Obserwując anomalia pogodowe za oknem i nagłe nadejście niespodziewanej zimy w jesieni, zastanawiam się, do czego nasz kraj jest tak naprawdę przygotowany? Oglądając TV jeszcze nie tak dawno, gdy pojawił się wirus A1/H1N1, nasz "kochany rząd", zapewniał nas, że jesteśmy doskonale przygotowani do jego neutralizacji i niedopuszczenie do pandemii. Trochę wcześniej podobne zapewnienia naszych rządzących, utrwalały nas w przekonaniu, że żaden terroryzm nam nie zagraża i na to też jesteśmy przygotowani.
Wszystkie zapewnienia biorą jednak w łeb, gdy ogląda się zmagania Polski z niespodziewaną zimą w jesieni. Okazuje się bowiem, że linie energetyczne są w opłakanym stanie, a 70% z nich, pochodzi jeszcze z czasów "króla Ćwieczka". Silny wiatr, który jest ostatnio bardziej wzmożony, rozkłada nasz kraj na łopatki, przez lokalne zerwanie linii energetycznych. Dziś, większość urządzeń korzysta z dobrodziejstw prądu i okazuje się, że bez niego żyć nie sposób. Siły natury, terroryzują nasz kraj z coraz większym naciskiem i z tym sobie poradzić nie umiemy. Połamane drzewa, śnieg na drogach, podtopienia i zalania, to nic innego, jak potężne wyzwanie dla naszych służb, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli. O tym, że może dojść do powodzi, władze wiedzą już od dziesiątków lat, ale nic nie robią w tym kierunku, by zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo. W sejmie trwa obecnie walka o krzesełka, podkopywanie polityczne, oskarżenia, procesy, komisje śledcze, a problemami Narodu nikt się nie przejmuje.
W skutek silnego wiatru od morza, dochodzi do tak zwanej "cofki", która korytem rzek wpadających do morza, cofa wodę na ląd. Niestety, my wciąż jesteśmy nieprzystosowani do innych zagrożeń, wynikających ze zmiany klimatu. Nie radzimy sobie w takich prozaicznych problemach, jak likwidacja skutków nagłego załamania pogody, a co dopiero z pandemią, czy powszechnym obecnie terroryzmem. I tu nasuwają się skojarzenia, jak inne kraje walczą z zagrożeniami, wynikającymi ze zmian klimatycznych.
Holandia, kraj w dużej części położony w depresji gruntowej, wydziera morzu spory kawał ziemi, poprzez specjalne falochrony i wciąż modernizuje swoje zabezpieczenia.
Włochy, a dokładniej Wenecja, zabezpiecza się przed podnoszeniem morza w specjalne falochrony i obecnie wdraża w życie projekt ochrony Wenecji.
Londyn, wybudował zaporę na Tamizie, która zabezpiecza miasto przed zalaniem, występującym w skutek globalnego ocieplenia oraz cofania fal morskich do miasta i przypływów .
Gdzie my jesteśmy w dbałości o nasz kraj? Chyba na szarym końcu? Nam nie zagraża terroryzm, ani żadna pandemia. Nas wykańcza brak dbałości o życie i dobytek obywateli, którzy są pozostawieni na pastwę losu. W naszym kraju nie robi się nic, by temu zapobiec. Wolimy leczyć trudno gojące się rany społeczeństwa i lubimy działać po fakcie z wielką pompą w mediach, jak to anomalia pogodowe, dają się nam we znaki. Dziwne jest to, że mamy pieniądze na zbrojenia, obce wojny oraz inne zbytki, a nie stać nas na tak ważne elementy życia codziennego, jakimi jest zapobieganie skutkom nawałnic, podtopień, powodzi, czy zerwaniom linii energetycznych. Jako człowiek logicznie myślący uważam, że powinno się zbadać cały rejon linii wysokiego i niskiego napięcia, czy w ich pobliżu, nie ma zagrożeń ze strony łamiących się drzew i gałęzi. Przecież to jest chyba do zrobienia? W końcu mamy specjalistów meteorologicznych, którzy z dużym wyprzedzeniem informują, że będzie taka a nie inna pogoda. Czy nikt nie bierze tego pod uwagę?
O tym, że będzie padał śnieg, wiedziano już od czasu zapowiedzi w mediach. Do czego więc służą środki łączności, w które dziś każdy jest zaopatrzony? Oczywiście jak zwykle, drogowcy zaspali, a przecież o fatalnej pogodzie wiadomo już było od dawna. Wolimy płakać po fakcie i użalać się na okrutny los, lecz nic nie robimy, by żyło się lepiej.
Dopisek;
Jak wcześniej wspomniałem, bez prądu żyć nie sposób. Pomijam już brak oświetlenia, rozmrożenie chłodziarek, lodówek, czy lad chłodniczych w sklepach. A co ze szpitalami, łącznością i innymi ważnymi dziedzinami naszego życia? Przecież każdy dobrze wie, że brak prądu, a co za tym idzie brak łączności, to bardzo ważny punkt strategiczny. Wychodzi na to, że wystarczy odciąć prąd i bezpieczeństwo kraju jest zagrożone. Nie działa nic. Przekaźniki telefonii komórkowej zasilane są prądem. W sytuacji kryzysowej, pozbawiają nas możliwości nawiązania łączności w rejonie pozbawionym prądu. Te przekaźniki nie mają zasilania awaryjnego i komórki stają się nieprzydatne. Wezwanie jakiejkolwiek pomocy staje się niemożliwe i już problem gotowy. Czy nasz rząd wziął pod uwagę to, że w przypadku zagrożenia terrorystycznego, następuje paraliż służb ratunkowych? To tylko moje przemyślenia, ale pierwszym działaniem strategicznym w każdej wojnie, jest atak na punkty strategiczne, a takim punktem jest sieć energetyczna, z którą my w czasie pokoju mamy poważne problemy.
Tak sobie siedzę i myślę
obserwator51
64 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 185
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134


Obyśmy tylko takich "atakow terrorystych" doświadczali. Howgh!