Tym razem piekny i sloneczny dzien.
Od razu lepiej sie wstaje patrzac na kolorowe liscie oblane sloncem :)
Kot siedzi na monitorze, patrzy w sciane i mysli. Malutka kuleczka, sprytna i coraz bardziej smiala... Felek ustawia sobie Psa, co idzie mu powoli aczkolwiek Pies trzyma sie na dystans. Nie ma to jak dostac pare razy lapa z pazurami po czcigodnym psim nosie...
Wczoraj sie obwachiwali pare razy, mierzyli spojrzeniami i oswajali. Proporcje nosa Psa i Kota sa niezwykle - w dziurce od nosa Psa moglby sie zmiescic caly Koci nosek... 22 kg w stosunku do 85 deko. Niezle, nie?
Kot zaczyna jesc. Co prawda rozprasza sie jeszcze i denerwuje, zwlaszcza gdy Pies mu znienacka warknie lub uslyszy jakis halas, ale je wiecej niz ostatnio. Powoli przekonuje sie do typowo kociej karmy; nadal szaleje na widok parowek i poledwicy. Parowke udalo sie wykorzystac przy podawaniu antybiotyku. Poledwica jest dla ludzi i jestem konsekwentna w egezkwowaniu tej teorii. Ja mu przeciez kociej karmy z miski nie wyjadam....
A ja dalej choruje... Co prawda jest o wiele lepiej niz w weekend, kataru mniej, moge oddychac czasem przez nos i mam wrazenie ze goraczki juz nie mam. Ale dalej kaszle i bola mnie miesnie. Ot, jesienna pogoda grypowa...
I znowu mamy poniedzialek...
- Nikt jeszcze nie skomentował

