*

Irlandia, czyli zielony rezerwat istot nadprzyrodzonych. Część 2.

Dodane 2009-03-05 11.46, komentarzy 3 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: bell kraków gama-bell irlandia magia angielski nauka języka

W poprzednim wykładzie skupiliśmy się na ulubionym przez Irlandczyków gatunku wróżek (fairies) zwanych Sidhe. Te niegdysiejsze anioły (angels), które w zamierzchłych czasach spadły na ziemię, są bardzo przyjazne ludziom, a zajmują się głównie tańcem i imprezowaniem w ogrodzie. Jednak nie wszyscy przedstawiciele irlandzkiego świata istot nadprzyrodzonych (supernatural beings) są tak sympatyczni. W dzisiejszym wykładzie przedstawię trzy przypadki, które rzadziej wywołują uśmiech niż dreszcze.

Najpierw zajmijmy się dullahanami. Są to ponurzy, wredni i dzicy jeźdźcy bez głów (headless horsemen), ubrani w czarne peleryny (black robes). Dullahany przemieszczają się w dużym tempie na narowistych rumakach przez tereny prowincjonalne (countryside), które stanowią zdecydowaną większość irlandzkiej wyspy. Najłatwiej jest spotkać dullahana około północy (around midnight) wracając z imprezy zakropionej wywarem z jęczmienia (barley), znanym whiskey.
Fakt, że dullahan jest jeźdźcem bez głowy nie oznacza wcale, że stwór ten owej części ciała nie posiada. Otórz posiada, ale używa jej inaczej niż ludzie. Swoim dziwacznym zwyczajem nosi on głowę nie na szyi, lecz na siodle (saddle) albo też dzierży ją w uniesionej wysoko dłoni, co znacznie polepsza jego możliwości obserwowania okolicy i wypatrywania ofiar.
Istotnym elementem grozy, którą dullahan wywołuje wśród irlandzkiej ludności, jest jego potworny wyraz twarzy (facial expression). Zazwyczaj jest to idiotyczny uśmiech od ucha do ucha (a grin from ear to ear), nad którym błyszczą złowieszcze węgliki fosforyzujących oczu. Ktokolwiek spojrzy w te oczy, straci wzrok (will be struck blind). Ale to niestety nie koniec. Prawdziwy problem polega na tym, że gdy dullahan wyhamowuje swego rumaka, by zatrzymać się na popas, w pobliżu umiera człowiek (a person dies). Brrr ….

Kolejna dziwaczna irlandzka istota nadprzyrodzona to mityczny włochaty karzeł (a hairy dwarf) o pomarszczonej twarzy (a wrinkled face) starca o skłonnościach do nadużywania alkoholu, który zwie się leprechaun.
Legenda mowi, że leprechaunowie są strażnikami (guardians) skarbu zakopanego w irlandzkiej ziemi przez Wikingów, którzy przed wiekami skutecznie splądrowali zieloną wyspę. A zatem nie należą oni do istot ubogich. Odwrotnie, noszą zawsze przy sobie dwie skórzane sakiewki (leather pouches): jedna z nich zawiera srebrną (silver) a drugą z złotą monetę (gold coin). Srebrna moneta służy leprechaunowi do płacenia za wszelkie potrzebne mu dobra (goods). Jest to jednak zawsze zapłata oszukańcza, bo ta moneta ma magiczną moc (magic power), dzięki której zawsze znika z portmonetki sprzedającego i wraca do pierwotnego właściciela. Natomiast złota moneta, jako kąsek bardziej łakomy dla ludzi, służy sprytnemu stworkowi do tego, by dać łapówkę (a bribe) każdemu człowiekowi który go schwyta. Ale nie bądźmy naiwni i nie nastawiajmy się podczas pobytu w Irlandii na szybkie dochody z chwytania elfów w sidła. Po zmianie właściciela, złote monety leprechaunów błyskawicznie dewaluują się i zamieniają się w popiół lub w suche liście.
Wielce irytującą cechą leprechaunów jest ich skłonność do podkradania ludziom różnych rzeczy. Spryciarze wślizgują się w nocy do domów, robią w nich totalny bałagan, wypijają trunki przechowywane w kredensach i barkach oraz plądrują piwnice. W dodatku, aby przemieszczać się szybko z miejsca na miejsce, stworki te potrafią dla skradzionej owcy lub kozy sporządzić uprząż i galopować nocą przez góry i doliny na jej grzbiecie.

Kolejnymi istotami, przed którymi chciałbym ostrzec osoby udające się do ojczyzny św. Patryka, a zwłaszcza młodych mężczyzn, są nimfy wodne zwane moruadh. Rzeczą zgubną jest fakt, że każda z nich jest bardzo ponętna, a w dodatku ma skłonność do uwodzenia śmiertelników (mortals) i wchodzenia z nimi w intensywne relacje natury erotycznej. Rozochociwszy swojego kochanka, przewrotna nimfa wabi go w stronę plaży, po czym podczas miłosnych uniesień wciąga w morskie głębiny.
Cały problem polega na tym, że nimfę moruadh łatwo wziąć za osobniczkę gatunku ludzkiego (a human being), bowiem w dzisiejszych wyluzowanych czasach można ją spotkać nie tylko na wybrzeżu (at the seaside) ale także w pubie w centrum miasta. Od tzw. "supergirl”, odróżnia ją tylko kilka drobnych szczegółów (minor details), a te trudno zauważyć we mgle powstałej z oparów Guinessa.
Aby uniknąć tragicznej pomyłki (a tragic mistake), po pierwsze należy obejrzeć uważnie nogi interesującej nas kobiety. W tym celu dobrze jest upuścić na podłogę kilka monet i schylić się, niby po to by je pozbierać. Szukając monet, analizujemy jednocześnie wygląd dolnych kończyn (lower limbs) wybranki, pamiętając, że każda nimfa moruadh ma wyraźne płaskostopie (flat feet). A zatem, jeśli występuje ono u badanej osobniczki, należy zachować ostrożność i dokonać wnikliwej analizy jej kończyn górnych (upper limbs). Cieniuteńka, ledwo dostrzegalna przeźroczysta błona między palcami, będzie świadczyć o tym, że mamy do czynienia z moruadh.

Sytuacja jest niestety znacznie trudniejsza, kiedy spotykamy kobietę w modnych butach w stylu EMU lub UGG i rękawiczkach bez palców. Doświadczenie uczy, że dla bezpieczeństwa lepiej takich kobiet unikać. It is better to avoid such women!

To be continued...


Profesor W.G. Bell
Badacz istot nadprzyrodzonych
Instytut Języka Angielskiego Bell w Krakowie



zgłoś nadużycie
Komentarze
szut szut
Ciekawe... Dodane

Bardzo ciekawy tekst. Nawiązując co dyskusji sprzed paru dni z Tofikiem na temat karła z garnkiem złota - to wychodzi, że ten leprichaun w sumie jest elfem... Czyli obaj mieliśmy rację, hehe.

Jeździec bez głowy, aaaaarghhhh!!! ;)))
По дороге а ад чёрный всадник мчится....

Sam noszę się z zamiarem napisania paru tekstów na temat mitologii - ale nie irlandzkiej ;)

szut szut
i jeszcze jedno ;) Dodane

Ach, te opary Guinessa :))))
Smakowo brzmi ;)

Akurat od jakieś czasu czarne piwka mi wielce smakują. W każdej knajpie w Niemczech, czy u naszych południowych sąsiadów (jednych i drugich) w pierwszej kolejności dopytywam się właśnie o czarne piweczka lokalnych browarów...

Bell Kraków Bell Kraków
Guiness Dodane

Dla miłośników Guinessa będziemy mieć wkrótce niespodziankę. :) :)

Dodaj swój komentarz:

Bell Kraków

Bell Kraków

X Miejsce w rankingu

<strong>Bell Kraków (dawniej Gama-Bell) – szkoła języka angielskiego</strong> założona w 1989 roku. Jako jedyna krakowska szkoła językowa podlega 3 systemom nadzoru jakości oferowanych usług edukacyjnych – The Bell International w Cambridge, PASE – Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych, oraz EAQUALS – Europejskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Edukacji Językowej. Bell Kraków prowadzi nie tylko kursy języka angielskiego dla dzieci, młodzieży, dorosłych i firm, ale jest również twórcą programów telewizyjnych takich jak „Lippy & Messy” oraz kształci nauczycieli języka angielskiego. Słuchacze Bell Kraków mają do dyspozycji bibliotekę, pracownię komputerową, ćwiczenia na stronie internetowej oraz rabaty w partnerskich instytucjach na podstawie karty słuchacza.

Lokalizacja: Michałowskiego 4