawet pralkę, która trzymała się kierowcy tylko na dwóch pasach przypiętych jak plecak i oparta z tyłu na siedzeniu. Mistrzostwo! Natomiast skrzyżowania najruchliwszych arterii miejskich Sajgonu to istny ul, gdzie wszystko zdaje się jechać w każdym możliwym kierunku, nawet po chodniku jeśli trzeba.
Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do centrum, czyli do Dzielnicy 1, gdzie zobaczyliśmy zabytkowy budynek poczty z ciekawymi starymi mapami pod sklepieniem, katedrę Notre Dame w stylu neoromańskim, imponujące ornamenty ratusza i gmach podupadłej opery. Śródmieście Sajgonu jest bardzo zadbane, ulice są czyste, obsadzone klombami kwiatów i wyposażone w ławki. Nie brakuje też oczywiście pomników i popiersi wujka Ho tu i ówdzie.
Następnym naszym przystankiem, już poza Dzielnicą 1, była pagoda Jadeitowego Cesarza z mnóstwem pięknie rzeźbionych statuetek. Przed bramą wejściową sprzedawane były nie tylko jak zwykle kwiaty, ale i rybki akwariowe i żółwie na ‘ofiarę’ (bezkrwawą oczywiście). W środku tłumy ludzi i bardzo intensywny dym z kadzideł. Zaskoczyły nas tony śmieci walające się pod nogami, bo większość świątyni w innych krajach lśniła czystością. Przed głównym budynkiem wybudowano dwa zbiorniki wodne, do których wypuszczano ofiarne ryby i żółwie. Te ostatnie miały nieraz wypisane modlitwy na skorupach.
Po wyjściu ze pagody zjedliśmy parę surowych sajgonek (pycha) i poszliśmy na dalszy spacer po mieście, tym razem wzdłuż rzeki, co doprowadziło nas do jednej z biedniejszych dzielnic. Domy są tu dużo mniejsze, ulice brudniejsze, a sklepiki słabiej wyposażone. Kluczyliśmy parę godzin labiryntem uliczek, obserwując tutejsze życie: kobiety wieszające pranie w oknach, dzieci grające w piłkę na miniaturowych, betonowych podwórkach i staruszki obserwujące najbliższą okolicę z krzesła na balkonie. Było to bardzo fascynujące popołudnie.
Na koniec zwiedziliśmy Muzeum Historii Wietnamu. Ma ono bardzo ciekawe i cenne eksponaty (stare rzeźby, broń, ceramikę, ubiory, a nawet niedawno odkrytą mumię nieznanej kobiety), poukładane i opisane po angielsku według epok, dzięki czemu dowiedzieliśmy się wiele ciekawych rzeczy o losach tego kraju.
Wieczorem poszliśmy jeszcze na bazar Ben Thanh, bardziej z ciekawości niż na zakupy. Ulokowane jest częściowo pod zadaszeniem, a częściowo wzdłuż okalających budynek ulic. Stragany w labiryncie bardzo wąskich alejek oferują głównie tanie pamiątki, ubrania, itp. Nic naprawdę oryginalnego.
Życie nocne w turystycznej dzielnicy miasta Ho Chi Minha jest bardzo intensywne. Kluby i bary otwarte są do późna, a naganiacze stoją na każdym kroku oferując najróżniejsze produkty i usługi, łącznie z narkotykami.
Nam natomiast śpieszno było do spania, bo następnego dnia bardzo wczesnym rankiem mieliśmy wyjechać w region Delty Mekongu.

Delta Mekongu

Do Delty Mekongu wybraliśmy się wraz ze zorganizowaną wycieczką. Poznaliśmy oczywiście kilkunastu turystów z różnych części świata, z których tak się złożyło, że połowa była, tak jak my, w podróży dookoła świata. Tematów po drodze było więc bez końca. Nasz przewodnik miał duże poczucie humoru, co zawsze jest plusem. Opowiadając nam o życiu w Delcie Mekongu, gdzie sam się wychował, dał nam przykład ogromnego optymizmu i przywiązania do tej ‘Rzeki Matki’, która traktowana jest z wielkim szacunkiem jako życiodajne źródło. ‘Kiedy w sezonie deszczowym poziom rzeki podnosi się zbyt wysoko, - mówił - to nic, przenosimy nasze wszystkie rzeczy na piętro, a zwierzęta wyprowadzamy na wyższy teren. Kiedy zalewa nam drogi, to nic, przerzucamy się na łódki. Kiedy zalewa nam pola i nie możemy uprawiać, to nic, stajemy się rybakami.’ Itd… itd… a to wszystko z szerokim uśmiechem. Godne podziwu. Wytłumaczył on nam też skomplikowaną tradycję dziedziczenia według hierarchii w rodzinie, (przywróconej po ‘renowacji’ ekonomicznej ‘Doi Moi’ w 1986), gdzie ziemia zostaje czasem tak rozdrobniona, że ciężko się z niej utrzymać. Bardzo ciężkie życie…
Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce, do małego portu, gdzie wsiedliśmy na drewnianą łódź. Płynąc powoli w górę rzeki mijamy wodny targ: ten akurat jest w rodzaju ‘hurtowni’, są też mniejsze – ‘detaliczne’. Z dużych łodzi sprzedawane są owoce i warzywa, ale tylko w większych ilościach, które potem zostają rozdystrybuowane na mniejszych bazarach. Przykładowy towar wystawiony jest na końcach wysokich kijów, przymocowanych z przodu łodzi, widocznych z daleka. Kupujący podpływają, następuje targowanie się, a potem dobijanie targu i przerzucanie towaru na łódkę kupującego.
Naszym kolejnym przystankiem była mała wioska, gdzie zobaczyliśmy ręczne wytwórnie papieru ryżowego, dmuchanego i karmelizowanego ryżu, chrupków oraz cukierków. Wszystko przepyszne, organiczne, świeże, choć strasznie słodkie! Po drodze z jednej mini-fabryczki do drugiej musieliśmy przejść przez tunel między straganami z pamiątkami.
Dalej popłynęliśmy w dół rzeki, gdzie w pewnym momencie zbiegło się kilka odnóg, tworząc ogromną masę wodną, niczym olbrzymie jezioro. Niesamowity widok. Cały region Delty pokrywa 39000 kilometrów kwadratowych. Wytwarza się tutaj około połowę całkowitej produkcji ryżu wietnamskiego. Stąd pochodzi też wiele ryb i krewetek, których duża część eksportowanych jest do wielu krajów za granicą. Wody Mekongu są bardzo obfite w życie, którego część nie występuje nigdzie indziej.
Po około godzinnym rejsie wysiedliśmy na jednej z wysepek, gdzie mogliśmy coś zjeść. Ponieważ mieliśmy dość dużo wolnego czasu, wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy zwiedzić wioskę. Całe życie ulokowane jest tutaj u brzegu rzeki. Świątynie, domy, szkoły, prawie wszystko ma dostęp i z łódek i z lądu. Głównym środkiem lokomocji są tutaj rowery, ale spotka się też skuterki. Domy to częściowo małe chatki sklepane z czego się da, albo większe, drewniane, na palach, a nierzadko też murowane, duże wille. Rozkoszne dzieci, które mijaliśmy po drodze, machały do nas i krzyczały ‘hello! hello!’.
Po powrocie zaproszono nas na przejażdżkę drewnianymi kajakami po węższych kanałach, porośniętych gęsto po obu stronach buszem, palmami i bambusem. Po drodze wszyscy przebudzili się z zadumy, gdy zaledwie dwa, trzy metry dokładnie przed nami, z ogromnym pluskiem spadł do wody kokos z pochylonej nad kanałem palmy. Ciekawe ile szkód taki kokos – kolos mógłby wyrządzić… Lepiej może nie wiedzieć…
Po wypłynięciu na szerszy dopływ Mekongu, przesiedliśmy się na naszą dużą łódź, gdzie zebrali się już wszyscy pozostali i popłynęliśmy z powrotem na stały ląd, gdzie czekał na nas już nasz minibus. Po kolejnych paru godzinach (bardzo ciekawej) drogi, znaleźliśmy się z powrotem w Sajgonie. Poszliśmy raz jeszcze na długi, wieczorny spacer po mieście, zjedliśmy bagietki na kolację, obejrzeliśmy taneczne występy dzieci w amfiteatrze w parku i kupiliśmy bilety na następny dzień na autobus do Phnom Penh, stolicy Kambodży. Ważność naszych dwutygodniowych wietnamskich wiz upływała następnego dnia.

ZAPRASZAMY NA NASZA STRONE:

www.mclong.webs.com

zgłoś nadużycie
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował
Dodaj swój komentarz:

MCLong

MCLong

X Miejsce w rankingu

Od dwóch lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Pasjonują nas podróże, góry, lasy, jeziora i kultury świata. Wkrótce wyruszamy w podróż naszych marzeń: dookoła świata. W 5 miesięcy odwiedzimy 5 kontynentów: Europę, Afrykę, Azję, Oceanię i Amerykę Północną. Dzięki tej wyprawie chcielibyśmy poznać inne spojrzenie na świat, dotknąć, poczuć i zasmakować życia w najdalszych zakątkach świata. Ukłonić się różnorodności kultur i natury, jak i odbyć trekking każdą możliwą trasą przez wszelkie napotkane po drodze góry, wzniesienia i kaniony oraz wykąpać się we wszystkich trzech oceanach. Zapraszamy do odwiedzania naszego bloga i strony internetowej: www.mclong.webs.com