O ile w przypadku Biprostalu można było mówić o nieświadomym wartości posiadanego dzieła inwestorze to sprawa żyletkowców jest tym bardziej bulwersująca, że krakowskie dziedzictwo architektoniczne ma być zniszczone z pieniędzy podatników! Sąd Okręgowy zdaje się nie zauważać problemu - traktuje budynki jak pudła na biura nie martwiąc się o ich wygląd. A to przecież urzędnicy stojący na straży prawa powinni wiedzieć najlepiej że zgodnie z definicją ustawową zabytki to obiekty, które "stanowią świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, a które powinny być zachowane ze względu na swoją wartość artystyczną, naukową i historyczną" tak więc zabytkami są nie tylko XIX-wieczne kamienice (często o niskiej wartości artystycznej z ozdobami ze wzornika) ale także budynki w których mieszczą się biura Sądu.
Niestety budynki z lat 60. czy 70. wciąż traktowane są jako komunistyczna, niechciana spuścizna którą należy tępić. Co jest myśleniem zupełnie błędnym. Historii wszakże nie wymażemy, a możemy doprowadzić do sytuacji kiedy to na zachodzie modernizm stanie się turystycznym hitem podczas gdy w Polsce załamywać będziemy ręce i zastanawiać się jak mogliśmy dopuścić do zniszczenia naszego narodowego dziedzictwa.
Petycję w obronie krakowskich żyletkowców podpisać można na stronie: http://www.petycje.pl/petycja/4859/petycja_w_obronie_%C5%BByletkowcow.html
Grupa Nie pozwólmy zniszczyć 'Żyletkowców' na Facebooku: http://www.facebook.com/group.php?gid=274012259639&ref=ts
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |








Wnioskuję z przeczytanego artykułu, że ktoś ma ochotę na wyrzucenie publicznych pieniędzy w błoto. Widać skończyły się pomysły na marnotrawienie publicznej kasy. Powstało pytanie, na co by tu znów bezmyślnie wydać pieniądze? Warto by się nad tym zastanowić, kto na tym zyska, czyli kto naciska usilnie na ocieplenie "żyletkowców". Ktoś widocznie widzi w tym niezły interes i ciekawe, kto to jest? Czyżby brakło już bloków, które trzeba oszpecić? Gdy budowano te bloki, jakiś architekt zadbał o to, by wyglądały one tak, jak wyglądają obecnie. Ktoś podpisał się pod projektem i budynki wybudowano w myśl architekta, który je takimi zaakceptował.
W tamtych czasach mieszkałem w pobliżu, przy ulicy Mogilskiej. Przechodząc codziennie obok placu budowy, widziałem, jak je stawiano. Byłem świadkiem budowy krakowskich sądów i wszystkiego, co powstało w pobliżu na wysuszonych bagnach. Były tam podmokłe tereny, a budowanie wieżowców w tym rejonie, wymagało palowania podłoża.
To dziwne, że jakoś budynki wytrzymały te "dzieści" lat i żadne zmiany potrzebne nie były. Teraz nagle okazało się konieczne ich ocieplenie? To tak, jakby ocieplić styropianem Wawel, czy Sukiennice. Nikt tego jednak nie zrobi, gdyż zakłóciłoby to niepowtarzalną architekturę budowli. To samo dotyczy bloków z czasów komuny, które stoją tam już lata i jakoś się dzielnie trzymają. To kolejny polski absurd, których jest coraz więcej. Jak będzie, zależy od siły przebicia inwestora, który miałby dokonać bezmyślnego zniszczenia architektonicznej historii.
Nawet jeśli już ocieplać - przyjmijmy że ma to uzasadnienie ekonomiczne - dlaczego przy okazji ma się budynek zeszpecić? Nawet jeśli przez niektórych uznawany jest ten budynek za brzydki - to czy tylko dlatego mamy pozwolić na to żeby był jeszcze brzydszy?! Oczywiście budynek przedstawia wartość estetyczną i należy takową zachować. Zaś właściciel widzi swój biurowiec tak http://www.facebook.com/home.php?#/group.php?gid=274012259639&ref=nf Kloc bez polotu.