Jestem nowicjuszem w portalu i zawsze myślałem, że blog, to taki mały pamiętnik, na który składają się różne przemyślenia, pomysły, czy opis zaistniałych sytuacji, które mnie spotkały lub zaistniały w moim otoczeniu. Otrzymuję tekst od Administratora, o treści:
"Staraj się też publikować jako artykuły serie zdjęć i obszerniejsze teksty. W blogu publikuj komentarze, własne oceny"
Jak mam to rozumieć? Fotoreporterem nie jestem. Jakie mam zdjęcia, to takie zamieszczam. Nie tworzę reportaży celowo. Co mi się uda ująć na zdjęciach, to to zamieszczam. Nie robię zdjęć typowych dla telewizji, czy prasy. Opisuję swoje bolączki, bo blog do tego służy. Jest to w sumie pamiętnik dla skarżypyty, którego coś uciska i chce to "sprzedać" czytelnikom. Niech oni się też nakręcą i napiszą coś od siebie lub dokopią mi ile wlezie, bo myślą inaczej niż ja. Poniedziałek, ostatni dzień czerwca minął bezproduktywnie. Znów cały dzień nigdzie nie wychodziłem, bo i po co? Do centrum godzina jazdy w jedną stronę i tylko po to, by wydać kasę na bilet, to mi się nie opłaca. Później trzeba wrócić i stracić kolejną godzinę "superszybkim tramwajem":), za kolejne pieniądze. Licząc podróż w obie strony, to ponad 5 złotych. Za te 5 złotych to ja mam bochenek chleba i kostkę masła na trzy dni. Reasumując tkwię w swoim "więzieniu", za comiesięczny czynsz i nigdzie nie wychodzę. Moje osiedle to pustynia kulturalna i oprócz kilku kopniaków oraz paru sińców, nic się wydarzyć nie może. Kurdwanów, to zapomniane osiedle, to dziura w ziemi Krakowa. Stąd wrony zawracają po donośnych sporach na wierzchołkach drzew, gdzie wraz ze srokami, kłócą się do godzin południowych. Tu nic się nie dzieje, przynajmniej dla tych, którzy nie śmierdzą groszem. Jak kogoś stać, to bierze koc, wałówkę i wynosi się stąd jak najdalej, bo odpocząć od hałasu samochodów i kwadratowych kół tramwajów. Większość korzysta ze swych wypasionych bryk i jedzie na łono natury, by poopalać "mordę". Jak stare przysłowie mówi, kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi. Tak więc siedzę ja sobie w domu i oglądam świat z pozycji komputerowego monitora. Z pomocą Google Earth, można zwiedzić cały świat, nie wychodząc z domu. Ostatnio oglądałem zdjęcia z Peru, gdzie w miejscowości Nazca, nawiązywano łączność z kosmitami przy pomocy gigantycznych znaków na powierzchni Ziemi.
Nie wiem, co robię źle?
obserwator51
64 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 185
- Wpisów na blogu: 322
- Komentarzy: 1709
- Miejsc na mapie: 134


Bardzo się cieszymy, że obserwujesz miasto i pokazujesz co w nim jest w porządku, a co nie jest. Czekamy na Twoje informacje, spostrzeżenia i zdjęcia - czy to pojedyncze, czy w serii.