Jeszcze parę minut siedziałem na ławce myśląc o słowach staruszka. Po chwili dotarło do mnie, że jestem dzisiaj umówiony. Szybko ruszyłem w stronę swojego przystanku. W tramwaju znowu dopadła mnie jakaś dziwna pętla czasowa. Miałem wrażenie, że wszystko dzieję się w zwolnionym tempie. Zupełnie jak na filmach. Nie mogłem tego znieść. Jak tylko zwolniło się miejsce, nie bacząc na stojących inwalidów, emerytów, kobiety w ciąży zająłem krzesełko przy oknie. Miałem nad nimi przewagę, oni poruszali się w zwolnionym tempie. Odetchnąłem z ulgą. Czas zwolnił jeszcze bardziej. Nie mogłem na to patrzeć. Nie chciałem o tym myśleć. Zamknąłem oczy i przykryłem twarz dłońmi. Skoncentrowałem się na dźwiękach. O dziwo, te działy się w czasie rzeczywistym. Skupiłem się na odgłosach jadącego po szynach tramwaju. Nagle, metalowy rytm zaczął przyspieszać. W pierwszej chwili ucieszyłem się, że szybciej dotrę do domu. Poruszaliśmy się coraz szybciej. Szum pędzącego tramwaju stał się nie do zniesienia. Metalowe dźwięki kłuły mnie w uszy. Coraz silniej, coraz szybciej. Nie wytrzymałem. Otworzyłem oczy.
Stoję na środku wielkiej jezdni. Na małej wysepce pomiędzy pasami ruchu. Wysepka wyłożona jest szarą kostką brukową, którą ostatnio wszędzie kładą. Ma szerokość jednego metra, a długość około dziesięciu. Stoję na wysepce. Po obu stronach, po cztery pasy ruchu. W oddali, w dolinie widać wielkie miasto, do którego płynie szeroka, ośmiopasmowa, asfaltowa rzeka. Na niebie króluje wielkie słońce. Z pożądaniem patrzące na asfaltową rzekę. Ta, odwzajemniając szczere uczucia, zamienia podarowane promienie w ciepło. I tak trwa akt miłosny, w postaci efektu fatamorgany. Dopóki jakaś zazdrosna chmura im nie przeszkodzi. Stoję sam. Wokół mnie rój samochodów pędzących w obu kierunkach. Rozglądam się. Wielka asfaltowa rzeka przecina drugą, taką samą rzekę. Stoję na skrzyżowaniu. Rozglądam się dalej. Widzę światła sygnalizacji, chodniki po obu stronach, pełne ludzi, przejścia dla pieszych i przystanki autobusowe. Na przystankach czekający tłum niedoszłych pasażerów. Stoję i słyszę jak hałas pędzącego tramwaju zamienia się w szum mijających mnie samochodów. Nie wiem skąd się tu wziąłem i nie wiem jak się stąd wydostać. Przerażony wołam i macham do ludzi na przystanku. Nikt jednak mnie nie widzi, ani słyszy. Podskakuje, krzyczę, błagam o pomoc. Ludzie mnie ignorują. Mój wzrok przyciąga wyróżniająca się sylwetka nadzwyczaj wysokiego mężczyzny. Jako jedyny z dziesiątków patrzy się na mnie. Może mnie nie słyszeć, ale mnie widzi. Nie reaguje jednak. Obok niego stoi karzeł. Ten sam karzeł, którego spotkałem pod swoimi drzwiami. Wcześniej go nie zauważyłem. Przerażony jego obecnością panicznie chciałem uciec. Stoję na skrzyżowaniu. Są światła. Kiedyś muszą się zmienić na czerwone. Wtedy będę mógł przejść. Światła jednak nie zmieniają się. Nerwowo spoglądam na przystanek, wypatrując dziwnej pary, karła i giganta. Stoją i obserwują mnie. Z desperacją wyczekuję czerwonego światła. Nic z tego. Czuję dłoń na swoim ramieniu. Odwracam się, naprzeciwko mnie, na tej samej wysepce, stoi tajemnicza para. Stoją i milczą, obserwując moje paranoiczne reakcje.
- Jak się tu dostaliście? Wiecie, jak się stąd wydostać?
Nic nie odpowiadają, tylko wpatrują się we mnie. Podchodzi karzeł, żeby lepiej się mi przyjrzeć. Jest ubrany dokładnie tak samo, jak wtedy gdy stał przed moimi drzwiami. Wpatrywał się we mnie w ten sam sposób jak wówczas.
- Czego chcesz? Kim jesteś?
Karzeł, jakby zniesmaczony, tym co zobaczył w moich oczach, odwraca się i odchodzi.
-Co jest grane? Pomóżcie mi się stąd wydostać!
Jedno pstrykniecie palcami karła i Goliat wiedział co ma robić. Podszedł do mnie, zacmokał w geście zniesmaczenia i pchnął mnie wprost pod nadjeżdżającego TIR’a.
Opowieści z ... cz. VI
Łukasz Żołądź
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 307
- Wpisów na blogu: 6
- Komentarzy: 52
- Miejsc na mapie: 102


:O
!