Obudziłem się, jak zwykle, w swoim łóżku. Jak zwykle, obudziłem się sam. Kilka minut zajęło mi wygrzebanie się spod kołdry. Hierarchię czynności miałem wyćwiczoną od dawna; najpierw woda na kawę, potem oddać mocz, włączyć kompa, otworzyć balkon, nakarmić rybki, zalać kawę, usiąść z nią przed komputerem, zapalić fajkę, zamknąć balkon. Nie do końca jeszcze obudzony, postanowiłem udowodnić, wczorajszym karłom, że są snem, sprawdzając archiwum gadu-gadu. Niestety okazało się, że rozmawiałem na gg wieczorem, wiec opcja ze snem odpada. Specjalnie tym się nie przejąłem, została mi opcja z przewidzeniem. W spokoju oddałem się dalszym, rytualnym czynnościom poranka.
Po szybkim prysznicu i śniadaniu składającym się z dwóch jabłek, zacząłem planować dalszy ciąg dnia. Była już godzina 13, a ja nie miałem nic ważnego do zrobienia tego dnia, więc planowanie szło mi raczej wolno.
- Zresztą, co tu planować, jak nie mam co załatwiać. – Pomyślałem i spokojnie, paląc papierosa, oglądałem okna bloku z naprzeciwka.
Moje niezdyscyplinowane myśli odbiegały od przyjemnej dla mnie, właśnie rodzącej się teorii okien telewizorów, w stronę nieprzyjemnych wspomnień ostatniego wieczora. Próbowałem je zagłuszyć ulubioną muzyką. Nieskutecznie.
- Muszę wyjść z domu, albo karły mnie znowu odwiedzą. – Powiedziałem głośno; co rzadko mi się zdarzało.
Kilka minut później telefon zabrzęczał. Sms od ziomka – „CO JEST MAN? WPADAJ NA BRO NA PLATFORME JAK NIE MASZ PLANOW KLINUJEMY;)”
Ucieszyłem się z tego sms-a. Odpisałem – „spoko przybywam;)”.
Platforma to nasza potoczna nazwa na kawał betonu, jaki znajduje się na bulwarach wiślanych, nieopodal Placu Bohaterów Getta, zaraz pod mostem. Zadowolony, że ucieknę od prześladujących mnie myśli o karłach, na szybkości zacząłem się zbierać do wyjścia.
Standardowo, bez biletu, wsiadłem do tramwaju linii 34. Wysiadłem na Placu Bohaterów Getta. Po drodze wstąpiłem jeszcze do ulubionego sklepiku z alkoholem, który nazywał się „WSTĄP”, po konkretną ilość Leszków. Gdy dotarłem na platformę zobaczyłem tylko jednego ziomka, autora sms-a. Leżał na platformie uśmiechnięty jak student w Juwenalia.
- Co jest! – Krzyknąłem.
- Sam jesteś? Gdzie reszta? – Zapytałem schodząc po schodach prowadzących do platformy.
- Aa pijaki poszli na obiad. – Odpowiedział z uśmiechem na twarzy Michał.
Z Michałem znaliśmy się parę ładnych lat. Studiowaliśmy na tym samym roku, był moim przyjacielem. Michał był facetem mojego wzrostu, blondynem o niebieskich oczach. Lubił posłuchać rocka i najebać się w CARPE w poniedziałki i środy piwem za 3zł.
- Żreć poszły knury, powiadasz? – Zagadałem, instalując się obok niego na platformie.
- Pasibrzuchy. – Krótko i treściwie odpowiedział.
- Leszka? – Zaproponowałem. Otworzyliśmy po piwie.
Opowieści z... cz.IV
Łukasz Żołądź
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 307
- Wpisów na blogu: 6
- Komentarzy: 52
- Miejsc na mapie: 102


Ja tam kurna bez biletu nie jeżdżę,kanary za często łapią. Wiesz ile to leszków?