Godzina 01:03. Ponura, deszczowa noc. Wszędzie wokół w pędzie mijam nieznane kamienice, kręte uliczki i samochody, których zawartości bagażników nie chcę znać. Horror? Nie - to ja biegnący na autobus 601. Horror był później.
Jak zepsuć humor biednemu, ale szczęśliwemu krakowskiemu studentowi? Wystarczy wsadzić go do nocnego autobusu w nocy z czwartku na piątek.
Na Basztowej nie było źle - rozpłaszczyłem sobie na drzwiach autobusu tylko malutki fragment twarzy. Ale dało się przeżyć - nie było najgorzej, a przecież już nikt więcej się do autobusu nie zmieści.
Nie? To czemu pod Bagatelą zostałem przepchnięty aż pod samo okno? Jak do autobusu, w którym było przynajmniej 15 osób za dużo, mogło wejść jeszcze 30?
W powietrzu woń bąbelków (studenci nie próżnują), wokół parujące głowy młodych ludzi, którzy w końcu znaleźli się na swojej Arce. Tylko Noe nie chce ruszyć - kolejna próba domknięcia drzwi zakończyła sie porażką.
A gdyby tak podstawić nocne co 30 minut, zamiast co godzinę? Przynajmniej między północą a 2 rano. I przynajmniej w czwartki (w sumie to w tych godzinach już piątki). Student nie kartofel, jakiś komfort mu się należy.
Co Wy na to? A może macie jakieś własne doświadczenia z tym związane?


niestety, MPK nie wychodzi nam, studentom, z pomocną dłonią :P
cokolwiek nocnego to przeważnie pełne :/ ech, urok krakowskiej komunikacji.
generalnie, w Krakowie obojętnie czy w dzień, czy w nocy, z komunikacją miejską zawsze są przeboje ;-)
Wystarczy odwiedzić kurdwanowską pętlę tramwajową rano. Linie tramwajowe są trzy. Czy to deszcz, czy śnieg, motorniczy po zawitaniu na pętlę, stają się do niej przyspawani, choć regulamin nakazuje im podjeżdżać na przystanek, by pasażerowie nie marzli na przystankach. Nocami nie podróżuję, ale wiem, jak wygląda jazda nocnych autobusów, bo 18 lat temu pracowałem w MPK i zapewne do dziś nic się nie zmieniło, po za modernizacją taboru. Nie wiem dlaczego ta firma przyjęła zasadę, "klient nasz wróg", choć miało być tak pięknie.
Znam to bardzo dobrze...
Tylko mój horror jest chyba jeszcze gorszy, bo nocne jadące w moim kierunku (Olszanica) kursują o północy, a potem... o 4 rano. No a biedna studentka balująca do 2 w nocy ma 2 wyjścia: albo iść na nogach, bądź zamówić taxi, albo czekać 2 godziny na autobus i liczyć, że nikomu nie zechce się jej zaczepić. Ostatnio szłam na nogach, bo jakoś w ruchu czuję się bezpieczniejsza niż w miejscu, no i w 1h 25 min. udało mi się dojść do domu. Ale nogi bolały niemiłosiernie... ;)
Popieram, że autobusy nocne to kompletne wariactwo. Sam kierowca chyba widzi, ile ludzi pakuje mu się do środka i powinien coś z tym zrobić. Ale w sumie, lepsze to niż nic, bo w mojej wsi (piękny Rozkochów 40 km od Krk, zapraszam) komunikacja w sobotę i niedzielę nie istnieje wogóle ;|