oraz inne atrakcje krakowskiego Rynku Głównego. Wyginam śmiało ciało..., mogłoby powiedzieć kilku młodych ludzi, którzy na płycie Rynku Głównego, zorganizowali Show tańca zwanego Break Dance. Przy kościółku św. Wojciecha inny artysta w rytm "indiańskiego telefonu komórkowego", prezentuje swoje umiejętności, tańcząc z ogniami. Ogólnie atrakcji jest mnóstwo i każdy znajdzie coś dla siebie. Nie wiadomo skąd się wzięło u ludzi, zamiłowanie do gromadzenia się w centrum. Najprawdopodobniej ten zwyczaj pochodzi ze wsi, gdzie rynek każdej mniejszej miejscowości, był miejscem spotkań wszystkich mieszkańców. To tam, organizowano wszelkie festyny, targi trzody chlewnej, czy płodów rolnych. A w niedzielę, po mszy, ludziska walili tłumnie w to jedno miejsce, by spotkać się z innymi mieszkańcami, pogadać o tym i owym, czy nawet zorganizować wiejską "rewię mody" i pochwalić się innym, najnowszą kreacją.
Tak jest i dzisiaj, choć klimat zupełnie inny. Krakowski Rynek Główny, stał się miejscem weekendowych spacerów, gdzie całymi rodzinami, wszyscy podążają w to jedno miejsce. No bo co robić, gdy jest trochę wolnego czasu? Na peryferiach miasta w rozrzuconych dzielnicach, praktycznie nie ma co robić i wieje nudą. Brak wesołego miasteczka, punktów czynnej rozrywki, inaczej ujmując kompletna pustynia kulturalna. ZOO zwiedzone już dziesiątki razy i gdyby małpy umiały mówić ludzkim głosem, usłyszelibyśmy "to znowu wy, żenada?". Jedyna atrakcja, to Rynek Główny, gdzie rozrywek bez liku i to za darmo. I właśnie to, zachęciło młodych artystów, do sposobu na życie i bardzo dobrze. Zawsze to lepiej coś robić, niż podpierać budkę z piwem, czy rozrabiać wśród osiedlowych bloków.
To właśnie w centrum miasta, można podziwiać młode talenty, na rynkowym show, które przyciąga zawsze tłumy ludzi.
To pomysł na zebranie paru groszy za ciężką pracę i ekwilibrystyczny talent, gdy portfel ma stan przedzawałowy. Ja to popieram i to mi się podoba. Przynajmniej młodzi ludzie coś robią i nikomu nie dzieje się krzywda. Sposobów na zarabianie jest wiele i sam osobiście chętnie dam parę groszy, gdy widzę, że młody człowiek zapracował sobie nie tylko na oklaski. Trzeba mieć kondycję fizyczną i gibkie ciało, a praca ta nie jest łatwa. Tak jest nie tylko w Krakowie, ale na całym świecie, gdzie tylko plac zwany rynkiem.
Zawsze to lepsze, niż siedzenie z zawieszoną u szyi kartką z prośbą o jałmużnę.
Tańczący z ogniami
obserwator51
64 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 185
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134


Na Rynku zawsze coś się dzieje,tam niemożna się nudzić.
I to jest jakiś pomysł na zdobywanie środków do życia i to właśnie odróżnia człowieka uczciwego z honorem od kogoś kto robi z siebie ofiarę losu i liczy na łatwy zarobek. Przechodząc ulicami jest cala masa "biednych" i karteczkami, które mają wzbudzić litość i odruch serca a raczej ręki sięgającej do portfela po drobne. Niestety w życiu nie ma nic za darmo,trzeba wykazać trochę dobrej woli a nie siedzieć i narzekać,czekają na ratunek.
Fantastyczny pomysł,całkowicie popieram i myślę,żę w taki sposób na pewno wzbudzi sypmatię wśród ludzi.