Bo zakurzyl sie nieco moj internetowy notatnik. Mea culpa, zagapilam sie nieco; ale duzo sie dzialo ostatnio dookola mnie, co zamierzam miec za usprawiedliwienie.
I o czym chcialam napisac? A o tym, ze pogoda w Krakowie jest bardziej melancholijna niz jesienna. Ze cisnienie niby w normie ale jakos szybkosc reakcji spada do zera, czego efektem wczoraj byla kolizja kilku samochodow osobowych na skrzyzowaniu przy ul. Armii Krajowej. Akurat wracalam ze znajoma z kwestowania na bezdomne psy, od strony Krzeszowic. I widzialam te samochody porozbijane. Ech, dobrze ze mam karte MPK i draluje na wlasnych osobistych nogach.
Ale nie marudzmy juz. Pogoda sie zmieni na lepsza badz gorsza, i to trzeba bedzie przezyc. Szybkosc reakcji sie zmieni, co tez bedzie mialo wplyw na samopoczucie. Ale czy to jest najwazniejsze?
Doszlam dzis do wniosku ze czlowiek jesli moze chocby ponarzekac, to jest szczesciarzem. A przynajmniej powinien sie nim czuc. Dlaczego? Bo to znaczy, ze zyje. I ze ma po co zyc, skoro bowiem ma na co narzekac, to tym bardziej ma powod by zmienic swoje zycie na takie, zeby powodu do narzekania nie bylo.
Jak pomysle o tym, ze sa na swiecie ludzie, ktorzy nie moga swoim dzieciom zapewnic dobrego startu w doroslosc, ze ktos wyrzuca starego schorowanego psa z w mrozna noc do oczka wodnego sasiada, ze kolejny ojciec pedofil trafia za kratki, ze politycy ani mysla likwidowac horroru zwanego zusem, ze ludzie umieraja z glodu w Afryce a za przekonania w Chinach, ze w momencie gdy ide sie napic pysznej cieplej kawy w Indiach gwalci sie dziewczeta za to, ze przyznaja sie ze sa chrzescijankami.... to zaczynam doceniac, co mam. Uswiadamiam sobie mocno i wyraziscie, ze kazda minuta, sekunda zycia, jest jedyna i niepowtarzalna. Kazdy czlowiek, jakiego spotykam to dar. Kazde doswiadczenie jakie przezywam to łaska.
I tylko powtarzam sobie w myslach, zaciskajac kciuki - Boze, spraw, zeby moja pamiec nie szwankowala. Zebym NIGDY nie zapomniala o tym, nigdy....
Odkurzam sobie. A jakze.
- Nikt jeszcze nie skomentował

