Teren wokół pętli na Kurdwanowie od czasu podziału gruntu, stał się chyba niczyj, gdyż od tygodnia, nie ma kto posprzątać leżących na osiedlu butelek i zagrabić terenu, pozbawiając go większych śmieci.
Nagła zmiana temperatury spowodowała, że chyba się szyny "wygły"?
Wędrując poprzez podziemia Galerii Krakowskiej z tramwaju nr 50, dostrzegłem, że zapowiadane schody ruchome z peronu pierwszego, które miały ruszyć w zeszłym miesiącu, nadal są nieczynne. Choć miejsce pracy jest już posprzątane i przez dziurę w zasłonie widać pusty korytarz, drzwi nadal są zamknięte, a schody śpią w bezruchu. Co jest tego powodem nie wiem, ale znając nasz zapał do wszelkich inwestycji, może się okazać, że zapomniano doprowadzić prąd. :)) Po wędrówce przez salon jednego ze sklepów, dowiedziałem się, że nie posiada on w ogóle wyposażenia dotyczącego oświetlenia. Brak sklepu elektrycznego w Galerii, zmusił mnie do poszukiwania spalonej żarówki w centrum miasta.
| Komunikacja |
Wsiadłem na nieszczęście do tramwaju linii "12" i ruszyłem w kierunku Teatru Bagatela. Gdybym wybrał pieszą wędrówkę, lepiej bym na tym wyszedł, gdyż z nieznanych mi przyczyn, trafiłem na tramwajowe zatwardzenie. Nasza komunikacja woła o pomstę do nieba, która zapewne i tak by nic nie dała, bo żółwia szybkość taboru tramwajowego, jest już u nas standardem. Gdy po upływie pół godziny opuściłem tramwaj (tyle trwała podróż spod Galerii do Teatru Bagatela), byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem w tym miejscu. Jeżdżące tą trasą szybkie tramwaje linii 24, które chodzą co pół godziny, dodatkowo wydłużyły swój czas dla oczekujących. Sznur tramwajów z obu stron, uświadomił mi, że już jestem w Krakowie, a nie w sanatorium.
| Spacerkiem po mieście |
Spotkałem się z żoną i wybraliśmy się na pieszą wędrówkę po mieście. Przemierzając ulicę Szewską, weszliśmy na płytę Rynku Głównego, gdzie trwały przygotowania do budowy kiermaszy świątecznych. Na płycie Rynku, ekipa budowlana, ustawiała z kamienia ekspozycję przenośnego zieleńca, lub czegoś w tym rodzaju. Przemierzając dalej Rynek Główny, natrafiłem na stróżów prawa, którzy pilnowali stojącej pod kościółkiem św. Wojciecha, "ludzkiej małpy", oczekującej na jałmużnę. Po chwili stróże prawa ruszyli w swój ulubiony punkt poboru opłat i na dzień dobry, złapali kierowcę, który chciał sobie skrócić drogę przez ulicę Grodzką. To ich stały punkt poboru opłat i chyba bardzo ulubiony, bo stoją tam najczęściej, jak wmurowani. Po chwili bez większych wysiłków, gdy tylko przyszli, skasowali klienta na pewną kwotę.
| Dźwiękowy horror |
Gdy doszliśmy do ulicy Stradomskiej, w miejscu, gdzie jest wyjazd z budynku, jakiś debil zaparkował swój samochód, uniemożliwiając wyjazd z posesji. Elegancka pani w wypasionej furze, stojąc w wąskim przejeździe, używała nadmiernie klaksonu, co jest zabronione kodeksem drogowym. Hałas był nie do zniesienia, a jakiś mężczyzna o mało nie dostał ataku serca, tak się wystraszył klaksonu. Zrugał ową panią, która zamiast używać mózgu, używała przycisku na kierownicy. Zawitaliśmy do chińskiej restauracji, która jest kilka kamienic dalej, by spożyć posiłek. Siedzieliśmy tam z żoną prawie godzinę, a klakson było słychać aż wewnątrz restauracji. Trwało to do naszego wyjścia. Gdy doszliśmy do zbiegu ulic Stradomskiej z Dietla, klakson nie milkł. Nie wiem, czy właścicielka pojazdu miała nadzieję, że przez jego częste użycie, czyjeś auto samo się przesunie, czy też liczyła na to, że właściciel źle zaparkowanego pojazdu, usłyszy ją z komnat na Wawelu, który zapewne zwiedzał w tym momencie? Jak skończyła się ta sprawa nie wiem, gdyż wsiedliśmy do tramwaju i pomknęliśmy na osiedle.
![]() | ![]() | ![]() |
| Piguła |
Odezwa do damskich umysłów
W tym miejscu miałbym prośbę do szanownych pań, korzystających z własnych pojazdów, aby zamiast klaksonu, używały częściej mózgu i zadzwoniły gdzie trzeba w celu odholowania blokującego wyjazd pojazdu. Może zapłata za źle zaparkowany samochód oraz jego ściągnięcie z oddalonego od centrum miasta parkingu, nauczy czegoś kierowców, którzy mają gdzieś przepisy. Używanie sygnału dźwiękowego w mieście, jest dozwolone tylko w przypadkach szczególnych, w celu ochrony przed bezpośrednim zagrożeniem w ruchu drogowym. Kraków, to nie folwark, a i na nim cisza jest wskazana.
Ps. Artykuł wycofany z wieści, zamieszczony dnia: dodane 04-04-2009 14:30






Pragnę zauważyć, że nie tylko panie używają klaksonu w mieście. Panowie robią to zdecydowanie częściej, i z mojego punktu widzenia bez stosownej przyczyny. Ot tak, żeby sie pokazać.
A jeśli chodzi o inteligencję, to w ramach każdej z płci są mniej i bardziej rozgarnięte osobniki.
czemu z wiesci wycofany?
Niestety, ale korki w Krakowie są codziennością, zwłaszcza, gdy chce się przejechać przez ścisłe centrum, a takim jest I Obwodnica, czyli m.in. odcinek Basztowa/Dunajewskiego/Podwale, który jedzie 12 z Galerii Krakowskiej.
Kraków jest jednym z najbardziej obleganych miast w Europie, wieć trudno, by było inaczej ;-)
A co do kobiet za kierownicą - jedni jeżdżą lepiej, inni gorzej, czasem sam się denerwuję na innych kierowców, którzy robią katastrofalne rzeczy, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by obrażać kobiety.
dotyczy tych pań, które bezmyślnie postępują w prostych sytuacjach. Nie sądzę, by normalnie myślące kobiety się tym uraziły. Jak określić niewiastę, która z uporem maniaka ciśnie na klakson, stojąc samochodem w wąskim gardle kamienicy i robi to przez ponad godzinę? Czy taka kobieta zasługuje na inne miano? Wypasiona bryka z klaksonem niczym kolejowy, rozrywa bębenki w uszach i to bez żadnego skutku. Trąbienie przez godzinę na nic się zdało, bo samochód się nie przesunął nawet o milimetr. Wystarczyło trochę pomyśleć i zadzwonić gdzie trzeba i byłoby po problemie. Przysłano by lawetę i ściągnięto auto z przejazdu, wywożąc go daleko za miasto. Ciekawe, czy krytycy mojego wpisu byliby zadowoleni, gdyby mieszkali w nieszczęsnej kamienicy i słuchali wycia klaksonu przez godzinę? Przechodzący przed kamienicą ludzie, też doznawali stresu, bo tak głośny sygnał dla ucha, nie należy do przyjemności. Ludzie o słabym sercu, mogli dostać zawału. Słyszałem tekst wywrzeszczany przez jednego pana, który akurat trafił w światło przejazdu i dostał klaksonem po uszach. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby doszło nawet do rękoczynów. Taki hałas, to szok dla organizmu.
i rozumiem, ze tak ludzie patrzyli. słuchali jak kobieta trąbi i nikt nie wpadł na pomysł żeby zadzwonić po SM.