Konkubinat (bardziej formalne określenie to kohabitacja) niesie ze sobą szereg ograniczeń, mających niebagatelne znaczenie dla wspólnego pożycia. Są to na przykład: brak możliwości rejestrowania konkubinatów, niemożliwość praktycznego dochodzenia spraw spadkowych (ewentualnie z testamentu), niemożność uzyskania alimentów od konkubenta czy wreszcie brak możliwości wspólnego przysposobienia dziecka oraz sprawowania funkcji opiekuna.
Podstawowa różnica między małżeństwem a konkubinatem polega na przyrzeczeniu sobie dozgonnej miłości w Kościele i zrobienie tego (lub nie) w otoczeniu świeckim. Dla praktykującego katolika wyznanie miłości powinno odbyć się przed Bogiem i będzie on bezdyskusyjnie do tego dążył. Może być również tak, że jego wiara nie jest najmocniejsza i chce po prostu uzyskać pewne korzyści płynące z małżeństwa albo też boi się postawy Kościoła katolickiego, który nieformalne związki określa jednoznacznie: grzech.
To słowo ma wystarczająco mocne zabarwienie, wręcz magiczne - sprawia, że strach nas ogarnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ostre słowa księży, że konkubinat znieważa godność małżeństwa, niszczy pojęcie rodziny, osłabia znaczenie wierności (bo jeśli ma jednego/jedną i z nim żyje, to skąd pewność, że nie ma jeszcze innego/innej?) i dopuszcza akt płciowy (który powinien mieć miejsce wyłącznie w małżeństwie) oraz wyklucza z możliwości przyjmowania Komunii sakramentalnej, powodują w nas alergię na sam dźwięk słowa konkubinat. Przyrzekamy sobie wtedy, że zdecydowanie weźmiemy ślub, nawet za cenę wielkich wyrzeczeń.
Czy to dobre wyjście? Któż z nas nie zna starych rodzinnych opowieści o tym, że "mąż powinien być jedynie trochę ładniejszy od diabła", "nie pije, nie bije, więc może być". Poglądy naszych babek i prababek na temat małżeństwa wydają się do dziś aktualne, tylko trochę w innym świetle.
Spójrzmy na to tak: młoda, kochająca para nagle "wpada" - dziewczyna zachodzi w ciążę. Przedtem nie planowali ślubu, a wraz ze wzrostem dziecka w łonie rośnie ochota na sakramentalne "tak". Oczywiście nie dotyczy to kilku czy kilkunastu par, ale zjawiska o wiele większej skali. Czym więc kierują się młodzi? Głównie zabezpieczeniem finansowym dla dziecka, szeregiem wymienionych na początku artykułu korzyści, ułatwieniem, jakie w tym wypadku zapewnia ślub. A gdzie jest miejsce na miłość? Często jest ona obecna, ale czy na tyle mocna, by wiązać się z kimś na całe życie? W grę wchodzi również inne, ludowe porzekadło: "co ludzie powiedzą"...
Często jednak ludzie prezentuja zgoła odmienną postawę - nie chcą się żenić "dla papierka". Ale czy ślub kościelny czy też cywilny jest tylko papierkiem? Dla jednych ten papierek to uroczysta przysięga przed Bogiem i rodziną, sakrament, który daje im wiarę, nadzieję i siłę do dalszego, wspólnego życia. To też błogosławieństwo od samego Boga, które jest jak balsam dla duszy, ale i obowiązek, którego nie sposób porzucić. Inni twierdzą, że zmiana nazwiska i magiczne słowo "mąż", "żona", tak naprawdę nie spowodują znaczącej zmiany w ich pojmowaniu miłości, Boga, poglądów na życie, rodzinę, wiarę. Nie czują potrzeby potwierdzania publicznie swej miłości, nie chcą całego tego zgiełku związanego ze ślubem, ale spokoju.
Więc czym jest ślub? Przekroczeniem, połączeniem czy też uwiązaniem? Warunkiem związku, formalnego lub nie, jest jednak miłość. To ona jest naszym spowiednikiem, wyrocznią, sumieniem. Biała suknia czy życie bez żadnych obietnic? Zapytaj swego sumienia...
| Wydarzy się: Kino | Koncerty | Teatr | Sport | Wystawy | Imprezy | Kabaret | Festiwal |



nie wyobrażam sobie zawarcia malżenstwa w moim wieku (21lat). Mimo, iz jest to mlody wiek to mieszkam z narzeczonym juz od 2 lat ,owszem planujemy slub, ale za 4 lata. Jak juz bedziemy po studiach i zaczniemy nowe zycie na swoim. Teraz tak wynajmujemy mieszkanie w studenckich standardach i jest dobrze. Ale od razu formalizowac to co nas laczy?? be przesady. A zycie w grzechu to prosze was... jak moze mnie osądzać ksiądz osoba, ktora zielonego pojecia nie ma o zyciu malzenskim, rodzinie itp.
~bartek
"jak moze mnie osądzać ksiądz osoba, ktora zielonego pojecia nie ma o zyciu malzenskim, rodzinie itp."
I tu się mylisz - niektórzy księża bardzo często wiedzą więcej, bo mają kontakt z różnymi ludźmi, nie mówiąc o tym, że pewnie też się wychowywał w rodzinie.
4 lata czekać? to po co się zaręczacie, wiecie w ogóle co to znaczy "zaręczyć się"?