Od maja do października tego roku, strażnicy mają za zadanie w szczególny sposób dbać o porządek, spokój i bezpieczeństwo tej części Śródmieścia, która stanowi wizytówkę naszego miasta.
- Istotnym elementem podejmowanych przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej interwencji są działania zmierzające w kierunku przeciwdziałania wykorzystywaniu ławek przez osoby na nich śpiące, reagowaniu na bezdomnych i nietrzeźwych wyłudzających pieniądze i zaczepiających przechodniów - informuje Marek Anioł, rzecznik SM. - Poza restrykcjami, działania są również ukierunkowane na udzielanie pomocy tym osobom - zaznacza.
Strażnicy pełnią swoją służbę we wszystkie dni tygodnia, w godzinach największego natężenia ruchu mieszkańców i turystów, czyli od 10.00 do 18.00 oraz od 16.00 do 24.00. Można się na nich często natknąć zwłaszcza w obrębie Rynku Głównego i Plant. W zabezpieczaniu Drogi Królewskiej i bulwarów wiślanych, wspomagają ich także funkcjonariusze policji.
Rzecznik Straży Miejskiej chwali się już pierwszymi efektami prowadzonych działań. - Widoczna obecność strażników miejskich w tych miejscach przyczyniła się już do zdecydowanego ograniczenia aktywności osób żebrzących i wyłudzających drobne pieniądze od przechodzących. Poza tym, patrole Straży informują bezdomnych i potrzebujących o możliwości skorzystania z noclegowni, pomocy medycznej itp.
Statystycznie, działalność strażników w Śródmieściu, w okresie od 7 maja do 15 lipca, można przedstawić następująco: ujawnili 341 popełnionych wykroczeń, w związku z czym nałożyli 115 mandatów karnych, sporządzili 17 wniosków o ukaranie do sądu oraz pouczyli 209 osób.
Patrole zatrzymywały zwłaszcza osoby nietrzeźwe, w ramach akcji przeciwdziałania alkoholizmowi. - Bardzo ważnym zadaniem dla poprawy porządku w centrum miasta jest wyeliminowanie osób spożywających alkohol, zakłócających spokój, a także tych, które swoim wyglądem i zachowaniem budzą odrazę i niepokój przechodniów - podkreśla Anioł. - W te działania zaangażowane zostały między innymi: patrole piesze, rowerowe, zmotoryzowane czy przewodnicy z psami służbowymi (z aktywnym i bardzo istotnym narzędziem w walce z wykroczeniami i przestępstwami - monitoringiem wizyjnym) - dodaje rzecznik.

Jeżeli osoba będąca pod wpływem alkoholu, daje swoim zachowaniem "powód do zgorszenia" lub "znajduje się w okolicznościach zagrażających jej życiu i zdrowiu", strażnicy mają taką osobę doprowadzić do miejsca zamieszkania lub do Miejskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień. Tylko w czerwcu br. odwieźli 265 nietrzeźwych do MCPU oraz 19 do ich domów.
Komendant Straży Miejskiej podkreśla, że przeciwdziałanie alkoholizmowi jest skuteczne i pełne tylko wtedy, gdy kontrolą objęte są również placówki prowadzące obrót napojami alkoholowymi. - Zgodnie z zarządzeniem komendanta z 2007 roku, zintensyfikowano także działania ukierunkowane na ujawnianie sprzedaży napojów alkoholowych osobom nietrzeźwym, osobom poniżej osiemnastego roku życia oraz prowadzenie sprzedaży napojów alkoholowych pod zastaw, na kredyt lub wbrew warunkom zezwolenia - podkreśla Marek Anioł.
Czy zintensyfikowane działania strażników w Śródmieściu pozytywnie wpłyną na poprawę poczucia spokoju, porządku i bezpieczeństwa w tym rejonie? Czy jest szansa, aby na trasie tzw. Drogi Królewskiej w Krakowie, tak dobrze nam znany widok osób żebrzących, nietrzeźwych czy w inny sposób łamiących przyjęte i obowiązujące normy zachowań, stał się rzadkością?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach pod tekstem.
| Informator MM: Teatry | Policja | Noclegi | Kościoły | Lotto | Baseny | Hot spoty | Mapa |



~S
Teraz rozumiem, dlaczego siedzac na lawce na Plantach widze 2 straznikow, a po 50 sekundach kolejnych 2, a po 4 minutach kolejnych 2:)
Podoba mi sie to:)
W artykule jest napisane: "Strażnicy pełnią swoją służbę we wszystkie dni tygodnia, w godzinach największego natężenia ruchu mieszkańców i turystów, czyli od 10.00 do 18.00 oraz od 16.00 do 24.00."
I to jest właśnie dziwne dlaczego do 24.00... a co potem? Potem właśnie najwięcej jest pijanych pseudoturystów, którzy po zaliczeniu wielu krakowskich piwiarni itp. siedzą skacowani na progach budynków, wymiotują w bramach, oddają niezbyt honorowo mocz w miejscach publicznych, chodzą pijani środkiem ulic, krzyczą zakłócając ciszę nocną, skaczą po samochodach...
Wtedy właśnie strażników nie ma. Dlaczego?
A druga sprawa że to i tu znów zacytuję: "Bardzo ważnym zadaniem dla poprawy porządku w centrum miasta jest wyeliminowanie osób spożywających alkohol, zakłócających spokój, a także tych, które swoim wyglądem i zachowaniem budzą odrazę i niepokój przechodniów - podkreśla Anioł."
No i właśnie to mnie dziwi bo obserwuję ich działania codziennie i niestety bardzo rzadko czepiają się tych, których pan Anioł wymienia... lecz najczęściej tak jak na załączonej fotografii sprawdzają handlujących okularami albo gonią babcie sprzedające oscypki.
Ja wiem że i nielegalny handel i np, zajmowanie większej przestrzeni chodnika niż w zezwoleniu też należy eliminować... ale tak się składa że nie ma to najmniejszego przełożenia na postrzeganie miasta przez turystów ani na ich bezpieczeństwo.
Teraz np. przez remont ulic Dominikańskiej i Franciszkańskiej w miejscu skrzyżowania z ul. Grodzką jest istny komunikacyjny horror, który przeciąga się w całą ulicę Grodzką. Dziesiątki samochodów, które dawniej mogły dojechać tylko do pomnika Dietla i tam zawrócić, teraz jadą przez plac Wiosny Ludów, następnie przez Grodzką pod Wawel. Nad tym nikt nie panuje. To co się teraz dzieje na Grodzkiej jest ewidentnym przykładem braku tam jakiegokolwiek strażnika miejskiego. Na Grodzkiej parkują i ci co mogą i ci co nie powinni. Samochody które dawniej zjeżdżały z placów Wiosny Ludów i Dominikańskiego w ul. św. Gertrudy jadą Grodzką... i było by wszystko dobrze, tylko równocześnie jadą tam dorożki i meleksy zatrzymując się przy każdym ciekawszym zabytku, co powoduje że przejechanie Grodzkiej trwa około 20 min. Wielu kierowców wkurzonych taką sytuacją przejeżdża po kontrapasie rowerowym i chodniku wymijając dorożki i meleksy. Mało tego że jadąc po chodniku... potrafią jeszcze trąbić na pieszych. Wczoraj widziałem tam różne przykłady takich jazd po chodniku i wymuszeń pierwszeństwa na rowerzystach że w końcu to się źle skończy.
To ja się pytam gdzie są ci dzielni strażnicy? Ano byli właśnie "poprawiali bezpieczeństwo" sprawdzając czy pani sprzedająca okulary robi to zgodnie z prawem...
Bo strażnik też Polak i lubi się napić. Zaczyna po 24-tej i kończy przed służbą kolegów, którzy zaczynają pracę o 10:00. Bramowy sprzedawca okularów, to wróg, który się nie przemieszcza. Jest stoiskiem stacjonarnym, za którym gonić nie trzeba, więc łatwo jest karać i przy tym składać raporty, że tyle to, a tyle osób ukarano w tym miesiącu. To cenne punkty do statystyki. Babcia, która handluje oscypkami, to też podobna sytuacja. Wtedy, kiedy ona jest kontrolowana przez strażników miejskich, pijak na ławce może spać spokojnie. Jemu się też wypoczynek należy.
Kierowca to wielkie panisko i od momentu zajęcia miejsca za kierownicą, wszystko, co przed maską to intruz, którego trzeba pogonić sygnałem, bo jakim prawem ktoś idzie po chodniku, kiedy on po nim jedzie samochodem? To śmieszne, że kiedy ten sam kierowca idzie po chodniku, klnie na tych, co po nim jeżdżą. Później wsiada w swoją brykę i trąbi na tych, którzy po chodniku idą. Jest to ewidentny dowód na to, że kierowcy mają krótką pamięć, gdyż nie pamiętają, że przed chwilą robili to samo. I słyszy się wyzwiska pieszego, jak jedziesz baranie, a gdy wsiądzie się już do swojej bryki, padają słowa, ci ludzie chodzą jak bydło.
Inną plagą są bramowi sklepikarze, których w Krakowie jest na pęczki. Krakowianie to bardzo przedsiębiorczy ludzie z niezwykłymi zdolnościami handlowymi oraz niezwykłym tupetem. Niektórym nawet mandat nie przeszkadza, bo i tak im się to opłaca. Żyć z czegoś trzeba. Lepsze deko handlu niż kilo roboty. Otwierając własny interes, trzeba by się liczyć z kasą fiskalną, a tak mają do ręki czysty zarobek, bez podatku do kasy państwa. I tacy sklepikarze bramowi, śmieją się w oczy tym, którzy uczciwie pracują, odprowadzając pieniążki do budżetu. Po likwidacji jednych stoisk, powstają kolejne i tak w kółko. Ile na tym traci państwo, trudno wyliczyć, ale podejrzewam, że są to ogromne kwoty. Taki bramowy handel, niczym się nie różni od przemytu papierosów, czy alkoholu. Niestety szara strefa niszczy naszą gospodarkę, lecz nie ma na nią lekarstwa, a te kontrole straży, to kropla w morzu potrzeb.
Uważam że Straż Miejska to formacja pasożytnicza. Najbardziej przykładają się do ścigania wykroczeń, które najłatwiej wypatrzyć, a nie tych najbardziej szkodliwych. Bolączką studentów UEK są strażnicy czający się przy ulicy Lubomirskiego na ludzi przechodzących w miejscu niedozwolonym. Szkodliwość jest niewielka bo da się tam przejść tylko i wyłącznie kiedy na Rondzie Mogilskim czy skrzyżowaniu Lubomirskiego z Rakowicką samochody mają czerwone światło. Strażnicy stoją tam bo mają łatwy zarobek zamiast stanąć po drugiej stronie i ścigać babcie nawożące trawnik i chodnik, co według mnie jest bardziej uciążliwe.
Nawożące psim łajnem oczywiście.
zauważyłem piękną Toyotę z napędem hybrydowym.
Niby nic szczególnego,jednak na drzwiach tej wypasionej bryczki widniał napis "Straż Miejska" Nasze miasto jest baaardzo bogate skoro życiowym nieudacznikom, jakimi jest większość strażników SM funduje tak drogie pojazdy !