*

Wróciliśmy z piekła!

Dodane 2008-09-02 13.33, komentarzy 1 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: hiszpania madryt podróż

Przysłowie "życie jak w Madrycie" jest mocno przesadzone lub źle rozumiane. Być może tym, którzy się tam urodzili podoba się wszystko i z pewnością żyje się lepiej. Estrangeiros, bo tak nazywają się obcokrajowcy pracujący w Hiszpanii, łatwego życia nie mają. Są tam traktowani jako zło konieczne, ale bez nich życie byłoby niemożliwe, bo Hiszpan brudnej roboty się nie chwyci. Madryt, to olbrzymie miasto, w którym żyje ponad 6 milionów mieszkańców. Jest bardzo rozłożystym miastem, składającym się z dzielnic wielkości Nowej Huty, do których prowadzi sprawna sieć autobusów, pociągów, tramwajów i metra. Kraków w porównaniu z Madrytem, to wielka wieś z mnóstwem kościołów i zabytków. W Madrycie też ich jest mnóstwo, lecz przez okres trzech tygodni, nie byliśmy w stanie zwiedzić wszystkiego. Jedno, co nie dawało mi spokoju, to okropny upał, w którym ciężko mi było oddychać. Rzadko widziałem ludzi, którzy wystawialiby się na słońce i ulice w miejscach nasłonecznionych świeciły pustkami. W miejscach zacienionych nie było wolnych miejsc, bo wszyscy chowali się do cienia. Czułem się, jak na planecie Crematoria ze słynnego filmu "Kroniki Roddicka". Trzy tygodnie bez deszczu, powodowały, że pot lał się z nas ciurkiem, a nocne ochłodzenie następowało dopiero nad ranem. Mieszkaliśmy w dzielnicy Majadahonda, która od centrum jest oddalona około 20 kilometrów. By dojechać do serca Madrytu, trzeba było korzystać z trzech środków transportu. Autobusu, pociągu oraz metra. Jak wiadomo wszystko kosztuje, a licząc nas dwoje, powiela to kwotę wydatków. Ograniczyliśmy się tylko do koniecznych podróży, resztę spędzając w dzielnicy, gdzie mieszkaliśmy. Obserwując życie mieszkańców Madrytu, wciąż zadawałem sobie pytanie, dlaczego u nas jest tyle absurdów, zakazów i nakazów, które utrudniają życie? Dlaczego nie czerpie się już sprawdzonych pomysłów od innych i nie wprowadza ich u nas? Autobusy posiadają tylko dwoje drzwi i wszystkie autobusy są klimatyzowane. Jedne drzwi są z przodu przy kierowcy a drugie w środku. trzecich drzwi brak. Wszyscy wsiadają przodem a wysiadają środkowymi drzwiami. Przy kierowcy jest kasownik, a kierowca kontroluje, czy bilet został skasowany i wpuszcza pasażerów. Można również kupić bilet u kierowcy, co ułatwia podróżowanie. Nie ma przepychanek, ani wsiadających, którzy się w Krakowie bezczelnie ryją, zanim inni wysiądą. Zupełnie inne życie, prostsze i bez stresu. Powaliła mnie na kolana kultura na jezdni i stwierdziłem, że my żyjemy w dziczy! Tam pierwszeństwo na pasach ma pieszy! U nas można na pasach stracić życie z sygnałem klaksonu w uszach. Uważam stanowczo, że producenci samochodów na polski rynek, powinni zsynchronizować klakson z pedałem hamulca, by nauczyć Polaków, że klakson auta nie wyhamuje. W całej dzielnicy i na wszystkich ulicach, pasy są zrobione na tzw. "śpiących policjantach", czyli wybrzuszeniach na jezdni. Przed przejściem znak wymalowany na asfalcie z ograniczeniem 20km/h. Nikt w Hiszpanii nie musi jeździć na światłach, bo tam dawno zrozumiano, że gdy świeci słońce samochody są widoczne. My musieliśmy wprowadzić głupi przepis, wzorem krajów skandynawskich, gdzie zmierzch szybciej zapada. W Polsce jest wiele nieprzemyślanych decyzji, które nic nie zmieniają. Najpierw przychodzi jeden cymbał i wprowadza mundurki, po to, żeby później inny cymbał mógł je wycofać. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze! Ubogie rodziny musiały się pozapożyczać, by wyposażyć swoje pociechy w wymyślne garniturki. Teraz okazuje się to niepotrzebne, ale pieniądze już zostały wydane. Tak nasze państwo naciąga zwykłych obywateli, na zbędne wydatki. Wprowadzono kolejny głupi zakaz, palenia papierosów na przystankach komunikacji miejskiej. Jest on wprowadzony tylko po to, by służby miejskie mogły karać, niestosujących się do przepisów. W Madrycie można palić i śmiecić praktycznie wszędzie, oprócz stacji metra, w samym metrze oraz pociągu i autobusie. Skutek, wszędzie jest czysto! Niedopałki rzuca się na ulicy, dworcu kolejowym, w barze pod nogi wraz z innymi śmieciami. Bar w którym nie ma śmieci na podłodze, jest omijany. Śmieci na podłodze baru są jego reklamą, że tu warto wstąpić. Czym więcej śmieci, tym lepszy bar. Śmieć rzucony na ziemię, daje pracę innym, którzy dbają o to, by było czysto. Nie mieści się w głowie to, że wielka metropolia, w której żyje tyle ludzi, jest tak czysta, choć zamieszkuje ją setki innych narodowości. W środkach komunikacji miejskiej, nikt nie patrzy na nikogo wilkiem. Tam ludzie się szanują i mają inną mentalność niż nasz kochany Naród.Chciało by się krzyknąć, Boże, gdzie ja żyję?!
Ps. Zapomniałem o najważniejszym. Śmieci, wynosi się do specjalnych automatów, otwiera klapkę, wkłada worek z odpadami, zamyka klapkę i przekręca wajchę, po czym śmieci trafiają do specjalnego kontenera pod spodem ulicy, a gdy jest już pełno, włącza się zasysacz, który transportuje je do głównego zbiornika, gdzie są selekcjonowane. Taki podziemny transport "pneumatycznej poczty śmieciowej". Dzięki temu sprytnemu wynalazkowi, nie ma tam much.

zgłoś nadużycie
Komentarze
kikaNH kikaNH
:) Dodane

podoba mi się, zwłaszcza fragment o śmieciach:)

Dodaj swój komentarz: