*

Ja, tak to widzę.

Dodane 2008-07-05 15.42, komentarzy 4 - dodaj komentarz Miejsce: Kraków Tagi: straż miejska statystyka ofiary

Jak czytam te statystyki o straży miejskiej, to uśmiech rysuje się na mojej twarzy. Z moich obserwacji wynika, że straż miejska ma ustalone cele, gdzie i jak gnębić spokojnych obywateli. Na przedstawionych zdjęciach widać, gdzie poluje straż, by zgnoić porządnego obywatela. Tam gdzie są potrzebni, to ich po prostu nie ma. Na zdjęciach ulica Podwale, gdzie kierowca zatrzymał się w celu podjęcia gotówki z bankomatu w oddziale Citibank oraz dwa zdjęcia z ulicy Karmelickiej, gdzie znudzeni strażnicy miejskiej czekają na swoje ofiary. Takich przykładów mógłbym dać więcej, bo jestem szczególnie wrażliwy na te pasożyty.
Najczęściej ofiarami straży miejskiej padają ludzie słabi, zagonieni, zatroskani i ci najmniej winni. Patrole straży miejskiej upodobały sobie szczególnie pewne rejony miasta i samotnych obywateli, którym można dosypać problemów. Pomijam już fakt, że wracający po pracy mój syn, kupił sobie puszkę piwa i idąc w kierunku domu, po opuszczeniu autobusu, postanowił ją opróżnić. Otworzył ją i idąc chodnikiem czerpał łyki chłodzącego napoju. Miał pecha, natknął się na czyhającą w pobliżu straż miejską, co kosztowało go 100 złotych, ciężko zarobionej kasy. Co dzień w tym samym miejscu, zgraja opojów robi sobie na ławce tego samego chodnika libację piwną, gdzie piwo leje się nie z jednej a z wielu puszek i to na siedząco, bez żadnej krępacji i nikt nie reaguje. Nikogo wtedy nie ma. Powód? Panów jest ponad pięciu i to już dla straży jest problem. Łatwiej jest dokopać singlowi niż narazić się kilku osiłkom. Tak też nie odnotowano ostatnio większego spożycia alkoholu, bo straż ogarnia strach, gdy trzeba podjąć interwencję. Kiedyś, gdy z okna mieszkania dostrzegłem bandę łobuzów, która skakała po maskach samochodów, siadała na nich pijąc piwo i gasiła papierosy na pojazdach, wezwałem telefonicznie straż, by ujęła gości na gorącym uczynku. Musiałem dzwonić do straży miejskiej trzy razy, by ci zechcieli w ogóle interweniować. Z okna dziesiątego piętra, dostrzegłem wyłaniający się samochód straży miejskiej, która zmierzała w kierunku łobuzów. Gdy się zbliżali do miejsca docelowego, włączyli syreny i świecące koguty, po czym banda się rozpierzchła i szukaj wiatru w polu. Po co robić sobie kłopot, spisywać raporty, skoro z ortografią są kłopoty i w ogóle zawracać sobie głowę, skoro problem sam się rozwiązał? Tak wyglądają działania straży miejskiej. Ja nie piszę standardowych artykułów wyssanych z informacji prasowych, tylko przyglądam się życiu naszego miasta. Stąd mój nick, obserwator51.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Andrzej Zabielski Andrzej Zabielski
Zgadzam się Dodane

raz miałem też przygodę. Koło przystanka stanąłem sobie z papierosem, widząc straż miejską. Zaczaili się, zagadali... a ja poprosiłem o udowodnienie mi, że nie przekroczyłem przepisowego promienia 15 metrów od słupka przystanku (jestem pewien, ze przekroczyłem). Odczepili się, po czym zatrzymali pewnie za bzdurę jakiś samochód.

mdr mdr
sprzeciw Dodane

Z większą częścią Twojej wypowiedzi zgadzam się, ale nie rozumiem dlaczego picie alkoholu przez Twojego syna w miejscu publicznym uważasz za akceptowalne. Ciężko pracował na pieniądze? To go nie usprawiedliwia.

obserwator51 obserwator51
Do sprzeciwu Dodane

Picie piwa przez mojego syna uważam za akceptowalne nie dlatego, że kupił je za ciężko zapracowane pieniądze, ale sączył jedno piwo idąc z pracy do domu. Nie sączył puszek jednej za drugą, a pustych nie wyrzucał na trawnik. Nie jest to przejaw nagminnego łamania prawa, a jest to incydent o małej szkodliwości. Kolejny przypadek, zamieściłem w swoich zdjęciach, gdzie młody człowiek pije piwo w tramwaju siedząc i wcale się nie przejmuje tym, że jest w tramwaju wiele osób. Jak chodzi o mojego syna, to namierzyli samotnika, który straży nie zaszkodzi, to się na nim uwiesili. Gdy ilość pijących osób przekracza jedną osobę, to straż robi w pory i boi się interweniować. Gdyby zaczaili się pod osiedlowym sklepem, zarobili by o wiele więcej, bo tu osiedlowa banda pije piwo bez żadnej krępacji. Natomiast dzień w dzień na moim osiedlu, a widzę to ze swojego okna, cała zgraja dorosłych ludzi, okupuje jedną z ławek i urządza sobie piwną libację. Siatki z wieloma puszkami piwa leżą pod drzewem, a panowie siedzący na ławce, po kolei go spijają. Puste puszki zalegają później trawnik, który jest za ławką i to mi się właśnie nie podoba. Codziennie jest ta sama sceneria. Dziś wyjątkowo jej nie było bo padał deszcz. Był natomiast samochód straży miejskiej, cud! (niewidziany od miesiąca), który przejechał wzdłuż parkingu, ale dziś na ławce nie było nikogo.

mdr mdr
Odbieganie od tematu Dodane

Jak już pisałem, zgadzam się pozostałymi opiniami ww. wypowiedzi, ale skoro obowiązują określone przepisy, to nie możemy robić wyjątków, marginalizując występki członków rodziny tłumacząc tym, że to niska szkodliwość czynu i obyło się bez śmiecenia. Idąc tym tropem, kierowca, który wsiądzie po spożyciu sporej ilości alkoholu i jedzie osiedlową, pustą drogą jest znacznie lepszym obywatelem od tego, co wiezie całą rodzinę i wraca z innego miesta? Zostawmy syna na boku, by nie zamienić dyskusji w obronę latorośli, bo o nie o to mi chodzi, tylko merytoryczną wymianę zdań.

Dodaj swój komentarz: